Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marzenie. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 marca 2016

Pomóżmy schroniskowym psom za darmo :)

Dzisiaj będzie trochę refleksyjnie acz krótko bo dopadło mnie choróbsko i głowa chce przylepienia się do poduszki a nie pisania :) jednak cel jest szczytny więc naskrobię kilka słów.
Często biorę udział w akcjach charytatywnych. Uważam, że to wspaniały sposób żeby dzięki temu czym i tak się zajmuję pomóc tym którzy tego potrzebują. Kiedy sprzeda się coś co wystawiam na aukcję charytatywną jestem nie tylko zadowolona, ale i wzruszona, że właśnie ja i ten ktoś dołożyliśmy cegiełkę do budowania czyjegoś zdrowia, szczęścia.
Jestem też miłośnikiem zwierząt. Każda forma atakowania ich, każda forma przemocy wobec nich jest dla mnie nie tylko niezrozumiała. Jest zbrodnią za którą Polskie sądy wydają śmieszne, nic nie znaczące kary. Jednak przemoc (jak to przemoc) wobec zwierząt wzbudza sprzeciw większości ludzi (tych rozumnych) a co z zamykaniem zwierząt w klatkach? Ludzi zamyka się w więzieniach za dokonanie czynów karalnych? A zwierzęta za co tam trafiają? Za to że jesteśmy nieodpowiedzialni, niezdolni do przyjaźni, miłości, do bezinteresowności? Za to że szybko się nudzimy i chcemy co nowego? Za to ze nagle stwierdzamy że już się nam nie chce i balast trzeba wyrzucić?
Zobaczyłam dzisiaj wspaniałą rzecz mającą sporo wspólnego z Tworzeniem. Toyota wypuściła nowy samochód. Przy okazji sesji zdjęciowej postanowili "zatrudnić" psa :) psa ze schroniska. Jednocześnie dzięki udostępnianiu nagrania które powstało "przy okazji", schronisko w Korabienicach otrzyma 1 złotówkę od każdego udostępnienia. Dlatego piszę ten post. To nie jest kolejna akcja w stylu "udostępnij a pies dostanie miskę". To prawdziwa akcja wspierana przez toyotę potwierdzona przez schronisko. Dlatego bardzo ładnie was proszę zbudujcie świat dla tych sierotek i udostępnijcie u siebie ten film.

Jesteśmy rękodzielnikami, rękami tworzymy kolory, magię, nowe piękne przedmioty. Dzisiaj dołączmy się do akcji Toyoty :)

poniedziałek, 28 marca 2016

Marzenia rękodzielnika vs marzenia normalnych ludzi :)

Spałam sobie dzisiaj spokojnie śniąc o mulinach i o obręczach dziewiarskich, które mam w planach zakupić, kiedy nad ranem zbudził mnie sen. Końcówka snu. Zupełnie innego, przerażajacego!!Mianowicie - nie mogłam wbić gwoździa w kawałek deski. Deska amortyzowała jakby była z gumy a ja bardzo, bardzo potrzebowałam wbić ten gwóźdź :) obudziłam się cała zestresowana z kołataniem serca i paniką w oczach. Po ogarnięciu ze to jednak sen i deski, które chcę poprzebijać nie są z gumy i to na pewno nie takiej, w którą nie da się wbić gwoździa włączyłam komputer. Zaczęłam przeglądać sposoby na przechowywanie rękodzielniczych materiałów. Co z tego że mam poukładane koraliki? A gdzie cała reszta?Sznurki, włóczki, kleje, nici, szydełka, druty, bibuły...
Intencje miałam szczere i proste. Popatrzeć jak inni organizują sobie przestrzeń i wymyślić jak najlepiej zorganiozwać ją u mnie, żeby znajomi nie musieli pić herbaty na stojąco,( bo na kanapie leżakują koraliki, a nie dlatego że jej nie mamy )
Niestety z tego przeglądania wyszło tylko stwierdzenie że chcę jeszcze to i to i to :D i jeszcze więcej tego i tamtego :D to wydarzenie dało mi sporo do myślenia. Kiedy ostatni raz chciałam coś normalnego poza szminką z maca?hmmm. no ok może i bym kupiła jakiś kosmetyk. Ale gdyby w sklepie stały obok siebie obręcze dziewiarskie i szminka maca wybrałabym obręcze dziewiarskie. Ten wniosek skłonił mnie do myślenia odnośnie moich marzeń i pragnień. Marzeń i pragnień rękodzielnika!! A także odnośnie życia normalnych ludzi i mojego życia. Wszystkie wnioski są oczywiście wysnute poprzez obserwacje różnych grup społeczno-rodzinno-przyjacielskich, a tekst ten jest trochę z przymrużeniem oka ;)
Zaczynamy od marzeń. Tak więc o czym marzy rękodzielnik? I dlaczego uważam ze nasze marzenia są nieco inne od marzeń normalnych ludzi. (Nie żebyśmy byli walnieci...no może odrobinkę)

 Normalny człowiek chce iść do sklepu i kupić regał. Rękodzielnik chce dostać ze dwie palety, albo 4 skrzynki po winie i sobie go zrobić

 Normalny człowiek marzy o tonie czekolady, ciastek, itp rękodzielnik (w zależności od stopnia zwariowania) marzy o tonie (niepotrzebne skreślić) koralików, nitek, sznurków, bibuł, klejów itp.

 Normalny człowiek marzy żeby wyjść do knajpy napić się ze znajomymi piwa -rękodzielnik marzy żeby móc iść napić się tego piwa i jednocześnie bez wzbudzania emocji i pytań zabrać ze sobą robótkę.

 Normalny człowiek marzy o odpoczynku z książką, kawą, relaksie, spokoju - rękodzielnik marzy o powrocie do zaczętej robótki i skończeniu jej choćby miał nie spać i nie jeść przez tydzień (przy okazji seriale mi się skończyły)

 Normalny człowiek marzy o wakacjach na w górach, nad morzem, w dzikich krajach  na plaży- rękodzielnik o tym zeby tak usiąść żeby można było robótkować i jednocześnie (jeśli się uda) się opalić.

  Normalny człowiek wie ze trzeba w sobotę posprzątać, (wiem ze normalnym ludziom też nie chce sie sprzątać, ale marzą o tym zeby zrobiło się czysto)- rękodzielnik zaczyna gryźć, kiedy ktoś chce ruszyć jego malutkie (cały dom) miejsce robocze :P

 Normalny człowiek wie, ze jak nie ma kasy na tą kieckę/ koszulę/szminkę/puder/zegarek itp to po prostu nie ma na to kasy i może i marzy, ale daje sobie spokój- rękodzielnik postanawia skazać na głód swoją rodzinę (chwała ze żywię tylko siebie i Bartka) i kupić te cholerne włóczki/kamienie/bibuły itp, bo przecież koniecznie muszą dołączyć do tysięcy rzeczy które już ma :D

 Normalny człowiek robi sobie dużo zdjeć z przyjaciółmi, w różnych miejscach, albo selfi w nowej bluzce. Rękodzielnik umie ustawić swój aparat (daj boże) tylko na sfotografowanie czegoś co nigdy nie oddychało i leży na płaskim, jednolitym tle (ewentualnie na czymś w tym stylu) a kiedy robi selfi to ze swoim rękodziełem, ewentualnie czymś do rękodzieła :D

  Normalny człowiek kiedy chce mu się pić pójdzie zrobić herbatę, albo nalać sok- rękodzielnik doprowadzi się do stanu skrajnego odwodnienia i będzie przypominał postacie z sarkofagów faraona, ale nie wstanie jeśli akurat (przez 5 godzin) szyje ważną rzecz :D

 Mogłabym tak wymieniać i wymieniać :) Wierzcie mi przykładów w głowie mam pełno. Marzeń jeszcze więcej i choć miejsca coraz mniej to ciągle chcę coś nowego. Nic na to nie poradzę. A wy jako rękodzielnicy jakie macie marzenia? Czy mieszają się z tymi normalnymi? A Ci którzy nie tworzą co Was pochłania? Jakie pasje? Za co jesteście w stanie oddać ostatnią kostkę czekolady?  :D
A może macie w gronie swoich znajomych walniętych rękodzielników i zauważacie już objawy rękoholizmu? Podzielcie się spostrzeżeniami. Dajcie mi się poznać :)


 żeby nie było że gołosłownie- zabiedzona, odwodniona z własnymi kolczykami :D Selfiii :)


Mokrego lanego poniedziałku kochani :) i przeszukajcie szafy w poszukiwaniu zaplątanych, niepotrzebnych, biedndych, samotnych, szukających nowego domu mulin ;)
A piwnic w poszukiwaniu starych skrzynek :D
(muhahahaha)


środa, 17 lutego 2016

Najlepszy lek na smutki mruczy :)

Dziś światowy dzień kota. Po walentynkach gdzie wszędzie roiło się drażniących mnie serduszek dzisiaj zaroi się od kotów :) zdecydowanie ulubione święto :D
Jestem kociarą od urodzenia. Dosłownie. Nie potrafię sobie przypomnieć momentu w moim życiu w którym nie towarzyszył by nam kot :) a właściwie koty.
Wychowywałam się na wsi w domu z ogrodem. Koty często przychodziły na coś dobrego do zjedzenia i zostawały, czasem odchodziły dalej. Nie zmuszaliśmy na siłę zadnego żeby został. To były wolne duchy, koty które ceniły sobie to że nie mają domu. Oczywiście nasz stał otworem, ale nie do konca chciały z niego korzystać. 
Jednak w domu zawsze pałętało się coś pod nogami (i nie mówię o dogu niemieckim który też się wtedy pałętał :D)
Mam w domu pełno zdjęć małej mnie z kotami :) niestety nie pamiętam ich imion ale pamiętam, że były, mruczały i potem odeszły. 
Sytuacja zmieniła się kiedy przybłąkała się do nas szara, młoda koteczka w ciąży. Była maleńka, młodziutka a juz taka zmęczona życiem. Bez dyskusji przyjęliśmy ją do siebie, a młoda ja zrobiła jej posłanie pod stołem. Wyłożone miękką kołdra i poduszkami. Całe szczęście Mikrusia (od ulubionych ciastek taty-mikrusków) od swojego posłania wolała nasze łóżka :) to był prawdziwy wspomagacz dziecięcych zabaw i smutków. Ufny, kochany kaloryfer złożony ze szczęścia :)
Urodziła kilka kociąt: Apsik został wydany do znajomych. A Łatka, Jeran i Węgiel zostały z nami :)
W międzyczasie kotka znajomych która niedawno urodziła osierociła 5 małych kociąt, które nasza Mikrusia po próbie zapoznania przyjęła i również wykarmiła.
Rok po tym wydarzeniu przybłąkał się strasznie zapchlony Cynamon :) mała ruda puszysta kulka, która również z nami została i mieszka z nami do dzisiaj :) 
Na studiach przygarnęłam pod swój dach Gretę- kota czipsożerce :D musiałam chować wszystko co potencjalnie mogło byc jedzeniem bo ona potrafiła wyniuchać i otworzyć każda rzecz, która wyglądała na jedzenie ;D gryzła nas w nocy w stopy i lizała po powiekach kiedy nie chcieliśmy wstać o 5 rano i dać jej jedzenia :) Całe szczęście w końcu unormował się jej apetyt i sposoby szantażowania zamieniła na wtulanie się i przesypianie nocy :)
Pojawiła się również Zeberka, Mars, Wampirek. Nie zamykaliśmy na siłę żadnych kotów. Mieszkanie na wsi ma swoje plusy
Kilka lat temu pojawiła się kolejna kotka nazwana pieszczotliwie-dzikuska :D nie dało jej się ani dotknąć, ani złapać. Jedynie karmić. Po jakimś czasie zniknęła na kilkanaście dni a potem pojawiła się znowu. Z dwójką kociaków. Niestety jednym poważnie poranionym. Dzięki pomocy wspaniałej weterynarz z Cieszyna- Pani Oli udało się Pirata poskładać :) natomiast drugie kocie zostało u mojej babci. Ich mama dalej nie darzy sympatią przytulania i spoufalania się, ale udało się ją wysterylizować i mieszka sobie w szopce z kurami :)
Pojawił się też teraz puszysty Imbir, który zdecydowanie nie lubi opuszczać domu i preferuje łóżka i fotele niż trawkę i drzewa :)
Dużo tych kociaków prawda?
Każdy z nich przyniósł do naszego domu coś innego. Każdy zaprzyjaźnił się z innym domownikiem. Każdy poprawiał nam humor, rozjaśniał złe dni i dawał sie przytulać kiedy tego potrzebowaliśmy. Cynamon przeżył ze mną wszystkie załamania miłosne i wszystkie przepłakane noce :)
Kiedy ktoś mówi że nie lubi kotów zazwyczaj za powód podaje że sa fałszywe...nie wiem skąd ta opinia. Faktycznie koty są indywidualistami. Nie są tak poddatne na tresurę jak psy. Ale dzięki temu są wspaniałymi kompanami, którzy albo Cię polubią-albo nie :D
Koty są idealne przy pracy :) nie raz pomagały mi zrezygnować z czegoś co wydawało mi się ze pasuje...jeśli miały inne zdanie wyrywały i uciekały :D a ja musiałam zmienić koncepcję :)
Polecam każdemu zastanowienie się nad adopcją. Nie polecam kupowania. Jest tyle cudaków, które potrzebują wsparcia, pomocy i domu. Nie trzeba szukać daleko. Założę się że w waszym mieście czy wiosce jest pełno kociaków do adopcji. Pomyślcie o tym w tym dniu, a także jutro i w marcu i kwietniu i w każdy możliwy dzień bo możecie pomóc nie tylko temu bezimiennemu jeszcze kotu, ale także sobie :)

A niżej kilka zdjęć mojej gromady :) szkoda ze stary komputer został u rodziców tam mam morze zdjęć :)
                                                                           Cynamon
Imbir
                                                                                 Pirat

                                                                             Pirat
Imbir
Imbir
 
Zeberka

Pirat
Cynamon

Węgiel :)


Tak wyglądał Pirat 3 tygodnie po znalezieniu. Wierzcie mi-tu już było bardzo dobrze.
Pirat i Greta :)

Zdjęć mam oczywiście więcej :D ale będzie jeszcze sporo okazji żeby je pokazywać :)
Zachęcam Was do adopcji zwierzaków :)




środa, 10 lutego 2016

Dzisiaj trochę prywaty :) pasja, sztuka i zdrady!

Długi długaśny tekst ale z fajnym komunikatem na końcu :) dla wytrzymałych :D

W ciągu swojego życia poznajemy niezliczoną ilość ludzi. Niektórzy są z nami na chwilę, inni zostają na dłużej. Są też tacy, którzy zostają na całe życie tworząc mężów, żony, przyjaciół i rodziny z wyboru :)
Osoby, które spotykamy na swojej drodze coś nam dają i coś odbierają. Uświadamiają, że życie może być równocześnie niesamowicie piękne i niesamowicie wkurzające ;D
Dzięki różnym sytuacjom zaczynamy kształtować siebie, swój światopogląd, charakter, podejście do drugiego człowieka, do urzędów, do pań za sklepowymi ladami, do podróży i ogólnie do wszystkiego!

Osobiście miałam jakieś ślepe szczęście, że dzięki studiom nauczyłam się szeroko patrzeć na świat. Nie wydawać opinii na tematy o których wiem mało, albo wcale. Nie przekonywać nikogo do swojego zdania i nie walczyć z poglądami innych (chyba że są podyktowane mową nienawiści i namawiają do krzywdzenia, wtedy mój nieagresywny charakter zamienia się w Xenę wojowniczą księżniczkę i Hermionę z HP, która potrafiła nieźle walnąć w odpowiedniej chwili :P)
Zaczynamy rozumieć co lubimy, w czym czujemy się dobrze, co kochamy, czego nie lubimy i czego nie potrafimy robić :) Poznajemy swoje słabe i mocne strony. 
Ja dzięki studiom zaczęłam robić kolczyki, poznałam decoupage, filcowanie a w końcu sutasz. To był przełom w moim życiu, który wtedy wydawał mi się tylko chwilowym rozładowaniem stresu (dosyć drogim jak się okazało, ale ja mało jem :D)
Zakochałam się w rękodziele miłością stałą, gorącą, płomienną wręcz. Taką na śmierć i życie :D a moi znajomi dobingowali żebym kontynuowała ten romans, bo fajnie wychodzi :)
Dzięki przyjaciołom zrozumiałam że sztuka to nie tylko obrazy w galeriach (taki miałam zawsze kompleks że nie potrafię malować). 
Pomogli mi zrozumieć, ze sztuka ma różne formy ekspresji od małych form, przez muzykę, literaturę po wielkie znane każdemu dzieła.

To jakich ludzi spotkamy na swej drodze może zaważyć na tym kim będziemy, co zrobimy i kogo spotkamy dalej :)

Idąc drogą dedukcji -jako że spotykamy różnych ludzi, zdarza nam się tworzyć różne związki :) te bardziej i mniej udane. Te kończące się złamanym sercem jak i ulgą że się skończyły. Znacie to z autopsji co?

A znacie moment kiedy się z kimś wiążecie i opowiadacie o nim/niej swoim znajomym. Tym "codziennym" i tym napotkanym na zasadzie "o cześć cześć co słychać musimy umówić się kiedyś na kawę, ale mów szybko spotykasz się z kimś? pracujesz?"

Ja miałam o tyle raźniej że mój w tedy jeszcze kolega :P został poznany wraz z innymi kolegami w trakcie imprez studenckich, więc został przetestowany (oj no poznany) przez całą grupę ciekawskich przyjaciół.  To ze się związaliśmy wydaje mi się do tej pory dziwne i podejrzane (Bartuś pozdrawiam :D) jako że jesteśmy osobami z dwóch totalnie różnych światów. Ja nienawidzący się spóźniać, nienawidzący jeść śniadań nerwus, który wszystko musi mieć i zrobić na już nawet jeśli ma nie spać tydzień. On spokojny, wyluzowany w typie "przecież wszystko się zrobi, ale zjedzmy coś, albo zróbmy to na spokojnie później".

Jednak jest jedno co nas łączy...pasja, sztuka i zdrady :D
Brzmi dziwnie co? No to posłuchajcie :)
Kiedy mówiłam moim "dalszym" znajomym że mój chłopak jest perkusistą pierwsze co słyszałam to "rany boskie, czy ty sobie zawsze musisz znaleźć jakiegoś artyste? Przecież on Cię bedzie zdradzał na prawo i lewo", albo "no tak...a żyć będziecie z czego? Ty po etnologii a on muzyk? bravo Justyna bravo"
Myślałam sobie wtedy. Żyć będziemy z jedzenia :D a zdradzać? On ? Zwariowaliście? Niby muzyk, ale też świetny przyjaciel. Nie gwiazda rocka, która śpi codziennie z innym hotelu z inną laską.

No tak..to prawda...ale nie przewidziałam że faktycznie ma tendencję do zdrad...
Notorycznie zdradza mnie z perkusją :D zaczęło się niewinne a teraz notorycznie wymyka się rano żeby sobie poćwiczyć. Notorycznie spóźnia się na umówione godziny, bo jeszcze coś tam musi zagrać :D, bo musi zrobić jeszcze to i tamto ćwiczenie, ah bo się zapomniał. "Ale musze jechać wcześniej rozłożyć sprzęt" , albo "a no wiesz zostałem dłużej na uczelni bo ćwiczka jest wolna"itd:) 
Musze ja biedna znosić te jego próby i wyjazdy :D Chwila Nieuwagi i już chłopa nie ma :)
Taki rockman :D (tylko muzyka inna)
No tak, ale teraz łapię się na tym, że nie tylko znalazłam sobie artystę, ale sama stworzyłam sobie  artystyczną pracę (O rany rany odbiło mi :D)
 Więc zdradzamy się oboje. On za kochankę ma perkusję, ja pudła z koralikami. Widocznie pasja faktycznie idzie w drodze ze zdradami :)
Cały tekst potratujcie oczywiście z przymrużeniem oka :) Kiedy trzeba zdarzy mu się być na czas :) dzięki temu nie muszę gotować obiadów i wkurzać się, że będą zimne, bo skoro się spóźnia to robimy je razem :)
No ale czemu o tym pisze? Co Was obchodzi moje życie uczuciowe?? (oj dajcie spokój życie uczuciowe innych zawsze jest interesujące nawet jak jest nudne - jesteśmy tylko ludźmi :D)
 No ale do rzeczy ten wyżej wymieniony rockman razem z grupą znajomych i dziewczyną obdarzoną niebanalnym głosem i urodą założył nowy zespół :) a co za tym idzie zdrad  będzie jeszcze więcej :P

Piszę Wam o tym bo chcę zaprosić Was na nowo powstały funpage zespołu Early Birds. Muzyka z gatunku jazz, poezja śpiewana, indie pop, folk zagrana przez wspaniałych studentów Katowickiej Akademii Muzycznej. Nie zapraszałabym gdybym sama nie była po 2 ich koncertach. I jednym z niezależnym sędzią, któremu się bardzo podobało :) (moją Pat-   fotograf, która nie lubi słodzić nikogo/niczego poza herbatą :)) 
Pozwolę sobie przytoczyć opis, który Martyna (wychodzi na to że Bartek gra tylko z wokalistkami o tym imieniu) zamieściła stronie zespołu:

"To pierwsze muzyczne „dziecko” Martyny Kwolek, która w zespole pełni rolę wokalistki, kompozytorki oraz autorki tekstów. Możliwe, że o dwóch ostatnich umiejętnościach świat jeszcze długo by nie usłyszał, gdyby nie postać Bartłomieja Plewki – perkusisty, kompozytora, który swoją wyjątkową energią i wiarą w zawartość głowy Martyny tchnął życie w realizację marzeń o stworzeniu zespołu. Początki tej formacji sięgają początku 2015 roku, kiedy to w malowniczym Cieszynie grupa zapaleńców spotykała się w wyjątkowo wczesnych (jak na muzyków) godzinach, próbując zmierzyć się z wyzwaniem stworzenia zespołu, a nie jedynie kolejnego projektu.
Obecnie zespół liczy sześć wyjątkowych instrumentów – saksofon, w objęciach Kuby Chojnackiego, wibrafon, którego sztabki muska Marcin Pater, kontrabas, z którego ciepłe brzmienie wydobywa Mateusz Szewczyk , instrumenty perkusyjne, na których czaruje Patryk Zakrzewski, perkusja, za którą dumnie zasiada Bartek Plewka i wokal, za pomocą którego siebie wyśpiewuje Martyna Kwolek.

Muzyka zespołu Early Birds to przede wszystkim autorskie utwory liderki, ale również Bartka Plewki, z którego głowy małymi krokami wykluwa się coraz to większe piękno. Gatunkowo oscyluje między jazzem, folkiem, indie popem. Brzmieniem bliżej im do północy – Skandynawii, Islandii – miejsc, z których Martyna od lat czerpie inspiracje. "



Pozwolę sobie przedstawić zdjęcie Early Birds wykonane przez Małgosię Żołnierek. Martyna ma tam kolczyki mojego autorstwa :) mój sutasz lubi piękne wokalistki :)
Więcej zdjęć a już niedługo i muzyki złapiecie na Early Birds. Te ptaszki umilą Wam poranki :)


PS. Gdybym zniknęła na długo po opublikowaniu tego tekstu to znaczy że zostałam zaciukana pałkami do perkusji za psucie singlowego PR Bartłomiejowi :D
Jego fanki uprzedzam, ze to zapewne tylko ja jestem zaślepiona i on na pewno na pewno kocha wszystkie kobiety i w duszy jest wolnym strzelcem :D



niedziela, 10 stycznia 2016

Weekend pełen inspiracji, muzyki, sztuki i radości :)

Po ostatnim szaleństwie spowodowanym załatwianiem papierologii w związku z działalnością potrzebowałam czegoś co oderwie mnie od rzeczywistości. Dostałam zaproszenie na wyjątkowe spotkanie z wyjątkowymi ludźmi w Kedzierzynie-Koźlu. Wiedziałam, że to będzie niesamowicie muzyczne wyzwanie, ale nie sądziłam że zostanę wciśnięta w kinowy fotel tak mocno, że zabraknie mi tchu ze wzruszenia. Nie raz opowiadałam Wam o wspaniałej Chwili Nieuwagi, która tym razem odwaliła taki koncert, ze gdybym miała czapkę, to ściągnęłabym ją z głowy w geście szacunku :) 
Byłam na wielu ich koncertach i zawsze porywają mnie muzyką i wciskają w niesamowite odmęty mojej świadomości. Od smutku, wzruszenia, żalu do śmiechu, radości i chęci skakania i tańczenia bez względu na otaczający mnie tłum. 

Miałam tez okazję posłuchać Kuby Blokesza. Kim Kuba jest? To człowiek gitara/gitara człowiek.
Wyobraźcie sobie sytuacje w której niewysoki (sorry Kuba olbrzymem nie jesteś) ale za to bardzo przystojny (mam nadzieję, że jego żona mi wybaczy, no ale cóż zrobię jak faktycznie przystojny) facet z gitarą w ręce wchodzi na scenę. Myslisz sobie...eh co jeden chłop z gitarą może zrobić na tej wielkiej scenie? Bez piana, perkusji, albo czegokolwiek. Ileż można słuchać gitary i jednego faceta?
Oj kochani...można :) w przypadku Kuby można słuchać i to nie chwilę a długo...a potem bić brava, wzywać na bis i zatracać się w treści, muzyce i niesamowitej wrażliwości. Poznałam Kubę jakieś 2,5 roku temu. Nie jako muzyka, a jako znajomego. Moje pierwsze wrażenie było takie, że rozmowa z nim jest tak niesamowicie przyjemna i ciepła jak rozmowa z najlepszym przyjacielem, którego zna się lata. Płynął z niego jakiś spokój, harmonia coś czego nie da się nazwać. Zupełnie nie potrafiłam wyobrazić go sobie na scenie. Dopóki faktycznie nie zobaczyłam. Nie ten sam facet. Nie wiem jak artysta w rozmowie może być zupełnie inny niż na scenie. Kuba od pierwszej piosenki porywa Was w inny świat. Jego barwa głosu, gesty, mimika, oczy, i to że sam staje się totalnie kompatybilny ze swoją gitarą. Istny kosmos. Mogłabym go porównać do Grechuty, do Nohavicy, ale nie. Kuba jest podobny tylko do siebie. Tak samo to, co robi na scenie. Wysyła w świat tyle emocji, że człowiek czuje, jak rozpada się na kawałki. Na scenie zamienia się w poważnego pełnego sprzecznych uczuć ale pewnego siebie mężczyznę, który dokładnie wie co chce przekazać i robi to w sposób doskonały. Znacie to uczucie kiedy wychodzicie z koncertu i czujecie że tego artystę powinien poznać cały świat. A wasi przyjaciele mimo, że nie słuchają takiej muzyki powinni go zobaczyć i poczuć to samo co czuliście Wy? No to właśnie tak mam, kiedy wychodzę z koncertu Pana Blokesza :) I dlatego teraz zapraszam Was na jego kanał na YT. Wejdźcie w film i zobaczcie co ten wspaniały artysta ma do powiedzenia :)
Ale także zapraszam Was na jego nowy profil Manufaktura Piosenki na którym będą się pojawiać niesamowite kawałki w niesamowitych aranżacjach :) skąd wiem? Bo przy nagraniu dwóch miałam okazję uczestniczyć :)


Rozgadałam się na temat Kuby, bo ciągle jestem pod wrażeniem jego wrażliwości i tego co potrafi zrobić z moimi emocjami, kiedy tak bezczelnie sobie stoi i śpiewa :) 
Ale przecież dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o nowych odkryciach. Wiecie jak jest na różnego typu festiwalach? jedziecie na coś, a w międzyczasie słuchacie czegoś innego. Tak własnie na woodstocku poznałam Chwile Nieuwagi. Tak 2 lata temu na corocznym koncercie u Mietka usłyszałam Kubę i tak właśnie w tym roku poznałam Miguela Szubę, który zagrał z Blokeszem dwa numery, oraz jeden całkiem sam. Zacznę od tego, że kiedy przed koncertem się sobie przedstawiliśmy od razu wiedziałam, że wygląda mi na kogoś znajomego więc rozmawiałam z nim jak ze znajomym właśnie. To niesamowite jak dwoje zupełnie obcych sobie ludzi od słowa do słowa potrafi od razu znaleźć wspólny język. Tak było w tym wypadku i choć czasu na rozmowy przed koncertami było mało, to najbardziej uderzyło mnie, że Miguel ciągle się uśmiechał. I miał coś niesamowicie miłego w całej aparycji. Ale nie słyszałam wcześniej co, ani jak gra. Wiedziałam tylko, że jest gitarzystą. No i właśnie...to co ten człowiek zrobił z gitarą, to było totalne szaleństwo. Kolejny chłopak z gitarą, który sprawił że moje emocje zatańczyły flamenco, po czym cichutko załkały pod drzewkiem, żeby znowu zatańczyć. Jeden utwór tak naładowany emocjami, że niewiele brakowało do doprowadzenia mnie od skrajnej euforii do skrajnej rozpaczy. 
Ta dwójka na scenie mogła by spokojnie swoją energią zasilić małą elektrownię :)
Nie byłam osamotniona w swoim zdumieniu po usłyszeniu dwóch Panów z gitarą. Publiczność zastygła. Każdy pogrążył się w swoich myślach a potem eksplodował bijąc bravo i prosząc o jeszcze.
Może część z Was, którzy użytkujecie pudło zwane telewizorem już zna Miguela ponieważ wystąpił on w programie Mam Talent.
Jeśli nie, a jesteście ciekawi (wierzcie mi jesteście) kim jest Miguel i co może Wam od siebie dać to zapraszam na Miguel Moon.
Drogi Miguelu mam nadzieję tak jak już wspominałam przez ostatnie dwa dni, że niedługo zobaczymy się na Twoim koncercie :) a tymczasem dziękuję chłopaki za towarzystwo przy herbatce w mojej skromnej Rybnickiej kuchni z wyszeczerbionymi kubkami :) takie odwiedziny, rozmowy i emocje to sama przyjemność i mam nadzieję na więcej :) 

Ale żeby nie było że ja tylko o chłopach i ich gitarach :D to powiem także o grupie teatralnej, która zachwyciła mnie swoim teatrem lalek.
Studenci Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu porwali całą salę dorosłych ludzi w świat muszki majowej :) Z postaci (powiedzmy sobie szczerze) ogólnie przez ludzkość znienawidzonej stworzyli postać przez którą niemal od początku do końca spektaklu płacze się ze wzruszenia. Kiedy po spektaklu podeszłam do tej uzdolnionej grupy żeby pogratulować powiedzieli że bali się jak sztuka zostanie przyjęta przez dorosłych, bo w założeniu jest to przedstawienie dla dzieci. Zaczerwienione oczy ludzi którzy wychodzili z sali odpowiedziały same za siebie w tej kwestii. Ci młodzi aktorzy mają przed sobą niesamowitą przyszłość skoro już teraz robią rzeczy tak niesamowite porywające tłumy. Jeśli zobaczycie gdzieś u siebie spektakl "Śpij kochana" w reżyserii Dominika Gostomskiego w którym zagrają: Anna Gabrysz, Joanna Kowalska, Hubert Waljewski i Mateusz Barta, a muzykę na żywo zagra "Pierwiastek z trzech" w składzie: Adriana Lemańczyk, Paulina Szymlek i Marcin Szymlek- to walcie prościutko po bilety, bo warto! Tutaj zajawka z ich występu, Popatrzcie w oczy muszce i nie pokochajcie jej od pierwszego wejrzenia- nierealne. Popatrzcie jak Ci ludzie wczuwają się w swoje role, jak muzyka wszystko oplata i dopełnia. Emocje krążą tworząc niesamowite wrażenie, że jest się w zupełnie innym miejscu :) Polecam każdemu!


No i na koniec zespół Kroke. Po ich koncercie właściwie nie wiem co mam powiedzieć, bo wszystko co powiem wyda się małe i takie oczywiste. W trakcie ich koncertu byłam w tylu miejscach świata że ciężko mi to opisać. Fakt że nigdy wcześniej o nie słyszałam o Kroke uświadomił mi jedną smutną rzecz. Że wielu jest takich artystów, których nigdy się nie pozna i będzie to spora strata, której być może nie zauważymy. Ale jak bardzo mogliby wzbogacić nasz świat gdybyśmy jednak mogli ich poznać. Dlatego ludzie chodźcie na koncerty zespołów i artystów. Także, a może przede wszystkim tych, których nie znacie. Bo możecie przeżyć tak niesamowite chwile jak ja w trakcie tego weekendu z którego wróciłam naładowana pozytywną słoneczną energią w trakcie zimy (a wierzcie mi hotel w którym spaliśmy zapomniał czym jest ogrzewanie :D)
Znajdźcie sobie Kroke i posłuchajcie. Warto.
Nie sposób mi opisać wszystkich rewelacyjnych artystów którzy wystąpili w Kędzierzynie. Ale wierzcie mi to była prawdziwa uczta dla oka, ucha, duszy, serca i rozumu. Oby więcej takich momentów.
Wiem post przydługi i zupełnie nie rękodzielniczy, ale rękodzielnik znajduje inspirację wszędzie. Ja w ten weekend znalazłam ją w muzyce i w ludziach, którzy ją tworzą. Dlatego postanowiłam Wam to opisać tutaj chociaż nie ukrywam, że moja pisanina nie odda tego co faktycznie czułam przez ostatnie dwa dni. Magia-totalna magia czyli coś co Wiedźmy kochają ;)
No i żeby nie było że nie ma sutaszu, to taki naszyjnik sobie walnęłam na tę ewentualność :) zdjęcia się  pojawią, ale dopiero po jego powiększeniu, bo zdecydowałam że jednak będzie większy :) (zdjęcie poziom mistrz fotografii telefonowej :D)





czwartek, 31 grudnia 2015

Stary/Nowy Rok. Rok zmian i wariacji :)

Ostatni rok był rokiem bardzo długim i niespokojnym. Wiele się zmieniło w moim życiu. Jak każdy z was podjęłam wiele decyzji. Ważnych, mniej ważnych, niektóre z rozmysłem inne zupełnie spontanicznie. Wyjechałam z kraju, wróciłam -odwaliłam kilka mniejszych i większych załamek :) jestem tylko człowiekiem tak samo jak Wy wszyscy.
Nigdy nie daję sobie postanowień noworocznych. Uważam że życie trzeba zmieniać niezależnie od pory roku, dnia czy wskazówki na godzinie 12. W tym roku również nie dam sobie żadnych postanowień. Jednak wiem, że ten rok tak jak poprzedni będzie czasem zmian. Trudnych decyzji, uczenia się siebie. Załatwiania milionów papierków. Wypitych litrów kawy i zmarnowanych paznokci :) jednak cieszę się. Boję cholernie, ale i cieszę :)
Chciałam Wam podziękować za słowa wsparcia. Za to, ze czytacie i wpadacie do mnie coraz liczniej. To daje kopa i chęć do pracy, której teraz będzie sporo. 
Czego życzę Wam na Nowy Rok?
Magii świata! Żeby ciągle i ciągle pozytywnie Was zaskakiwał.
Żebyście próbowali :) zawsze wszędzie i wszystkiego. Żebyście nie bali się robić kroku na przód. Żebyście mieli wsparcie w rodzinie i przyjaciołach. I żebyście każdego wieczoru i każdego ranka mogli zasypiać i budzić się bez strachu i bez smutku. Nigdy nie wiemy co przyniesie życie. Ale walczcie o nie jak lwy, bo jest wasze i niepowtarzalne. Wejdźcie w nowy rok bez postanowień za to z podwójną siłą do działania czymkolwiek to działanie jest :)
Bądźcie spokojni i niech się wam powodzi :)
Buziaki
Justyna
Zdjęcie autorstwa Patrycji Bulskiej
Modele: Wiedźma i Kot Andrzej :)

środa, 9 grudnia 2015

Własna działalność z dotacją? Proszę doradźcie coś :)

Ostatni tekst który zamieściłam na blogu miał bardzo terapeutyczne działanie. Nie tylko dlatego, że wyrzuciłam z siebie natłok negatywnych emocji, ale przede wszystkim dlatego, że napisało, zadzwoniło i spotkało się ze mną wiele osób. Dostałam niesamowitego pozytywnego kopa. Nie wiem jak opisać co czuje kanapowa osoba, kiedy nagle ktoś zupełnie obcy odpisuje na potok bezsilności mówiąc że chciałby pomóc. 
Nie ważne czy jest w stanie czy nie. Chodzi o sam fakt, że nagle z samotnego kanapowego smutasa wychodzi kawałek kanapowego uśmiechu.
Wczoraj podjęłam dezycję, że trzeba by było jednak wrócić na kilka miesięcy do Szkocji. Podszkolić się jeszcze w języku, Po zastanawiać nad sensem, naładować baterie i wrócić z nowym planem działania (Często mi się zdarzało w momentach kryzysowych uciekać gdzieś żeby przeczekać)
Dzisiaj byłam na spotkaniu w urzędzie pracy. Pojechałam tam tak jak zawsze złożyć podpis i mieć z głowy. Już nawet nie miałam zamiaru po raz kolejny pytać o dotacje, bo przecież powiedzieli że najwcześniej w maju..
Aż tu nagle Pani mówi, że jest jutro spotkanie i że jeśli się ogarnę to dotację mogę dostać jeszcze pod koniec miesiąca-piękny prezent świąteczny :P
Dlaczego tak zawsze jest? człowiek już się pogodzi z decyzją, ustali sobie plan, zrezygnuje ze starego a tu nagle bum...
Jadę jutro na spotkanie w sprawie dotacji. Nie wiem jeszcze jak takie spotkanie wygląda, ani czego się tam dowiem. Nagle mój plan na działalność wydał mi się taki nijaki...Chociaż przecież faktycznie był obmyślony.
Czuję się jak mały czarny kotek w dżungli z pumami :D niby fajnie, ale jednak z niepokojem :)
Wiadomo mogę dotacji nie dostać...ale co jeśli dostanę? :D
Wspominałam Wam że ostatnio zrobiłyśmy z przyjaciółkami sesję zdjęciową. Przy takiej sesji zawsze powstanie wiele zdjęć, które miały "nie ujrzeć światła dziennego";] ale tak się składa, że moja przyjaciółka Patrycja Bulska ma bardzo przewrotny i zadziorny charakter i wykorzystała "zdjęcia nie do pokazania" tworząc moje tzw "zdjęcia legitymacyjne". Uśmiałam się nieziemsko kiedy je zobaczyłam. Wyszłam na wszystkich prze paskudnie :) to zdjęcia typu "alarm! Szminka na zębach". Ale kiedy dzisiaj wróciłam z urzędu zastanawiałam się jak się czuję i stwierdziłam że czuję się dokładnie tak jak na tych zdjęciach. Niby dobrze...ale z szałem w oczach, groączką w głowie i strachem w sercu. Dlatego po zapytaniu Pat pokazuję Wam moje zdjęcia legitymacyjne ;]

Jednocześnie proszę o pomoc jeśli ktoś z Was miał kiedyś, lub ma teraz okazję prowadzić działalność zbliżoną do mojej rękodzielniczej pasji. Lub co ciekawiej dostał dotację na taką działalność...albo po prostu się zna na rzeczy i chciałby odciążyć moje skołatane serducho dobrymi radami. Co bym nie spaliła się od razu na wstępie :) (to chyba nie prośba tylko jednak krzyk :D)

Na zachętę przedstawiam moje różne oblicza :D zdjęcia autorstwa Patrycji Bulskiej. "Modelka" ( buhaha ) bogu ducha winna ja:D 
Musiałyśmy trochę pojechać po jakości, bo blogger uparcie twierdził że zdjęcie jest za duże :) ale wierzcie mi w lepszej jakościowo wersji wyglądam równie przepięknie ;)

niedziela, 6 grudnia 2015

Uśmiech przez łzy w dobie bezrobocia- czyli jak odkryłam, że nie jestem sama na tej planecie :)

Jeśli jesteście uczuleni na narzekanie- nie czytajcie.
Jeśli jesteście moimi potencjalnymi pracodawcami- tak si czuję czekając na Was i ucieszę się z waszego telefonu :)
Jeśli jesteście dawno nie widzianymi znajomymi- zadzwońcie nie pogryzę :)
Jeśli jesteście przyjaciółmi o których mowa w tekście, albo tymi o których nie powiedziałam, bo ten tekst czytało by się godzinami- przepraszam i dziękuję :)
Jeśli jesteście rękodzielnikami- niewiele tu wzmianek o rękodziele, ale poczytać sobie można
Jeśli jesteście bezrobotni- koniecznie przeczytajcie i doceńcie co macie a czego nie widzicie
Jeśli nie bezrobocie jest waszym problemem a coś zupełnie innego, ale też alienujecie się jak tylko można przeczytajcie i też doceńcie :)
Jeśli jesteś kimkolwiek kogo nie wymieniłam - weź przeczytaj :) najwyżej stracisz 5 minut swojego cennego czasu, a może coś zyskasz?

Nie wiem czy któreś z Was szukało kiedyś pracy w nowym mieście. Zapewne tak. Zapewne sporo z Was. Z różnym wykształceniem, doświadczeniem, kwalifikacjami, oczekiwaniami. Wieczorem myśleliście "może jutro". Rano "może dzisiaj". Jednocześnie myśląc "cholera co jest ze mną nie tak?"
Taki stan sprawia, że czujemy się bardziej samotni, smutni, czasem zdesperowani na tyle, że gadamy i robimy głupoty. Czasem zdarza nam się łapać na myśli "nie ma opcji żeby cokolwiek mi się udało". Na początku patrzycie optymistycznie, wysyłacie CV do miejsc o których marzycie, potem do satysfakcjonujących, potem do miejsc w których macie nadzieję się odnaleźć. Myślicie ,"a może to właśnie to". Liczycie, że obniżenie wymagań, sprawi, ze znajdziecie "cokolwiek, byle by w końcu wyjść z domu i pracować". Z czasem zapomina się o tym, że miało się milion planów na rozwój, albo pomysłów na rozmowy kwalifikacyjne. Myślisz sobie, że jednak założenie własnej działalności przy dzisiejszych opłatach i konkurencji to nie to...Wydaje mi się, że wielu z was przeszło...lub niestety przejdzie taki etap. Niezależnie jak jesteśmy super, przedsiębiorczy, kreatywni i pomysłowi każdy ma prawo natrafić na taki mur. 
Nagle zaczynasz się smucić, odcinać od znajomych, bo w sumie o czym z nimi rozmawiać skoro głównie siedzisz w domu i coś tam dłubiesz w swoim hobby, ale generalnie nuda i stagnacja. Ileż obiadów można ugotować? Ile kolczyków zrobić? Ile uczyć szydełkowania...z czasem nawet seriale i filmy się kończą... 
Nagle zauważacie wzmożony ruch przyjaciół i znajomych, którzy zauważają, że niby zachowujesz się normalnie, ale jednak nie. Że kiedyś sama chciałaś organizować wszelkie możliwe spędy. Wpadałaś na milion (może i irracjonalnych, ale chwytliwych) pomysłów, a teraz nagle od nich stronisz, nie podchwytujesz, nie pojawiasz się na spotkaniach. Szukasz wymówek - sumie coraz głupszych, bo przecież Ci ludzie znają Cię jak nikt i wiedzą, że coś jest bardzo nie tak. Wiec zauważasz, że częściej dzwonią i chcą Cię angażować w różne rzeczy, a Ty odkrywasz z niemałym zgorszeniem, że mimo, że siedzisz na dupie non stop to jesteś taka zmęczona i nie chce Ci się przebrać z dresu i ruszyć za drzwi dalej niż do sklepu. 
Że nie chce ci się wsiąść w autobus i właściwie, to wolisz żeby wszyscy spadali. Kochasz ich bardzo wszystkich i każdego z osobna, ale oni nie mają pojęcia przez co przechodzisz i co czujesz. I wkurza Cię, kiedy Ci mówią, że na tyle Cię stać, że "jesteś inteligentna, wyjątkowa, wręcz społecznie niepoprawna, że masz potencjał, tylko wstań z tej kanapy do cholery". 
Bronisz się i bronisz i nie wstajesz za cholerę, chyba żeby rozmrozić kurczaka, albo zrobić 5 kawę w ciągu dnia, bo ciągle i ciągle jesteś taka zmęczona...
Nagle pojawia się możliwość wyjechania na zlot sutaszowy do Warszawy....oczywiście, że nie jedziesz, bo nie ma sensu. Co Ty tam pokażesz? O czym będziesz rozmawiać? Nie nie nie...Całe szczęście rozmawiasz z mądrzejszymi od siebie ludźmi, którzy namawiają Cię żebyś jechała. Chłopak z radości, że opuścisz kanapę zawozi Cię nawet o 6 rano na autobus ;] pakujesz się, jedziesz te 4 godziny Polskim Busem z bandą nastolatków którzy walą wino od 7 rano :P dojeżdzasz na miejsce i zmienia się rzeczywistość :) bawisz się wspaniale, nie skupiasz się na sobie. Szyjesz sobie, rozmawiasz, cieszysz tym, że jesteś :) Potem korzystając z okazji, ze jesteś, spotykasz jeszcze dawno niewidzianych znajomych i czujesz się jeszcze lepiej...
Ale wracasz...Wracasz, witasz się z kanapą, komputerem, mailami, wysyłasz znowu CV i dobry nastrój Cię opuszcza. Zaczynasz przypominać smutnego misia koala, tylko bez liści i drzewa, i nie tak urodziwego. Wysyłasz, czekasz, patrzysz na telefon, wysyłasz. Coś tam uszyjesz, coś nawet zrobisz na szydełku, bo się przecież uczysz...

 I nagle znajomi ze zwykłej ofensywy przechodzą do ofensywy agresywnej. Organizują spotkanie paczki ze studiów i zmuszają Cię do przejścia kawałka pasmem górskim...który prawie Cię zabija bo przecież masz astmę, ale czujesz się lepiej, kiedy schodzisz w dół i dalej oddychasz (ledwo ale jednak). 
Kiedy jesteś chora i mówisz, że nie czujesz się dobrze i chcesz być sama przyjeżdżają, myją ci naczynia i dostarczają krakersy i herbaty :) Kiedy nie wiesz czy chcesz dalej prowadzić swój kanał na YT bo wszystko jest przecież takie trudne a tobie wszystkie pomysły uciekły z głowy - przyjeżdzają. Przywożą ze sobą swoją roczną córeczkę i jedzą zupę, którą zrobiłaś mówiąc że jest dobra. Dziecko ładuje Ci się na kolana a ty się cieszysz, że chociaż nie miało okazji wcześniej Cię poznać i tak czuje do ciebie zaufanie i o dziwo lubi Cię mimo że Ty czujesz się teraz takim pyłkiem.. 
Kiedy nie masz pomysłu co dalej z sobą zrobić ofensywni znajomi wymyślają, ze Twoja biżuteria idealnie nadaje się do zrobienia fajnego katalogu z modelkami, które są w paczce (nie czipsów a znajomych),  a ty koniecznie musisz przyjechać i towarzyszyć... Bierzesz więc dupę z kanapy, malujesz się i jedziesz - mimo, że (chociaż tego nie mówisz) wcale Ci się nie chce opuszczać tej już odrobinę wysiedzianej przestrzeni. No ale jedziesz i o dziwo bawisz się wspaniale. Zaczynasz zauważać, że pod tym wymuszonym uśmiechem, który już sobie tak idealnie wypracowałaś, pojawia się  ten prawdziwy, i że nie musisz się starać uśmiechać, tylko faktycznie to robisz. Wracasz o 4 rano z przyjaciółkami i myślisz sobie, że każda z nich poświeciła sporo swojego czasu, talentu, kosmetyków i swojej osoby żebyś poczuła się lepiej. 
Zauważasz że nagle czujesz się faktycznie trochę lepiej i jakby część tej nostalgii, która ściskała Ci serce odpuszcza. Jedziesz do dawno niewidzianego znajomego, któremu obiecywałaś że go odwiedzisz od wieków. Spędzasz z nim i z jego rodziną (w tym niesamowicie grubym kotem) rewelacyjny poranek i popołudnie. Potem wsiadasz do busa i jedziesz do Krakowa spotkać się z kuzynem z którym tradycyjnie przegadujesz pół nocy. Słyszysz jak o Tobie opowiada i zastanawiasz się, kiedy przestałaś być taką osobą, którą opisuje. Łapiesz się na tym że gdzieś tam w głębi dalej nią jesteś, tylko zapomniałaś jak nią być. Ale jednocześnie czujesz, że stalowa obręcz na sercu się rozluźnia - coraz bardziej. W tym samym czasie przychodzą pierwsze efekty sesji i śmiejesz się-serio się śmiejesz z tego, ze chociaż wyszłaś fatalnie to na zdjęciu jest ujęta stara (a może nawet obecna pokrzywiona Ty). 
Rano budzisz się z wiekszą dawką energii. Dzwoni do Ciebie stary znajomy z którym nie masz okazji się widywać z racji odległości, gadasz z nim chwilę, albo dwie i łapiesz się na tym, ze starasz się nie narzekać. Dzień później jedziesz na rewelacyjny koncert i obserwujesz na scenie ludzi których znasz. Wzruszasz się i myślisz sobie o dziwo "cholera jak fajnie tu siedzieć".

Jedziesz do rodziców. Śpisz sobie z kotem, który mruczy całą noc i ładuje Ci się na brzuch, szyje i głowę :) przychodzi do Ciebie Mikołaj, przynosi piżamę- wie jak kochasz piżamy :) Idziesz na kolację do siostry i szwagra. Zjadasz wszystko, delektując się każdym kęsem, zachwycając się ich wyremontowanym mieszkaniem. Patrzysz na zdjęcia ulubionego siostrzeńca (oj co z tego że jedynego) i myślisz sobie znowu - cholera jak jest fajnie i spokojnie...
Zaraz po tej myśli zdajesz sobie sprawę, że przez ostatnie kilka miesięcy wydarzyło się sporo pozytywnych rzeczy nad którymi przeleciałaś, przepłynęłaś i których nie widziałaś - bo byłaś zajęta swoim własnym smutkiem, zacięciem i nachalnym poszukiwaniem pracy, która za cholerę nie chciała się znaleźć. Dalej nie chce niestety...
To co opisałam to mój ostatni miesiąc, w którym wydarzyło się wiele wspaniałych rzeczy. Rzeczy, które z pozoru są zwykłe, normalne i może mało ciekawe, ale teraz kiedy siedzę sobie w tą niedzielę w łóżku po wysłaniu kolejnej porcji CV, patrzę na zdjęcia, które wysłała mi Pat z propozycjami do katalogu. Odbieram maila ze zdjeciami z wczorajszej kolacji, Widzę na profilu znajomej zdjęcia z koncertu na którym byłam ostatnio. Patrzę na listę wiadomości na FB, ilu ludzi ciągle sie do mnie odzywa. Ilu dzwoni żeby opowiedzieć jakąś pierdołę, albo zapytać co u mnie. Patrzę na paczki, które dostałam od "rękodzielniczych Mikołajów" i myślę, że zaraz je otworzę, ale czekam jeszcze żeby przedłużyć swoje uczucie ciekawości i radości. Wiem, że zaraz wstanę, ustawię światło, porobię zdjęcia, które zleciła mi Pat do katalogu. Wiem, że nie będą profesjonalne, ale zajmę się nimi na tyle ile potrafię. Zrobię sobie kawę. Wyślę może jeszcze jakieś CV, siądę do moich robótek. Zrobię coś nowego. 
Po co napisałam takiego przydługiego, pewnie trochę nudnego posta? Żeby każdemu kto jest/ był/będzie (niepotrzebne skreślić) w takiej sytuacji powiedzieć, że rozumiem i czuję się tak samo. 
Że próbowałam się odwrócić od znajomych, przyjaciół, rzadziej dzwoniłam do rodziny, bo straciłam na chwilę pewność siebie i wiarę, że to tylko etap przejściowy. Ale kiedy tak dzisiaj siedzę i myślę o tych kilku miesiącach, kiedy robiłam wszystko żeby zostać sama w momencie kiedy tak bardzo sama być nie chciałam. Zdałam sobie sprawę, że mam przy sobie (nie ważne czy blisko czy daleko) ludzi, którzy będą interweniować w gorszych momentach. I dzięki nim siedzę dzisiaj i staram się patrzeć bardziej pozytywnie i racjonalnie. Nie dać się tej cholernej obręczy na sercu. Starać się zrozumieć, że problem z pracą ma każdy i to nie znaczy że jestem w ciemię bita :) to znaczy po prostu, że rynek jest trudny a poszukujących, zdesperowanych ludzi ogrom. 
Powód numer dwa? :D Żeby podziękować tym wszystkim, którzy dołożyli się do stawiania mnie na nogi. Wiem jak irytujaca mogłam być. I wiem, jak dobrze potrafię ukrywać emocje. Dzięki wszystkim, którzy starali się zburzyć mur i przekopać na drugą stronę :*
Powód trzy - żeby powiedzieć Wam, że nie można się poddawać. A jeśli już się poddacie, to chociaż złapcie za rękę kogoś bliskiego i powiedzcie prawdę-jak bardzo się boicie, jak bardzo czujecie się nie sobą. Jak przeraża Was to co jest poza kanapą. Jeśli kocha, lubi, szanuje to zrozumie i przytuli. Nie pomoże, bo pewnie nie ma jak. Ale w chwilach kiedy wydaje Ci się, ze musisz udawać silną i nikt nie powinien widzieć jak płaczesz z bezsilności i złości. W chwilach, kiedy najbardziej myślisz, ze musisz być sama, bo kto by kochał taką smutną kupkę gruzu- zrozum że sama być nie możesz.  I nie dopuść byś była. Strach i uczucie krzywdy i utraty jest tak samo normalny jak radość i wzbicie się w przestworza. Tylko niestety smutku się wstydzimy. Obawiamy odrzucenia i zawsze chowamy. Dlatego nie każdy jest w stanie się domyślić, że kryjemy go w sobie. Nie utrudniajcie ludziom którzy was kochają i dajcie sobie towarzyszyć w gorszych momentach.
I w końcu ostatni powód dla którego piszę te słowa. Jeśli macie kogoś takiego w gronie swoich znajomych, kto nagle zachowuje się dziwnie, alienuje się i z uśmiechem mówi "oj tam oj tam nic mi nie jest, szukam pracy ale niedługo znajdę, tylko jestem zajety i się nie odzywam". To zastanówcie się, czy przypadkiem za tym usmiechem nie ma przestraszonych oczu desperacji, samotności i wstydu i nie krzyczy wam w twarz - "zauważ, że nie jest dobrze!!!"

Kończę ten post lżejsza o kilogram smutku. Dalej wkurza mnie, że nie mam pracy. Dalej pewnie będę się budzić z myślą- może dzisiaj? Ale po przemyśleniu wszystkiego postanowiłam, że muszę odciążyć tą biedną kanapę :) mam nadzieję, że mi się uda :) 

jeśli ktokolwiek z was dotarł do tego miejsca- serdecznie gratuluję i podziwiam:D
Na koniec macie relacje Royal Stone z naszego warszawskiego spotkania :)

niedziela, 2 listopada 2014

Chwila Nieuwagi i już telewizja :)

Kochani!
Dzisiejszy post to istna reklama :) nie miejsce mi za złe. Nie będę reklamować ani nowej pasty do podłóg, ani do zębów, ani nawet nowego rewelacyjnego płynu do mycia naczyń, chociaż by nie wiem jak świetnie pozbywał się tłuszczu...

Nie! Dzisiaj reklamuję kulturę! Tak tak kulturę. I to do tego Śląską :) no i troszkę siebie, bo jedna z osób biorących udział w tym kulturowym wydarzeniu ma mój naszyjnik na szyi :D

Nie macie planów na dzisiejszy wieczór? Znudziło Wam się odświeżanie facebooka? Ileż razy można oglądać ten sam serial? Mam dla Was coś specjalnego :)

Kabaretowa Scena Dwójki, dzisiaj na TVP 2 o 20. Dlaczego? Ponieważ Kabaret Młodych Panów obchodzi właśnie swoje 10 lecie. Z tej okazji pokażą Wam na co stać Ślązaka jeśli bardzo chce. 

Może być śmiesznie i kolorowo. Czy jestem wybitną fanką kabaretów? Hmm.. tych dobrych na pewno. Ale nie tylko o kabaret tutaj chodzi. W tym odcinku będziemy mieli okazję usłyszeć rewelacyjny utwór zespołu Chwila Nieuwagi. I to jest dla mnie ta najważniejsza informacja dnia :)



Zespół poznałam w 2011, kiedy to jeszcze jako studentka przemierzałam drogi jakże piekielnego Woodstocku. O zgrozo bawiłam się tam świetnie :) i tak dotarłam na scenę folkową, gdzie Chwila Nieuwagi grała koncert. Zakochałam się z miejsca. Muzyka płynąca prosto z serca, szczera, inteligentna i z pomysłem. A do tego ona!! Tak tak dobrze widzicie...Ona :) wokalistka :)  śliczna kobieta obdarzona niesamowitym głosem. Takim który zapiera dech w piersiach, a wiecie przecież że to wcale nie jest takie proste. Stałam sobie tam i słuchałam i byłam wzruszona i zachwycona. Muzycy bawili się na scenie. Byli totalnie wyluzowani, po prostu sobie grali zabierając mnie w zupełnie inną krainę. Folk, pomieszany z poezją, jazzem i różnymi nutkami, które przeplatały się z tym motywem. I których wtedy nie umiałam nazwać, ale sprawiły że stanowczo chciałam więcej :) Przyznaję że największe wrażenie zrobiła na mnie wtedy właśnie Martyna (chłopaki sorry) Drobna kobieta w chyba czerwonej sukience, od której biła taka moc i pewność siebie i swojego talentu, a jednocześnie wyglądająca na tak fajną i otwartą osobę.. Tak postanowiłam- jak tylko wrócę muszę się dowiedzieć kto to jest!!

No i dowiedziałam się :) posłuchałam w domu i stwierdziłam, że zostaje ze mną na dłużej...

No ale ok, brzmi dalej dziwnie? Po jednym koncercie dziewczynie odbiło? Co? zaczęła jeździć za nimi? Nie nie zaczęła...jeszcze nie :)

Potem wróciła na studia, na ostatni rok, i tak sobie studiowała i studiowała, poznała nowe osoby z pierwszego roku, w tym jednego bardzo ciekawego muzyka :) który jakoś niespecjalnie lubił się chwalić....ale dzięki jego koledze dowiedziałam się, że ów perkusista gra właśnie w zespole Chwila Nieuwagi. Przyznaję - odrobinę mnie to zaskoczyło, bo to takie dziwne uczucie mieć u siebie płytę osoby, którą przecież powinno się poznać od razu skoro zakochało się w jej muzyce... no ale skoro zamiast na chłopów na koncertach patrzę na baby to co się dziwić :D

No i tak jakoś zostało, że i perkusista i Chwila Nieuwagi zostały w moim życiu i są do dzisiaj. Można nawet stwierdzić, że Chwila Nieuwagi i mam w życiu perkusistę... ale o tym może innym razem :D żeby nie było aż takiej prywaty :)

Skoro miałam już okazję pojawiać się częściej na próbach, koncertach i wspaniałej premierze płyty "Miszung", (która zebrała dokładnie takie recenzje jakie powinna była zebrać, bo jest po prostu BOSKA!!!) zakochałam się w muzyce jeszcze bardziej :) Martyna okazała się dokładnie taka jak ją odebrałam za pierwszym razem. Twarda babka z nieziemskim głosem, a jednocześnie świetny kompan do rozmowy i picia herbaty :) Chłopaki z zespołu przestali być przeźroczyści :D (sorry znowu) Okazało się, że zespół to grupa ludzi kreatywnych, z pomysłami, sympatycznych, otwartych i co najważniejsze utalentowanych. Każdy z innym doświadczeniem muzycznym i życiowym uzupełnia całość. A żeby tego było mało są sympatyczni, otwarci, zabawni i muzyka ciągle ich bawi, cieszy i "rajcuje". Ich nowa płyta to majstersztyk!!! To muzyka do tańczenia, ale i refleksji. Taka na długą trasę w samochodzie i podzielenie się ze znajomymi :)

Przyznaję bez bicia Ślązak ze mnie żaden, ale piosenka "Nie nerwuj Hanysa" (którą dzisiaj macie okazję zobaczyć z "tłumaczeniem") poderwała mnie do tańca już nie jeden raz :) 

Ileż można pisać o zespole? Sporo!! Wierzcie mi sporo, ale może zamiast czytać co ja tu bredzę po prostu włączcie dzisiaj o 20 TVP 2 i sami się przekonajcie :) dla niecierpliwców mam tutaj też teledysk :) zrealizowany przez znany Wam już z moich filmików Creative Wave.








czwartek, 4 października 2012

Gościnna projektantka Kreatywnego Pola zaprasza na wyzwanie :)

Kochane otóż spotkała mnie przemiła niespodzianka :) zostałam gościnna projektantką Kreatywnego Pola :) z tej okazji chciałam was zaprosić na moje wyzwanie, które potrwa do 14.10 :) wiec jeszcze 10 dni :) moje wyzwanie to owocowe wspomnienie lata :) dlaczego? Bo teraz jest czas na wszelkiego typu naleweczki, słoiczki z przysmakami, soczki, i witaminki które daje nam natura :) będzie mia bardzo miło jeśli weźmiecie udział w moim wyzwaniu :)
Moja interpretacja tematu to owocowy zestaw do kuchni :) podstawki, słoiczek i świecznik :)
z niecierpliwością czekam na wasze interpretacje :)





Żałuję, że tak mało mnie tutaj, ale nie miałam internetu. Przeprowadzka i praca zdominowały moje życie ;) ale mam nadzieję, że znajdę czas na tworzenie od czasu do czasu :) jestem po 1 zajęciach z florystyki i jak narazie jestem zadowolona :)

Dziękuje Wam za wszystkie miłe słowa, wszystkie wspaniałe maile, dodawanie mi otuchy i dobre rady. Człowiekowi aż się robi lepiej na sercu :)
Jesteście wspaniałe i kochane. dziękuję :*

niedziela, 2 września 2012

Jak w jeden dzień życie może stanąć na głowie i odwrócić się o 180 stopni? A no może...

20 sierpnia moje życie stanęło na głowie :D
Ale po kolei..ostatnio byłam w kiepskawym (delikatnie mówiąc) stanie. W tzw po studyjnym dołku psychicznym, po studiach, zagubiona jak większość absolwentów. Miliony wysłanych cv, miliony wylanych łez nad jakże strasznym losem :D
I właśnie 18 sierpnia umówiłam się na rozmowę w sprawie pracy w sklepie zoologicznym w Cieszynie :) sam fakt otrzymania propozycji był dla mnie zaskakujący, bo w moje cv jest dosyć ubogie...niestety...
Pojechałam na tą rozmowę i przywitało mnie dwoje miłych, uśmiechniętych ludzi. Szef i szefowa. Przeprowadzili ze mną przemiłą rozmowę kwalifikacyjną. Zupełnie na luzie, bez denerwowania, z uśmiechem. Kilka pytań, odpowiedzi, śmiechu...no i stwierdziłam po wyjściu że było tak miło i sympatycznie...że na pewno tej pracy nie dostanę :D ale Pan Darek powiedział, ze zadzwoni na początku tygodnia. Całą niedzielę siedziałam jak na szpilkach....a większość poniedziałku płakałam, ze przecież wiem że nie zadzwoni a tak bym chciała tam pracować...około 18 kiedy już nie miałam na kim się wyżywać, bo domownicy bali się do mnie zblizać stwierdziłam, ze czas wysyłać dalej CV...no więc wysyłałam...empik, play, orange, nawet żabka..płacząc dalej oczywiście :D
o 19.07 zadzwonił telefon..."Dzień dobry Pani Justyno, czy może Pani zacząć pracę od jutra. Powiedzmy na 9 rano?" Nie wiem czy Pan Darek słyszał kiedykolwiek w życiu taki pisk ze strony obcej baby, która zaczęła mu dziękować i zapewniać że oczywiście :D następnego dnia o 5 rano ruszyłam do Cieszyna...przywitała mnie cudowna ekipa, i dziewczyna, która bez pośpiechu wprowadza mnie w tajniki pracy w takim sklepie. Dostałam od niej miliony porad i teraz próbuję ogarnąć ogromną ilośc towaru, rybek, zwierzaków, obowiązków itp. W między czasie szukałam mieszkania razem ze znajomymi, którzy zostają w Cieszynie...znaleźliśmy :) 15 września przeprowadzam się do Cieszyna :) już "na swoje". 2 tygodnie spałam u Marka, teraz 2 tygodnie w domku w którym mieszkałam na 2 roku...a potem malowanie i urządzanie pokoju :) jestem niesamowicie podekscytowana. zdałam sobie sprawę, ze zupełnie nie jestem do tego przygotowana :D nie mam nic!! co innego mieszkanie w akademiku...a co innego już na swoim, jako osoba pracująca :) myślę sobie..."o rany...nie mam swojej poscieli, kołdry, poduszek, koca, obrusów, serwetek...nawet suszarki nie mam..." ale moi wspaniali rodzice, siostra i szwagier zaskoczyli mnie :) wczoraj wróciłam do domu i na moim łóżku leżała wyprawka dla mnie :D dostałam nową poduszkę, kołderkę, pościel, garneczki, worki na śmieci :D gabkę, łyżkę i moją ulubioną yerbę cytrynową :D i do tego karteczkę "dla Justynki z okazji założenia nowego gospodarstwa. Jesteśmy z Ciebie bardzo dumni, życzymy Ci wytrwałości i samych sukcesów. mama, tata, Iga, Szymon i Alex" (Alex niedługo...dokładnie za tydzień się urodzi :D)
Więc część wypraweczki już jest :) ale jeszcze sporo przede mną...obrusy, zasłonki, firanki, kieliszki, talerze, sztućce...jakoś kiedy byłam studentem nie zależało mi na tym tak bardzo:) a teraz tak :) ale powolutku :) narazie skupiam się na tym żeby szybko się uczyć moich obowiazków i żebym nie zawiodła szefostwa, bo są na prawdę mili i sympatyczni. Obowiązków jest dużo...dużo więcej niż może się wydawać :) ale podoba mi się praca ze zwierzakami, karmienie ich, sprzątanie, obsługa klienta, jak narazie choć trochę przestraszona, ze coś źle zrobię, to ciągle się cieszę, że się udało i ze akurat mnie wybrali spośród sporej ilości zgłoszeń. Dostałam szansę na realizację marzeń i nie mam zamiaru jej zmarnować ;)
Problem tylko taki że pracuję w sumie codziennie do 18 a w soboty do 13, do tego dochodzi florystyka, więc może mało mnie tu będzie... ale to nic :) będę się starała zaglądać jak najczęściej.
Mam prośbę trzymajcie za mnie mocno kciuki. Bo okres próbny jest bardzo ważny i żebym czegoś nie sknociła :) więc trzymajcie kciuki, a te Wiedźmowate, które odwiedzają mój blog niech czarują w moim imieniu :) 
a no i pokazę jeszcze coś na otarcie łez :) bo płakać już nie chcę, chyba że ze szczęścia :)



I tym którzy dotrzymali do końca postu :D dziękuję :D
 I dziękuję wszystkim, którzy mnie ostatnio wspierali, bo to były bardzo bardzo gorsze dni... jak to powiedział tymbark po rozmowie kwalifikacyjnej...teraz może być już tylko lepiej :D



wtorek, 14 sierpnia 2012

Co może robić etnolog po studiach? i kolczyków ciąg dalszy :)



Co moze robić etnolog po studiach? No jak to co? Przecież odpowiedź sama się klaruje...iśc na bezrobocie, albo robić nowy kierunek...cóż :) ja walczę i szukam mimo wszystko czegoś...czegoś co chociaż trochę da mi radość i spełnienie. Wszystko z czase. Marzę narazie o tym zeby zostać w Cieszynie, mieście w którym byłam najszczęśliwsza na świecie. Liczę na to, ze znajdę tam pracę, pokój i będę mogła powiedzieć "tak tak udało się." Ale zanim to nastąpi chciałam Wam pokazać dalszą część kolczyków, które zrobiłam na kiermasz. Nie było już czasu robić im zdjęć osobno niestety, więc zrobiłam je na tablicy :D to chyba najgorsze zdjęcia jakie kiedykolwiek zrobiłam, ale przynajmniej kolczyki sa widoczne ;) tablicę zrobił mój tata na specjalne moje zamówienie :D








A zaraz czas zawieźć kolejne cv...:) Pozdrawiam gorąco :)


środa, 8 sierpnia 2012

Drzewko z cukierkami plus wyróżnienie od Kreatywnego Pola :)

Wróciłam do internetu po pobycie w Kostrzynie :D Woodstock jak to Woodstock :) pięknie, kolorowo, muzycznie, zimno i gorąco jednocześnie, jedyną ofiarą jest złamany namiot...całe szczęście nie ręce :D Chciałam Wam pokazać drzewko z cukierków mini które zrobiłam na wesele znajomych :) jestem zadowolona z efektu, oni też wyglądali na ucieszonych :) trwało to dłuuugo, ponieważ wybrałam sobie cukierki mini zamiast np michałków :D ale stwierdziłam ze takie maleństwa będą urocze ;) i lekkie :) no i chyba udało mi się :) dzięki współpracy taty dostałam rewelacyjną, starą, ale jakże uroczą doniczkę :) no i tak sobie powstało drzewko :)




No i chciałam się pochwalić że dostałam wyróżnienie w kocim wyzwaniu w Kreatywnym Polu co niesamowicie mnie ucieszyło :) moje pierwsze tam wyzwanie i zupełnie się nie spodziewałam :D jestem strasznie uradowana :)
i dostałam taki oto banerek :)

Dziękuję za to ogromne wyróżnienie :) jestem strasznie ucieszona i wdzięczna za docenienie mojej pracy :) to na pewno nie ostatni mój udział w zabawach :)