Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Royal Stone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Royal Stone. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 lipca 2016

Magia geometrii - czyli koło w biżuterii :)

Koło. Figura idealna :) Bardzo przydatna ludzkości. Kiedy Royal Stone ogłosił nowy temat kalendarza od razu pomyślałam o kołach. No ale właśnie - z sutaszu..hmm jakieś takie nie to :) wiec dorwałam się do osiki :) i tak oto powstał sympatyczny, optymistyczny zielono-fioletowo- różowy naszyjnik. Idealny na lato :) A przed wami pełno zdjęć :) tak mi pasował do każdego tła, że nie mogłam się zdecydować :) No i dwie stylizacje. Żeby pokazać, ze naszyjnik jest uniwersalny :)
Gdyby ktoś chciał polubić zdjęcie w konkursie to jest tutaj. Zobaczcie też inne propozycje są boskie:)
A gdyby ktoś chciał zakupić albo się skontaktować w jakiejkolwiek sprawie to zapraszam na GithagoArt
I zapraszam do oglądania :)

Na elegancko:









Na sportowo też się nada :)
  

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Secesja w Kalendarzu Royal Stone :)

Dawno nie wzięłam udziału w wyzwaniu Royal Stone. I nagle kiedy zobaczyłam secesję stwierdziłam, że przecież secesji nie odpuszczę. Niestety ograniczony czas sprawił, że nie mogłam sobie pozwolić na duży projekt choć prace w kalendarzu zawsze są okazałe i wyszukane w mojej wersji musiał wystarczyć mały grzebień.
Dlaczego grzebień? Pomyślcie o modzie w czasach secesji i o tych poupinanych fryzurach. Oczami wyobraźni widziałam mój grzebyk w pięknych rudych włosach w bujnym upięciu. Stąd też ten kolor. Zieleń i dwa odcienie srebra będą piękne we włosach tego koloru. Mam nadzieję, że spinka doczeka się pięknej sesji na takich właśnie włosach (ulala może nawet moich :D) ale tymczasem pokazuję zdjęcia bez upięcia (nawet nie czuję kiedy rymuję :D)

Tutaj link do mojej pracy jakby ktoś chciał np. skomentować albo zalajkować (będzie mi bardzo, bardziej niż bardzo miło :D)
Ale przede wszystkim zachęcam Was do zobaczenia wszystkich prac. Są piękne, błyszczące i okazałe ;)
Jak widzicie nie rozpisuję się dzisiaj, bo od kilku dni przygotowuję się do kiermaszu, i warsztatów w Będzinie :) szczegóły na GithagoArt. W planach mam jeszcze nowości i dlatego mało czasu na pisanie :) ale, ale mam jeszcze dwie fajne prace w zanadrzu :D więc wkrótce możecie wyczekiwać :)
A tutaj więcej zdjęć mojego grzebyka. Popatrzcie sobie na niego z każdej możliwej strony :)












niedziela, 6 grudnia 2015

Uśmiech przez łzy w dobie bezrobocia- czyli jak odkryłam, że nie jestem sama na tej planecie :)

Jeśli jesteście uczuleni na narzekanie- nie czytajcie.
Jeśli jesteście moimi potencjalnymi pracodawcami- tak si czuję czekając na Was i ucieszę się z waszego telefonu :)
Jeśli jesteście dawno nie widzianymi znajomymi- zadzwońcie nie pogryzę :)
Jeśli jesteście przyjaciółmi o których mowa w tekście, albo tymi o których nie powiedziałam, bo ten tekst czytało by się godzinami- przepraszam i dziękuję :)
Jeśli jesteście rękodzielnikami- niewiele tu wzmianek o rękodziele, ale poczytać sobie można
Jeśli jesteście bezrobotni- koniecznie przeczytajcie i doceńcie co macie a czego nie widzicie
Jeśli nie bezrobocie jest waszym problemem a coś zupełnie innego, ale też alienujecie się jak tylko można przeczytajcie i też doceńcie :)
Jeśli jesteś kimkolwiek kogo nie wymieniłam - weź przeczytaj :) najwyżej stracisz 5 minut swojego cennego czasu, a może coś zyskasz?

Nie wiem czy któreś z Was szukało kiedyś pracy w nowym mieście. Zapewne tak. Zapewne sporo z Was. Z różnym wykształceniem, doświadczeniem, kwalifikacjami, oczekiwaniami. Wieczorem myśleliście "może jutro". Rano "może dzisiaj". Jednocześnie myśląc "cholera co jest ze mną nie tak?"
Taki stan sprawia, że czujemy się bardziej samotni, smutni, czasem zdesperowani na tyle, że gadamy i robimy głupoty. Czasem zdarza nam się łapać na myśli "nie ma opcji żeby cokolwiek mi się udało". Na początku patrzycie optymistycznie, wysyłacie CV do miejsc o których marzycie, potem do satysfakcjonujących, potem do miejsc w których macie nadzieję się odnaleźć. Myślicie ,"a może to właśnie to". Liczycie, że obniżenie wymagań, sprawi, ze znajdziecie "cokolwiek, byle by w końcu wyjść z domu i pracować". Z czasem zapomina się o tym, że miało się milion planów na rozwój, albo pomysłów na rozmowy kwalifikacyjne. Myślisz sobie, że jednak założenie własnej działalności przy dzisiejszych opłatach i konkurencji to nie to...Wydaje mi się, że wielu z was przeszło...lub niestety przejdzie taki etap. Niezależnie jak jesteśmy super, przedsiębiorczy, kreatywni i pomysłowi każdy ma prawo natrafić na taki mur. 
Nagle zaczynasz się smucić, odcinać od znajomych, bo w sumie o czym z nimi rozmawiać skoro głównie siedzisz w domu i coś tam dłubiesz w swoim hobby, ale generalnie nuda i stagnacja. Ileż obiadów można ugotować? Ile kolczyków zrobić? Ile uczyć szydełkowania...z czasem nawet seriale i filmy się kończą... 
Nagle zauważacie wzmożony ruch przyjaciół i znajomych, którzy zauważają, że niby zachowujesz się normalnie, ale jednak nie. Że kiedyś sama chciałaś organizować wszelkie możliwe spędy. Wpadałaś na milion (może i irracjonalnych, ale chwytliwych) pomysłów, a teraz nagle od nich stronisz, nie podchwytujesz, nie pojawiasz się na spotkaniach. Szukasz wymówek - sumie coraz głupszych, bo przecież Ci ludzie znają Cię jak nikt i wiedzą, że coś jest bardzo nie tak. Wiec zauważasz, że częściej dzwonią i chcą Cię angażować w różne rzeczy, a Ty odkrywasz z niemałym zgorszeniem, że mimo, że siedzisz na dupie non stop to jesteś taka zmęczona i nie chce Ci się przebrać z dresu i ruszyć za drzwi dalej niż do sklepu. 
Że nie chce ci się wsiąść w autobus i właściwie, to wolisz żeby wszyscy spadali. Kochasz ich bardzo wszystkich i każdego z osobna, ale oni nie mają pojęcia przez co przechodzisz i co czujesz. I wkurza Cię, kiedy Ci mówią, że na tyle Cię stać, że "jesteś inteligentna, wyjątkowa, wręcz społecznie niepoprawna, że masz potencjał, tylko wstań z tej kanapy do cholery". 
Bronisz się i bronisz i nie wstajesz za cholerę, chyba żeby rozmrozić kurczaka, albo zrobić 5 kawę w ciągu dnia, bo ciągle i ciągle jesteś taka zmęczona...
Nagle pojawia się możliwość wyjechania na zlot sutaszowy do Warszawy....oczywiście, że nie jedziesz, bo nie ma sensu. Co Ty tam pokażesz? O czym będziesz rozmawiać? Nie nie nie...Całe szczęście rozmawiasz z mądrzejszymi od siebie ludźmi, którzy namawiają Cię żebyś jechała. Chłopak z radości, że opuścisz kanapę zawozi Cię nawet o 6 rano na autobus ;] pakujesz się, jedziesz te 4 godziny Polskim Busem z bandą nastolatków którzy walą wino od 7 rano :P dojeżdzasz na miejsce i zmienia się rzeczywistość :) bawisz się wspaniale, nie skupiasz się na sobie. Szyjesz sobie, rozmawiasz, cieszysz tym, że jesteś :) Potem korzystając z okazji, ze jesteś, spotykasz jeszcze dawno niewidzianych znajomych i czujesz się jeszcze lepiej...
Ale wracasz...Wracasz, witasz się z kanapą, komputerem, mailami, wysyłasz znowu CV i dobry nastrój Cię opuszcza. Zaczynasz przypominać smutnego misia koala, tylko bez liści i drzewa, i nie tak urodziwego. Wysyłasz, czekasz, patrzysz na telefon, wysyłasz. Coś tam uszyjesz, coś nawet zrobisz na szydełku, bo się przecież uczysz...

 I nagle znajomi ze zwykłej ofensywy przechodzą do ofensywy agresywnej. Organizują spotkanie paczki ze studiów i zmuszają Cię do przejścia kawałka pasmem górskim...który prawie Cię zabija bo przecież masz astmę, ale czujesz się lepiej, kiedy schodzisz w dół i dalej oddychasz (ledwo ale jednak). 
Kiedy jesteś chora i mówisz, że nie czujesz się dobrze i chcesz być sama przyjeżdżają, myją ci naczynia i dostarczają krakersy i herbaty :) Kiedy nie wiesz czy chcesz dalej prowadzić swój kanał na YT bo wszystko jest przecież takie trudne a tobie wszystkie pomysły uciekły z głowy - przyjeżdzają. Przywożą ze sobą swoją roczną córeczkę i jedzą zupę, którą zrobiłaś mówiąc że jest dobra. Dziecko ładuje Ci się na kolana a ty się cieszysz, że chociaż nie miało okazji wcześniej Cię poznać i tak czuje do ciebie zaufanie i o dziwo lubi Cię mimo że Ty czujesz się teraz takim pyłkiem.. 
Kiedy nie masz pomysłu co dalej z sobą zrobić ofensywni znajomi wymyślają, ze Twoja biżuteria idealnie nadaje się do zrobienia fajnego katalogu z modelkami, które są w paczce (nie czipsów a znajomych),  a ty koniecznie musisz przyjechać i towarzyszyć... Bierzesz więc dupę z kanapy, malujesz się i jedziesz - mimo, że (chociaż tego nie mówisz) wcale Ci się nie chce opuszczać tej już odrobinę wysiedzianej przestrzeni. No ale jedziesz i o dziwo bawisz się wspaniale. Zaczynasz zauważać, że pod tym wymuszonym uśmiechem, który już sobie tak idealnie wypracowałaś, pojawia się  ten prawdziwy, i że nie musisz się starać uśmiechać, tylko faktycznie to robisz. Wracasz o 4 rano z przyjaciółkami i myślisz sobie, że każda z nich poświeciła sporo swojego czasu, talentu, kosmetyków i swojej osoby żebyś poczuła się lepiej. 
Zauważasz że nagle czujesz się faktycznie trochę lepiej i jakby część tej nostalgii, która ściskała Ci serce odpuszcza. Jedziesz do dawno niewidzianego znajomego, któremu obiecywałaś że go odwiedzisz od wieków. Spędzasz z nim i z jego rodziną (w tym niesamowicie grubym kotem) rewelacyjny poranek i popołudnie. Potem wsiadasz do busa i jedziesz do Krakowa spotkać się z kuzynem z którym tradycyjnie przegadujesz pół nocy. Słyszysz jak o Tobie opowiada i zastanawiasz się, kiedy przestałaś być taką osobą, którą opisuje. Łapiesz się na tym że gdzieś tam w głębi dalej nią jesteś, tylko zapomniałaś jak nią być. Ale jednocześnie czujesz, że stalowa obręcz na sercu się rozluźnia - coraz bardziej. W tym samym czasie przychodzą pierwsze efekty sesji i śmiejesz się-serio się śmiejesz z tego, ze chociaż wyszłaś fatalnie to na zdjęciu jest ujęta stara (a może nawet obecna pokrzywiona Ty). 
Rano budzisz się z wiekszą dawką energii. Dzwoni do Ciebie stary znajomy z którym nie masz okazji się widywać z racji odległości, gadasz z nim chwilę, albo dwie i łapiesz się na tym, ze starasz się nie narzekać. Dzień później jedziesz na rewelacyjny koncert i obserwujesz na scenie ludzi których znasz. Wzruszasz się i myślisz sobie o dziwo "cholera jak fajnie tu siedzieć".

Jedziesz do rodziców. Śpisz sobie z kotem, który mruczy całą noc i ładuje Ci się na brzuch, szyje i głowę :) przychodzi do Ciebie Mikołaj, przynosi piżamę- wie jak kochasz piżamy :) Idziesz na kolację do siostry i szwagra. Zjadasz wszystko, delektując się każdym kęsem, zachwycając się ich wyremontowanym mieszkaniem. Patrzysz na zdjęcia ulubionego siostrzeńca (oj co z tego że jedynego) i myślisz sobie znowu - cholera jak jest fajnie i spokojnie...
Zaraz po tej myśli zdajesz sobie sprawę, że przez ostatnie kilka miesięcy wydarzyło się sporo pozytywnych rzeczy nad którymi przeleciałaś, przepłynęłaś i których nie widziałaś - bo byłaś zajęta swoim własnym smutkiem, zacięciem i nachalnym poszukiwaniem pracy, która za cholerę nie chciała się znaleźć. Dalej nie chce niestety...
To co opisałam to mój ostatni miesiąc, w którym wydarzyło się wiele wspaniałych rzeczy. Rzeczy, które z pozoru są zwykłe, normalne i może mało ciekawe, ale teraz kiedy siedzę sobie w tą niedzielę w łóżku po wysłaniu kolejnej porcji CV, patrzę na zdjęcia, które wysłała mi Pat z propozycjami do katalogu. Odbieram maila ze zdjeciami z wczorajszej kolacji, Widzę na profilu znajomej zdjęcia z koncertu na którym byłam ostatnio. Patrzę na listę wiadomości na FB, ilu ludzi ciągle sie do mnie odzywa. Ilu dzwoni żeby opowiedzieć jakąś pierdołę, albo zapytać co u mnie. Patrzę na paczki, które dostałam od "rękodzielniczych Mikołajów" i myślę, że zaraz je otworzę, ale czekam jeszcze żeby przedłużyć swoje uczucie ciekawości i radości. Wiem, że zaraz wstanę, ustawię światło, porobię zdjęcia, które zleciła mi Pat do katalogu. Wiem, że nie będą profesjonalne, ale zajmę się nimi na tyle ile potrafię. Zrobię sobie kawę. Wyślę może jeszcze jakieś CV, siądę do moich robótek. Zrobię coś nowego. 
Po co napisałam takiego przydługiego, pewnie trochę nudnego posta? Żeby każdemu kto jest/ był/będzie (niepotrzebne skreślić) w takiej sytuacji powiedzieć, że rozumiem i czuję się tak samo. 
Że próbowałam się odwrócić od znajomych, przyjaciół, rzadziej dzwoniłam do rodziny, bo straciłam na chwilę pewność siebie i wiarę, że to tylko etap przejściowy. Ale kiedy tak dzisiaj siedzę i myślę o tych kilku miesiącach, kiedy robiłam wszystko żeby zostać sama w momencie kiedy tak bardzo sama być nie chciałam. Zdałam sobie sprawę, że mam przy sobie (nie ważne czy blisko czy daleko) ludzi, którzy będą interweniować w gorszych momentach. I dzięki nim siedzę dzisiaj i staram się patrzeć bardziej pozytywnie i racjonalnie. Nie dać się tej cholernej obręczy na sercu. Starać się zrozumieć, że problem z pracą ma każdy i to nie znaczy że jestem w ciemię bita :) to znaczy po prostu, że rynek jest trudny a poszukujących, zdesperowanych ludzi ogrom. 
Powód numer dwa? :D Żeby podziękować tym wszystkim, którzy dołożyli się do stawiania mnie na nogi. Wiem jak irytujaca mogłam być. I wiem, jak dobrze potrafię ukrywać emocje. Dzięki wszystkim, którzy starali się zburzyć mur i przekopać na drugą stronę :*
Powód trzy - żeby powiedzieć Wam, że nie można się poddawać. A jeśli już się poddacie, to chociaż złapcie za rękę kogoś bliskiego i powiedzcie prawdę-jak bardzo się boicie, jak bardzo czujecie się nie sobą. Jak przeraża Was to co jest poza kanapą. Jeśli kocha, lubi, szanuje to zrozumie i przytuli. Nie pomoże, bo pewnie nie ma jak. Ale w chwilach kiedy wydaje Ci się, ze musisz udawać silną i nikt nie powinien widzieć jak płaczesz z bezsilności i złości. W chwilach, kiedy najbardziej myślisz, ze musisz być sama, bo kto by kochał taką smutną kupkę gruzu- zrozum że sama być nie możesz.  I nie dopuść byś była. Strach i uczucie krzywdy i utraty jest tak samo normalny jak radość i wzbicie się w przestworza. Tylko niestety smutku się wstydzimy. Obawiamy odrzucenia i zawsze chowamy. Dlatego nie każdy jest w stanie się domyślić, że kryjemy go w sobie. Nie utrudniajcie ludziom którzy was kochają i dajcie sobie towarzyszyć w gorszych momentach.
I w końcu ostatni powód dla którego piszę te słowa. Jeśli macie kogoś takiego w gronie swoich znajomych, kto nagle zachowuje się dziwnie, alienuje się i z uśmiechem mówi "oj tam oj tam nic mi nie jest, szukam pracy ale niedługo znajdę, tylko jestem zajety i się nie odzywam". To zastanówcie się, czy przypadkiem za tym usmiechem nie ma przestraszonych oczu desperacji, samotności i wstydu i nie krzyczy wam w twarz - "zauważ, że nie jest dobrze!!!"

Kończę ten post lżejsza o kilogram smutku. Dalej wkurza mnie, że nie mam pracy. Dalej pewnie będę się budzić z myślą- może dzisiaj? Ale po przemyśleniu wszystkiego postanowiłam, że muszę odciążyć tą biedną kanapę :) mam nadzieję, że mi się uda :) 

jeśli ktokolwiek z was dotarł do tego miejsca- serdecznie gratuluję i podziwiam:D
Na koniec macie relacje Royal Stone z naszego warszawskiego spotkania :)

piątek, 10 lipca 2015

Zmiany są najlepsze...dzisiejszy post sponsoruje Ted Mosby i mój ciągle walczący mózg :)

Dzisiaj czas na rozmyślania filozoficzne. I na trochę biżuterii też :D Żeby nie było nudno :)
zacznę od tego.
Oj tak w ciągu roku może się zmienić wiele. Właściwie wszystko. Ted Mosby wie to najlepiej :D
Ja chyba też zaczynam się przekonywać.
W ciągu ostatniego roku ja rzuciłam pracę, wyprowadziłam się z ulubionego miasta do rodziców, wyjechałam do innego kraju, znalazłam pracę - najpierw jedną, potem drugą a na koniec trzecią przez co zrezygnowałam z dwóch poprzednich. Pracowałam, spłaciłam kredyt, poznałam lepiej język, zaczęłam myśleć o powrocie z powodów osobistych, dostałam propozycję pracy w kwiaciarni-odrzuciłam ją bo stwierdziłam że czas wracać. podjęłam decyzję o wprowadzeniu się do obcego miasta, złożyłam wymówienie i za 2 tygodnie wracam do Polski...
Cóż faktycznie można powiedzieć że sporo zmian jak na 1 rok. Ale czy na pewno?
Nie wiem. Życie jest bardzo płynne. Prawda taka że chociaż tyle się wydarzyło nie czuję się ani trochę bardziej ogarnięta, pewna siebie i swoich pomysłów, pewna planów a już na pewno nie jestem pewna co dalej. Z tym że jak widać życie samo pisze różne scenariusze. Bo 2 lata temu po skończeniu florystyki byłam pewna że w końcu będę robić coś co chce...Jednak nasze wybory są podyktowane także zdrowym rozsądkiem. Bo przecież kredyt sam się nie spłaci, mieszkanie nie zapłaci a lodówka nie napełni. Bez światła też ciężko szyć :D
Zastanawiam się skoro ten poprzedni rok był tak intensywny, a i tak wracam do punku wyjścia..(no prawie bo jednak bez kredytu :D ) to co przyniesie następny. Nigdy nie miałam postanowień noworocznych. Pewnie pod koniec tego roku też nie będę ich mieć :D ale zastanawiam się co z sobą zrobić po powrocie. Podążanie za marzeniami wydaje się fajne, ale może sprawić że stracimy więcej niż zakładaliśmy na rzecz zyskania czegoś innego...tylko czy faktycznie ważnego? Ponad to podążanie własną drogą wymaga pewności, że się czegoś faktycznie chce i jest się gotowym na ryzyko, trzeba być odważnym i przeć do przodu, a ja nie jestem pewna czy to potrafię i czy jestem na tyle silną osobowością, żeby w razie czego sporo poświęcać dla wybranego celu? A najgorzej jest kiedy rozglądasz się na wszystkie strony szukając zrozumienia, wsparcia. Żeby ktoś Ci powiedział, że to normalne, ze nie zwariowałaś. I się tak rozglądasz i czekasz...
Czuję się znowu jak po skończeniu liceum, kiedy nie wiedziałam co z sobą zrobić i w którą stronę iść. Też wtedy wyjechałam za granicę, tylko że po powrocie miałam plan działania. Postawiłam na siebie i na realizację swoich pragnień i marzeń...a teraz jestem tutaj- znowu 8 lat później tylko że tym razem nie wiem co z sobą zrobić a moja głowa przypomina wulkan tuż przed wybuchem. Kiedy miałam 19 lat mogłam próbować, a teraz 27 i może powinnam już wiedzieć więcej? a czuję się dokładnie tak samo. Jest jedna pewna rzecz w moim życiu- rękodzieło. Tylko to było ze mną od dziecka do teraz. Zawsze sobie wyobrażałam że będę miała mały sklepik, pracownię, kwiaciarnię. Po prostu miejsce gdzie będą przychodzić ludzie, którzy będą się tam wyciszać, gdzie po wyjściu będą naładowani pozytywną energią której miałam w sobie tak dużo...życie weryfikuje plany, może nie zabrałam się do tego właściwie, a może nie jest mi to pisane. Ale od ciągłego powtarzania "co dalej?" aż huczy mi w głowie.

I jedyna pewna odpowiedź to dalej-pasja. Może nie przynosi korzyści finansowych, ale przynajmniej cieszy :)
w ciągu ostatniego roku wiele zobaczyłam, poznałam się od tej kiepskiej czasem bardzo słabej i nerwowej strony, ale także od tej która wpadała na szalone pomysły, a potem z nich rezygnowała na rzecz otaczającej rzeczywistości.
Przekonałam się, że mimo chęci ciężko dochować niektórych obietnic danych sobie i bliskim osobom. Ciężko też przyznać fakt że rok temu o tej porze obiecałam sobie zrobić wszystko żeby się ogarnąć...obiecałam to sobie właściwie 8 lat temu, ale po drodze coś poszło nie tak. Może faktycznie to nie jest jeszcze ten moment? Może powinnam dać sobie czas do 30? :D
w tym momencie czuję się tak
tylko cholera nie mam z kim zorganizować imprezy, w której mogłabym znowu potraktować to wszystko jak żart. Może przydała by mi się swoista interwencja...aczkolwiek podobno nie potrafię docenić i posłuchać innych więc nie wiem czy by to coś dało..
Tak czy siak. Wracam za 2 tygodnie i zaczynam od nowa. Czas więc się uspokoić i zacząć myśleć pozytywnie co też mam zamiar uczynić. Podobno nikt nie lubi słuchać o problemach innych i ciągle dawać wsparcia, podobno trzeba wierzyć w siebie, podobno nawet jak się nie wierzy, to mówić że się wierzy, bo kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje się prawdą :D Bo podobno zmiany są najlepsze...
No to się zrobiło poważnie :) trzymajcie teraz kciuki żeby wszystko poszło dobrze, bo jak nie to pozostanie mi jedynie siąść, zamknąć się na 4 spusty i płakać w samotności. Ale narazie odrzucam ten jakże smutby scenariusz :)
 Na swoje usprawiedliwienie za ten przydługawy tekst i za zasypanie Was spamem z HIMYM mam dla was coś sutaszowego :)


i zbliżenie na broszki z wyzwania RS :)
Kto wytrzymał do końca gratuluje ;)
Do zobaczenia wkrótce :)

czwartek, 9 lipca 2015

Royal Stone. Złota Polska Jesień. cz.3 ostatnia :D

Zapomniałam że nie wstawiłam mojej ostatnie pracy na RS ;)
Cz. 3 ostatnia :)
Kiedy robiłam te zdjęcia pogoda była serio paskudna, może dlatego zdjęcia wyszły tak ciemne, no ale czasem też tak bywa :)
Przygotujcie się na masę zdjęć, nawet ze mną (nie)modelką :)
Już wspominałam że te kolory są dla mnie stworzone i mogłabym w nich tworzyć non stop :)
Nie będę się rozpisywać, bo już wszystko zostało powiedziane, a post i tak jest przydługi ze względu na miliard zdjęć.
Gdyby ktoś chciał zajrzeć do albumu RS to zapraszam tutaj znajdziecie tam pełno rewelacyjnych prac wspaniałych artystek :) a już za miesiąc kolejne i ostatnie w tym roku wyzwanie RS. Aż się łezka kręci w oku :)








ale że co? :D
dobra dobra koniec pozowania :)

cudnego dnia kochani :*


wtorek, 30 czerwca 2015

Royal Stone. Złota Polska jesień cz.2

Od razu za ciosem pokazuję drugi naszyjnik, a może raczej wisior? Który także jest odpowiedzią na wyzwanie do Kalendarza Royal Stone. Jest to naszyjnik szczególny. Jego serce to agat a jak wiadomo jest on kamieniem równowagi - fizycznej, emocjonalnej i intelektualnej. Harmonizuje energie yin i yang, działa uspokajająco, dodaje pewności siebie. Poprawia koncentrację uwagi i zdolności analityczne, co przydaje się do rozwiązywania problemów. Naszyjnik ten rozwiązał już jeden problem :) przekazałam go na bazarek który miał uratować dwa młode koniki. Z przyjemnością ogłaszam że dzięki ludziom dobrej woli, dzięki wspaniałym artystkom i każdej osobie która coś wystawiła na bazarek, lub kupiła coś na bazarku konie zostaną uratowane :) nie pójdą do rzeźni. Będą się cieszyć zieloną łączką ;) tutaj link do wydarzenia, gdyby ktoś chciał się zapoznać. Idąc za ciosem z koleżankami które poznałam dzięki tej akcji zakładamy grupę na fb Koniokrady. Jeśli są tu jacyś miłośnicy koników to zapraszamy :) każda pomoc i każda złotówka się liczy żeby pomagać zwierzaczkom. Ja jestem kociarą i psiarą zawsze kiedy tylko mogę pomagam moim ulubieńcom, ale konie to niesamowite zwierzęta. Więc jeśli tylko ktoś ma środki niech włączy się w akcję :)
No ale o naszyjniku miało być :D
naszyjnik tradycyjnie z sutaszu :) dodatkowo oplotłam kaboszon koralikami toho 11 i 15 ;) wciąga mnie koralikowanie i nie wiem czy się cieszyć czy bać :D
efekt sami oceńcie. Jak dla mnie jest mega energetyczny i szczerze mówiąc bardzo mi sie podoba :) zero skromności :D
kiepska ze mnie modelka więc się nie śmiejcie :D 
Link do pracy tutaj wdzięczna jestem za każdy komentarz :) Buziaki :*









Royal Stone. Złota polska jesień cz. 1 :)

Złota Polska Jesień. W tym roku dane mi będzie spędzić jesień właśnie w Polsce.
Mój typ urody to właśnie jesień, dlatego te kolory bardzo lubię i dobrze się w nich czuję.
Kiedy Royal Stone podało kolejne zdjęcie do inspiracji kalendarzowej wiedziałam że zrobię milion prac bo te kolory nigdy mi się nie znudzą :) ostatecznie powstały 3 :) pierwszą z nich za chwilkę Wam pokażę. Powstało wokół niej trochę kontrowersji, jednak mimo iż są osoby które roszczą sobie prawa do włóczki i kawałka sznurka nie sądzę bym zaprzestała robienia tych naszyjników. Podobają mi się i robiłam już takie dawno dawno temu. Oczywiście z innymi zapięciami bo kiedy byłam w podstawówce dostanie karabinczyków graniczyło z cudem :D
Przykro mi się zrobiło kiedy inna twórczyni zasugerowała że inspirowałam się jej pracą. Dlatego tutaj także tak samo jak pod moim zdjęciem w galerii RS powtarzam że nie znałam jej naszyjników. Gdybym się inspirowała podałabym źródło.  Tym komentarzem kończę moje dołowanie się :)
a tutaj naszyjnik :) powstały już też inne wersje, jednak przyznaję że rzemyk podobnie jak włóczki są tutaj strasznie drogie wiec na razie musiałam się wstrzymać :) ale już za 4 tygodnie wracam :D
Naszyjnik jest w komplecie z broszkami które można odpinać i przypinać w zależności od potrzeby. Składa się z dwóch wariantów kolorystycznych więc można go nosić na wiele sposobów :) można nosić go też bez broszek...albo ewentualnie same broszki :D praca bardzo uniwersalna :)
Gdyby ktoś chciał polubić albo skomentować to zapraszam tutaj od razu mówię że prace są powalające i można się zakochać i bardzo cierpieć :D








piątek, 29 maja 2015

Tutti Frutti z Royal Stone. Czyli pół krakowianka pół góralka :)

Powinnam do tego tytułu dodac jeszcze pół cieszynianka :D bo kochałam mieszkać w cieszynie. No ale jeśli mam być szczera to dokładnie tak jest. Choć mieszkałam większość życia w górach genów sie nie oszuka :) Połowa moich genów-czyli moja mama pochodzi z Krakowa. Pewnie dlatego na wszystkie możliwe bale w przedszkolu i podstawówce byłam przebierana w strój krakowski :D Kiedyś strasznie wkurzało mnie że nie byłam księżniczką, kopciuszkiem, albo kotem. Dzisiaj...chociaż kotem dalej mogłabym być cieszę się że nie byłam jedną ze 100 tysięcy księzniczek a właśnie krakowianką :) dlatego mamo dziękuję :)
A teraz tak serio. Kiedy zobaczyłam kolejną inspirację do kalendarza Royal Stone wiedziałam od razu że nie będzie to sutasz. Co było dla mnie zaskoczeniem bo ostatnio sutaszowa ze mnie dziewczynka :)
Ale tutti frutti oznaczało dla mnie powrót do początków mojego craftowego życia. Kiedy miałam jakieś 7 lat mama zaprowadziła mnie na zajęcia techniczne na których pewna Pani pokazywała młodzieży kwiatki z bibuły. I od tego wszystko się zaczęło. A co to ma wspólnego z krakowem? Ten kto zna damski strój krakowski będzie wiedział :) wianki :) tak tak wianki. Też miałam swój. Niestety nie mam tutaj zdjęć z tamtego czasu :) 
Robię filmiki instruktażowe z kwiatkami z bibuły, ale ostatnio mało miałam okazji żeby coś z nich zrobić. No i w końcu Royal Stone wyszedł mi naprzeciw swoim tutti frutti :) 
Wróciłam do korzeni i zrobiłam wianek tutti frutti :) idealny do stroju krakowskiego :)
Gdyby ktoś chciał polubić, albo skomentować to link tutaj :) będzie mi bardzo miło :) pozdrowionka :)






Gdyby ktoś chciał sam taki wykonać to nic prostrzego :)wszystkie kwiatki z tego wianka mają swoje tutoriale :)