Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koralikowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koralikowanie. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 września 2015

Randka w hotelu Ritz- wyzwanie Royal Stone

Przez przeprowadzkę nie mogłam wziąć udziału w ostatnich wyzwaniach do kalendarza.
Royal Stone wymyślił jednak nowe wyzwanie. Tematem była Randka w hotelu Ritz- a dokładniej biżuteria która się zakłada na taką randkę. Normalnie pewnie wybrałabył coś klasycznego, ale w wieczór kiedy wybierałam kamienie w oczy rzucił mi się kamień który już dawno chciałam wykorzystać. I nagle zobaczyłam randkę z lat 20 :) i tak oto powstała spinka z piórami i kolczyki do kompletu ;) nie będę się rozpisywać, zapraszam Was tylko do zobaczenia innych prac bo przy niektórych można sobie smętnie powzdychać :)
Regulamin konkursu pozwalał na zdjęcia na modelce...cóż nie zdecydowałam się jednak :P ale na blogu już Wam mogę pokazac jakim bartek jest fotografem :D
Tutaj moja praca a potem strzałeczkami przechodzicie do następnych :) miłej zabawy :)







piątek, 10 lipca 2015

Zmiany są najlepsze...dzisiejszy post sponsoruje Ted Mosby i mój ciągle walczący mózg :)

Dzisiaj czas na rozmyślania filozoficzne. I na trochę biżuterii też :D Żeby nie było nudno :)
zacznę od tego.
Oj tak w ciągu roku może się zmienić wiele. Właściwie wszystko. Ted Mosby wie to najlepiej :D
Ja chyba też zaczynam się przekonywać.
W ciągu ostatniego roku ja rzuciłam pracę, wyprowadziłam się z ulubionego miasta do rodziców, wyjechałam do innego kraju, znalazłam pracę - najpierw jedną, potem drugą a na koniec trzecią przez co zrezygnowałam z dwóch poprzednich. Pracowałam, spłaciłam kredyt, poznałam lepiej język, zaczęłam myśleć o powrocie z powodów osobistych, dostałam propozycję pracy w kwiaciarni-odrzuciłam ją bo stwierdziłam że czas wracać. podjęłam decyzję o wprowadzeniu się do obcego miasta, złożyłam wymówienie i za 2 tygodnie wracam do Polski...
Cóż faktycznie można powiedzieć że sporo zmian jak na 1 rok. Ale czy na pewno?
Nie wiem. Życie jest bardzo płynne. Prawda taka że chociaż tyle się wydarzyło nie czuję się ani trochę bardziej ogarnięta, pewna siebie i swoich pomysłów, pewna planów a już na pewno nie jestem pewna co dalej. Z tym że jak widać życie samo pisze różne scenariusze. Bo 2 lata temu po skończeniu florystyki byłam pewna że w końcu będę robić coś co chce...Jednak nasze wybory są podyktowane także zdrowym rozsądkiem. Bo przecież kredyt sam się nie spłaci, mieszkanie nie zapłaci a lodówka nie napełni. Bez światła też ciężko szyć :D
Zastanawiam się skoro ten poprzedni rok był tak intensywny, a i tak wracam do punku wyjścia..(no prawie bo jednak bez kredytu :D ) to co przyniesie następny. Nigdy nie miałam postanowień noworocznych. Pewnie pod koniec tego roku też nie będę ich mieć :D ale zastanawiam się co z sobą zrobić po powrocie. Podążanie za marzeniami wydaje się fajne, ale może sprawić że stracimy więcej niż zakładaliśmy na rzecz zyskania czegoś innego...tylko czy faktycznie ważnego? Ponad to podążanie własną drogą wymaga pewności, że się czegoś faktycznie chce i jest się gotowym na ryzyko, trzeba być odważnym i przeć do przodu, a ja nie jestem pewna czy to potrafię i czy jestem na tyle silną osobowością, żeby w razie czego sporo poświęcać dla wybranego celu? A najgorzej jest kiedy rozglądasz się na wszystkie strony szukając zrozumienia, wsparcia. Żeby ktoś Ci powiedział, że to normalne, ze nie zwariowałaś. I się tak rozglądasz i czekasz...
Czuję się znowu jak po skończeniu liceum, kiedy nie wiedziałam co z sobą zrobić i w którą stronę iść. Też wtedy wyjechałam za granicę, tylko że po powrocie miałam plan działania. Postawiłam na siebie i na realizację swoich pragnień i marzeń...a teraz jestem tutaj- znowu 8 lat później tylko że tym razem nie wiem co z sobą zrobić a moja głowa przypomina wulkan tuż przed wybuchem. Kiedy miałam 19 lat mogłam próbować, a teraz 27 i może powinnam już wiedzieć więcej? a czuję się dokładnie tak samo. Jest jedna pewna rzecz w moim życiu- rękodzieło. Tylko to było ze mną od dziecka do teraz. Zawsze sobie wyobrażałam że będę miała mały sklepik, pracownię, kwiaciarnię. Po prostu miejsce gdzie będą przychodzić ludzie, którzy będą się tam wyciszać, gdzie po wyjściu będą naładowani pozytywną energią której miałam w sobie tak dużo...życie weryfikuje plany, może nie zabrałam się do tego właściwie, a może nie jest mi to pisane. Ale od ciągłego powtarzania "co dalej?" aż huczy mi w głowie.

I jedyna pewna odpowiedź to dalej-pasja. Może nie przynosi korzyści finansowych, ale przynajmniej cieszy :)
w ciągu ostatniego roku wiele zobaczyłam, poznałam się od tej kiepskiej czasem bardzo słabej i nerwowej strony, ale także od tej która wpadała na szalone pomysły, a potem z nich rezygnowała na rzecz otaczającej rzeczywistości.
Przekonałam się, że mimo chęci ciężko dochować niektórych obietnic danych sobie i bliskim osobom. Ciężko też przyznać fakt że rok temu o tej porze obiecałam sobie zrobić wszystko żeby się ogarnąć...obiecałam to sobie właściwie 8 lat temu, ale po drodze coś poszło nie tak. Może faktycznie to nie jest jeszcze ten moment? Może powinnam dać sobie czas do 30? :D
w tym momencie czuję się tak
tylko cholera nie mam z kim zorganizować imprezy, w której mogłabym znowu potraktować to wszystko jak żart. Może przydała by mi się swoista interwencja...aczkolwiek podobno nie potrafię docenić i posłuchać innych więc nie wiem czy by to coś dało..
Tak czy siak. Wracam za 2 tygodnie i zaczynam od nowa. Czas więc się uspokoić i zacząć myśleć pozytywnie co też mam zamiar uczynić. Podobno nikt nie lubi słuchać o problemach innych i ciągle dawać wsparcia, podobno trzeba wierzyć w siebie, podobno nawet jak się nie wierzy, to mówić że się wierzy, bo kłamstwo wielokrotnie powtarzane staje się prawdą :D Bo podobno zmiany są najlepsze...
No to się zrobiło poważnie :) trzymajcie teraz kciuki żeby wszystko poszło dobrze, bo jak nie to pozostanie mi jedynie siąść, zamknąć się na 4 spusty i płakać w samotności. Ale narazie odrzucam ten jakże smutby scenariusz :)
 Na swoje usprawiedliwienie za ten przydługawy tekst i za zasypanie Was spamem z HIMYM mam dla was coś sutaszowego :)


i zbliżenie na broszki z wyzwania RS :)
Kto wytrzymał do końca gratuluje ;)
Do zobaczenia wkrótce :)

wtorek, 30 czerwca 2015

Royal Stone. Złota polska jesień cz. 1 :)

Złota Polska Jesień. W tym roku dane mi będzie spędzić jesień właśnie w Polsce.
Mój typ urody to właśnie jesień, dlatego te kolory bardzo lubię i dobrze się w nich czuję.
Kiedy Royal Stone podało kolejne zdjęcie do inspiracji kalendarzowej wiedziałam że zrobię milion prac bo te kolory nigdy mi się nie znudzą :) ostatecznie powstały 3 :) pierwszą z nich za chwilkę Wam pokażę. Powstało wokół niej trochę kontrowersji, jednak mimo iż są osoby które roszczą sobie prawa do włóczki i kawałka sznurka nie sądzę bym zaprzestała robienia tych naszyjników. Podobają mi się i robiłam już takie dawno dawno temu. Oczywiście z innymi zapięciami bo kiedy byłam w podstawówce dostanie karabinczyków graniczyło z cudem :D
Przykro mi się zrobiło kiedy inna twórczyni zasugerowała że inspirowałam się jej pracą. Dlatego tutaj także tak samo jak pod moim zdjęciem w galerii RS powtarzam że nie znałam jej naszyjników. Gdybym się inspirowała podałabym źródło.  Tym komentarzem kończę moje dołowanie się :)
a tutaj naszyjnik :) powstały już też inne wersje, jednak przyznaję że rzemyk podobnie jak włóczki są tutaj strasznie drogie wiec na razie musiałam się wstrzymać :) ale już za 4 tygodnie wracam :D
Naszyjnik jest w komplecie z broszkami które można odpinać i przypinać w zależności od potrzeby. Składa się z dwóch wariantów kolorystycznych więc można go nosić na wiele sposobów :) można nosić go też bez broszek...albo ewentualnie same broszki :D praca bardzo uniwersalna :)
Gdyby ktoś chciał polubić albo skomentować to zapraszam tutaj od razu mówię że prace są powalające i można się zakochać i bardzo cierpieć :D