Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzielnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzielnik. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lipca 2016

Etnomania - kiermasz czy wydarzenie? A może to i to?

Od niedzieli zabieram się za napisanie tego tekstu, bo mam tyyyyle myśli w głowie.
  i teraz zbieram wszystko w całość i postaram się tą etnomanię  ładnie opisać ;) Byłam tam po raz pierwszy więc mam wiele do powiedzenia :)
Tekst jest podzielony na 3 płaszczyzny :)  
1. z poziomu etnologa/etnomaniaka
2. Odwiedzającego
3 wystawcy 
Jeśli przetrwacie przeczytajcie całość :D jeśli nie zajrzyjcie tam gdzie się odnajdujecie :)

1. Zacznijmy od nazwy :D ETNOmania :)  Jako ETNOlog i miłośnik skansenów byłam bardzo zaciekawiona jak przestrzeń potencjalnie tylko muzealno/skansenową przekształcić na jeden dzień w kolebkę handlu pomieszanego z rzemiosłem, jedzeniem, warsztatami. Jak to zrobić żeby nie wiało kiczem i żeby faktycznie pokazać piękno skansenu. Od samego wejścia byłam zauroczona. Wszystkie obiekty były widoczne, opisane na mapce dzięki czemu z łatwością można było odgadnąć gdzie się jest. Stoiska były wzdłuż ścieżki, ale dostęp do budynków nie był odgrodzony, ani zasłonięty. W tle słychać było folkową muzykę na żywo co dodawało temu miejscu jeszcze ciekawszego wrażenia. Człowiek chodząc po skansenie siłą rzeczy, bez przymusu, z ciekawości a czasem za tłumem zajrzy do większości chat :) a to spory plus. Jako etnolog mogę powiedzieć, że zagospodarowanie skansenu na festiwal, który faktycznie podkreśla walory miejsca. Pokazuje jego specyfikę i kulturę regionu to rewelacyjny pomysł. Nie wiało nudą. Wszędzie, na każdym kroku były nowe atrakcje i trzeba było się nieźle uwijać żeby zobaczyć wszystko. Obecnie skanseny odchodzą do lamusa. Dla młodzieży są nudne, dorosłym się nie chce a czasem samo prowadzenie skansenu pozostawia wiele do życzenia...Ale na etnomanii wszystko wyglądało inaczej. Impreza była bardzo etno, bez zbędnego marketowo/chińskiego zaplecza. Organizatorzy uwijali się i starali zrobić wszystko, żeby każdy był zadowolony. Oferta była dostosowana do wymagających znawców folkloru jak i do tzw "wakacyjnych oglądaczy". Każdy mógł znaleźć coś dla siebie i w każdym fragmencie czuć było etno ducha :) I tutaj mogę powiedzieć, że jako etnolog mówię pierwsze TAK dla etnomanii!! Za rok bardzo chcę wrócić :) i wszystkim fanom etno/folko a także tym którzy jeszcze nie są przekonani-polecam!! Nie wiem tylko czy dało się tam złapać pokemona (tak tak jeśli czytasz to później niż 2016 rok, to w te wakacje na świecie łapie się pokemony :D) ale ludzie nie biegali z oczami utkwionymi w komórkach więc raczej nie sądzę :)

2. Odwiedzający
Na początek wspomnę że pogoda straszyła deszczem i strzaszyła, ale w końcu popadało godzinkę a potem było ładnie i wcale nie padało :) ale nawet gdyby, to wystawcy byli przygotowani a parasol każdy w domu ma :) pelerynka to też fajny pomysł. A dodatkowo zawsze można się schować w chacie i ogrzać herbatką z cytryną, lub kawką które na festiwalu można było kupić :)
No ale od początku odwiedzający- płaci 5 zł za wejście. Dostaje mapkę skansenu z numerkami i opisem obiektów, bransoletkę dla uczestników i wszelką informację gdzie co i o której :)
Co można zobaczyć na etnomani?
Cuda, wianki (dosłownie). Nie dość że macie do zobaczenia i zwiedzenia cały piękny skansen. To jeszcze możecie wziąć udział w wielu ciekawych warsztatach. Jeśli jesteście ogarnięci i o etnomanii pomyślicie tydzień wcześniej możecie się zapisać na warsztaty zapisowe (za darmo). Jeśli nie jesteście aż tak ogarnięci i wszystko planujecie na ostatnią chwilę to załapiecie się też na warsztaty bez zapisywania na które może wpaść każdy. Więc uczycie się fajnych, nowych rzeczy. Odkrywacie rzemiosło, rękodzieło, poznajecie nowych ludzi, rozmawiacie, śmiejecie się i idziecie dalej :)
No właśnie dalej. Możecie zwiedzać skansen. wchodzić do wszystkich chat. W tym roku w kościółku była wystawa zdjęć Radosława Biela pokazująca jego podróż do Iranu.
I tak podróżując sobie wzdłuż skansenu mijamy piękne stoiska rękodzielników i rzemieślników. Jest strefa dla dzieci, oraz kulinarna, eko i folko dizajnu oraz rzemieślnicza, a do tego dwie sceny z muzyką. 
A teraz konkrety o 11 zaczął się kiermasz. Nie było stoisk w stylu "kontener z Chin". Wszystko było wykonane z precyzją rękodzielników i rzemieślników. Można było się przechadzać i wybierać i przebierać w towarach różnego typu. Od biżuterii, przez stroje, akcesoria do domu, piękną ceramikę, artykuły dla dzieci, miodki, a nawet żarówki :)  Wszystko piękne, kolorowe i przyciągające uwagę. Trzeba mieć duuużo czasu żeby wszystko zobaczyć, zasmakować (tak były degustacje i pyszne gruzińskie wino)
I tak sobie chodzisz i zwiedzasz i oglądasz i przystajesz. Ja miałam mało czasu na zwiedzanie więc tylko przeleciałam szybciutko. Ale mistrzostwem były dla mnie dwa stoiska. Jedno z ubraniami Łucja Beskid Folk gdzie znajdziecie piękne ubrania i dodatki inspirowane folklorem. A Łucja jest osobą wspaniałą, twórczą, zdolną i po prostu rewelacyjną :) a jej kolekcje zachwycają oko i sprawiają że chce się mieć wszystko :) 
 Gliniana Koniczynka gdzie znajdziecie piękną ceramikę :) kocie broszki, magnesy i wszelkie piękne ceramiczne rzeczy. A do tego przesympatyczni, uzdolnieni, uśmiechnięci, wspaniali ludzie z którymi można sobie porozmawiać, i do których na pewno będę wracać :) bo moje dwie kocie broszki potrzebują trzeciej siostry :D Zachęcam Was do zaglądnięcia na ich strony, bo założę się o wszystko ze się zakochacie :)

No to się pozachwycałam a teraz wracam do programu. Idziemy sobie po warsztatach o 15.30 do amfiteatru gdzie widzimy świetny pokaz mody organizowany przez Pan i Pani Fason - piękne ubrania, dodatki i biżuterię, które potem można sobie obejrzeć i zakupić w popokazowym showroomie. Można się poczuć jak na ekskluzywnych pokazach mody w Mediolanie z tym że jest mniej pompatycznie i faktycznie każdy może poczuć ze jest to coś dla niego ;)
 Potem idziemy jeszcze pospacerować a o 18 w amfiteatrze gra zespół Chwila Nieuwagi, który porywa i zachwyca pięknem utworów i jakością wykonania a także urokiem osobistym całej piątki :) To połączenie folku, poezji śpiewanej, jazzu i ciężko stwierdzić czego jeszcze. Za każdym razem na ich koncertach mam wrażenie że brzmi to inaczej. To zespół który muzykę kocha i bawi się nią, dzięki czemu ciężko (i całe szczęście) go zaszufladkować i przypisać do konkretnej muzycznej kategorii. Potrafią zaprowadzić widzów do krainy łagodności, żeby potem wykurzyć ich do karczmy na imprezę i pogonić groźnym Hanysem. Na ich koncertach można się wzruszyć, troszkę popłakać, popaść w zadumę, pośpiewać, potańczyć, poskakać, a nawet czasem ich wygwizdać (za pozwoleniem uroczej Martyny Czech). Piotr Kotas grający na klawiszach wyczynia na scenie cuda, Andrzej Czech zespala się z gitarami i tworzy niesamowity klimat raz wesoły raz melancholijny, Rafał Kierpiec z kontrabasem i basem a także wokalem potrafi zaczarować widownię a także czasem nieźle rozśmieszyć. Bartłomiej Plewka na perkusji trzyma tempo i potrafi dolać oliwy do ognia kiedy utwór tego wymaga, a kiedy nie tworzy klimat swoimi miotełkami :P No i Martyna Czech głos nr 1 RP. Tej kobiecie mało kto umiałby się oprzeć. To ona jest głosem i sercem zespołu. Uzdolniona, utalentowana wokalistka i rewelacyjna frontmenka, która potrafi zabrać widza w wymienione wcześniej miejsca :) ze swoim głosem wyczynia niesamowite rzeczy a do tego dziewczyna- cud malina :)  Zespół wpisał się przepięknie w konwencję etnomanii i był idealną wisienką na torcie tej pięknej imprezy ;) Także jako odwiedzający (po raz pierwszy) Etnomanię mówię stanowcze TAK. I polecam Wam wybrać się w przyszłym roku. Zabierzcie rodziny, znajomych, dzieci znajomych i wszystkich którzy zmieszczą się do auta lub wypożyczonego busa :P satysfakcja gwarantowana :)

I 3. Wystawca czyli to co w tym roku najbardziej mnie interesowało ;)
Mój kontakt z etnomanią zaczął się po imprezie w Będzinie. Udało mi się jeszcze załapać na jedno z ostatnich stoisk co dodało mi skrzydeł  i sprawiło że zniknęłam na długi czas w sutaszu, sari, osikowej biżuterii i szeroko pojętym hand made :) mój dom zamienił się w jaskinię  groźnego rękodzielnika, gdzie jeśli ktoś chciał wejść musiał udawać że nie przeszkadza mu przeskakiwanie przez pudła do jedynego wolnego fotela w mieszkaniu. Ja sama zajęłam kanapę, stół i większość podłogi i warczałam na każde wspomnienie że może by zrobić trochę miejsca dla odwiedzających :P Moje niespanie i ciągła praca zrodziło pomysł na nowe kolekcje które koniecznie chciałam skończyć i o żadnym sprzątaniu mowy nie było.
Ale moi znajomi jak i chłopak dzielnie to znieśli jedyne co od nich słyszałam to "a może byś trochę odpoczęła, albo pospała?" jak spać jak odpoczywać jak robota w rękach się pali :D
No ale abstrahując od mojego pracoholizmu :D
Kontakt z etnomanią był przesympatyczny. Miałam wrażenie że już się znamy i rozmawiam ze znajomym ustalając szczegóły imprezy :) okazało się, ze zaproponowane przeze mnie warsztaty znalazły poparcie i tak oto stałam się nie tylko wystawcą, ale też warsztatowcem :) co bardzo mnie cieszyło, bo kocham prowadzić warsztaty. Do tego padło pytanie czy chciałabym żeby moja biżuteria wzięła udział w pokazie mody bo się fajnie wpisuje - a tu już eksplozja szczęścia dobiła zenitu :) czy bym chciała? Jasne że bym chciała :D oczywiście że bym chciała :D Z drżeniem serca czekałam na kontakt to organizatorów i tak doczekałam się upragnionego kontaktu od Pan i Pani Fason a ściślej od przesympatycznej Ani. Czekała mnie tu niespodzianka bo miałam (po raz drugi przy tej imprezie) wrażenie, ze Anię znam od zawsze. Mimo początkowej formy Pani/Pani rozmawiało nam się świetnie :) ustaliłyśmy szczegóły mojej kolekcji na pokaz. Ania wykazała się dużym zaufaniem w mojej interpretacji kolekcji. I tak moje szycie i praca nocna zaczęła się ze zdwojoną siłą :) Niespanie 36 godzin przyniosło niespodziewane efekty z których jestem bardzo zadowolona :) Następnie w poniedziałek wieczorem Ania dostała robocze zdjęcia do akceptacji-całe szczęście zaakceptowane a już we wtorek przysłała do mnie Pana kuriera który zawiózł biżuterię do niej gdzie cierpliwie czekała na pokaz :) a ja miałam problem z czekaniem bo już chciałam żeby była niedziela :)
No i właśnie tyle tytułem wstępu :D teraz przechodzę do niedzieli :)
jako że miało padać w ostatniej chwili Bartek zakupił dla mnie namiocik wystawienniczy. mój własny, prywatny namiocik :) 2m x 2m. Czuję się jakbym miała niemal swój sklepik :D
Wcześniej pisałam do Ani organizatorki etnomanii że czuję niepokój iż owego namiotu nie mam a mają delfiny pływać obok nas....
Jakie było moje zdziwienie kiedy przyjechałam na miejsce a tam Ania mówi że udało się załatwić jakiś namiot :) z uśmiechem powiedziałam ze mam własny i może odesłać tam kogoś kto nie ma swojego :) ale jak widzicie organizacja pierwsza klasa. Człowiek który słucha jednego ze 150 wystawców i próbuje jakoś ułatwić mu życie to człowiek, który nie tylko wie co robi ale też stara się robić to jak najlepiej, a tą imprezę i jej ogrom na prawdę musiało być ciężko ogarnąć. Kiedy już zostałam zaprowadzona na miejsce, rozłożyłam się i ogarnęłam grajdołek pobiegłam na swoje warsztaty. Ze względu na deszcz musiały zostać przeniesione z wolnego powietrza do chaty chrzanowskiej :) gdzie wszystkim było wygodnie i mam nadzieję gdzie dobrze się bawili... (no dobra wiem że się dobrze bawili, bo dostałam potem kilka informacji z podziękowaniami a przy okazji mam oczy i uszy i widziałam i słyszałam że było fajnie :D)
Po  godzinach które zleciały niesamowicie szybko pobiegałam na swoje stoisko gdzie zostawiłam nieustraszonego Bartka :) posiedziałam chwilkę a potem o 15.30 pobiegłam na pierwszą część pokazu, na którą tak bardzo czekałam :) pokaz był super, modelki prezentowały się pięknie. Siedziałam niestety troszkę daleko więc z moim sokolim wzrokiem wszystkich konkretów nie widziałam, ale wypatrzyłam moją biżuterię :) szczególnie tą większych rozmiarów :) zrobiłam kilka zdjęć, ale czekam na zdjęcia od Ani Szypuły wtedy pochwalę się bardziej :)
Po pierwszej części pokazu musiałam polecieć z powrotem na stoisko (w końcu byłam też wystawcą a nie tylko celebrytą- projektantem :D)
No i teraz o samym wystawienniczym odczuciu. Ludzi było sporo. Chętnie oglądali, przymierzali, i rozmawiali. Było sympatycznie i ciekawie :) Pewnie gdyby pogoda była lepsza odwiedzających było by raz więcej. Ogólnie polecam etnomanię wystawcom. Osoby które przyjeżdzają na ten festiwal są nastawione na zakupy :) wiedzą, że towary tam sprzedawane są unikatowe. Doceniają rękodzieło i każdy szuka czegoś innego co pozwala mimo dużej konkurencji znaleźć swoje miejsce. 
Jako wystawca muszę powiedzieć, ze organizacyjnie zostałam powalona na łopatki. Bardzo dobry, szybki i konkretny kontakt, fajne rozplanowanie wystawców tak że konkurencja nie stała obok siebie wiec nie musieli się zagryzać (gdyby ktoś był typem zagryzacza) sporo miejsca, mapki z numerkami stoisk gdzie odwiedzający mogą sobie zaznaczyć gdzie chcą wrócić. Punkt informacyjny zaraz obok wejścia do skansenu dzięki czemu wszystko było sprawnie załatwiane. Jako wystawca daję bardzo duży plus i to już moje 3 TAK :)

Ogólnie post jest długi, ale jestem zachwycona etnomanią dlatego poświęciłam mu aż tyle literek :D a teraz macie jeszcze duuużo zdjęć, które jeszcze potem będę uzupełniać zdjęciami od innych ludzików :)
A teraz utopcie się w zdjęciach :D

Warsztaty sznurkowe bransoletki :)




 Są efekty:










Githago Art w swoim żywiole ;)










Pokaz Pan i Pani Fason gdzie zaprezentowały się marki łączące modę z folkiem między innymi wspomniana wcześniej Łucja Beskid Folk







A na stoisku...odwiedziny Marysi i Martyny i dobre rady :D



I nowości :)


Gruzińskie winko


Chwila NIeuwagi i już koncert :)


Martyna i kolczyki łapacze ;)






A tak żegnał nas Wygoełzów ;) dziękuję wszystkim przyjaciołom którzy mnie odwiedzili. A także tym którzy dzwonili i pytali jak tam i czy dalej żyję czy już padłam i śpię :) Wasze wsparcie było nieocenione i wiele dla mnie znaczyło :)



Przygotowania :)


Nowości :)


Etnomanio  dostałaś ode mnie 3 razy tak :) Idealne miejsce dla odwiedzajacyh, wystawców i etno fiolów :D
do zobaczenia za rok :*
 A już dziś zapraszam na GithagoArt :) będą nowości :) niech tylko się ogarne :D



poniedziałek, 28 marca 2016

Marzenia rękodzielnika vs marzenia normalnych ludzi :)

Spałam sobie dzisiaj spokojnie śniąc o mulinach i o obręczach dziewiarskich, które mam w planach zakupić, kiedy nad ranem zbudził mnie sen. Końcówka snu. Zupełnie innego, przerażajacego!!Mianowicie - nie mogłam wbić gwoździa w kawałek deski. Deska amortyzowała jakby była z gumy a ja bardzo, bardzo potrzebowałam wbić ten gwóźdź :) obudziłam się cała zestresowana z kołataniem serca i paniką w oczach. Po ogarnięciu ze to jednak sen i deski, które chcę poprzebijać nie są z gumy i to na pewno nie takiej, w którą nie da się wbić gwoździa włączyłam komputer. Zaczęłam przeglądać sposoby na przechowywanie rękodzielniczych materiałów. Co z tego że mam poukładane koraliki? A gdzie cała reszta?Sznurki, włóczki, kleje, nici, szydełka, druty, bibuły...
Intencje miałam szczere i proste. Popatrzeć jak inni organizują sobie przestrzeń i wymyślić jak najlepiej zorganiozwać ją u mnie, żeby znajomi nie musieli pić herbaty na stojąco,( bo na kanapie leżakują koraliki, a nie dlatego że jej nie mamy )
Niestety z tego przeglądania wyszło tylko stwierdzenie że chcę jeszcze to i to i to :D i jeszcze więcej tego i tamtego :D to wydarzenie dało mi sporo do myślenia. Kiedy ostatni raz chciałam coś normalnego poza szminką z maca?hmmm. no ok może i bym kupiła jakiś kosmetyk. Ale gdyby w sklepie stały obok siebie obręcze dziewiarskie i szminka maca wybrałabym obręcze dziewiarskie. Ten wniosek skłonił mnie do myślenia odnośnie moich marzeń i pragnień. Marzeń i pragnień rękodzielnika!! A także odnośnie życia normalnych ludzi i mojego życia. Wszystkie wnioski są oczywiście wysnute poprzez obserwacje różnych grup społeczno-rodzinno-przyjacielskich, a tekst ten jest trochę z przymrużeniem oka ;)
Zaczynamy od marzeń. Tak więc o czym marzy rękodzielnik? I dlaczego uważam ze nasze marzenia są nieco inne od marzeń normalnych ludzi. (Nie żebyśmy byli walnieci...no może odrobinkę)

 Normalny człowiek chce iść do sklepu i kupić regał. Rękodzielnik chce dostać ze dwie palety, albo 4 skrzynki po winie i sobie go zrobić

 Normalny człowiek marzy o tonie czekolady, ciastek, itp rękodzielnik (w zależności od stopnia zwariowania) marzy o tonie (niepotrzebne skreślić) koralików, nitek, sznurków, bibuł, klejów itp.

 Normalny człowiek marzy żeby wyjść do knajpy napić się ze znajomymi piwa -rękodzielnik marzy żeby móc iść napić się tego piwa i jednocześnie bez wzbudzania emocji i pytań zabrać ze sobą robótkę.

 Normalny człowiek marzy o odpoczynku z książką, kawą, relaksie, spokoju - rękodzielnik marzy o powrocie do zaczętej robótki i skończeniu jej choćby miał nie spać i nie jeść przez tydzień (przy okazji seriale mi się skończyły)

 Normalny człowiek marzy o wakacjach na w górach, nad morzem, w dzikich krajach  na plaży- rękodzielnik o tym zeby tak usiąść żeby można było robótkować i jednocześnie (jeśli się uda) się opalić.

  Normalny człowiek wie ze trzeba w sobotę posprzątać, (wiem ze normalnym ludziom też nie chce sie sprzątać, ale marzą o tym zeby zrobiło się czysto)- rękodzielnik zaczyna gryźć, kiedy ktoś chce ruszyć jego malutkie (cały dom) miejsce robocze :P

 Normalny człowiek wie, ze jak nie ma kasy na tą kieckę/ koszulę/szminkę/puder/zegarek itp to po prostu nie ma na to kasy i może i marzy, ale daje sobie spokój- rękodzielnik postanawia skazać na głód swoją rodzinę (chwała ze żywię tylko siebie i Bartka) i kupić te cholerne włóczki/kamienie/bibuły itp, bo przecież koniecznie muszą dołączyć do tysięcy rzeczy które już ma :D

 Normalny człowiek robi sobie dużo zdjeć z przyjaciółmi, w różnych miejscach, albo selfi w nowej bluzce. Rękodzielnik umie ustawić swój aparat (daj boże) tylko na sfotografowanie czegoś co nigdy nie oddychało i leży na płaskim, jednolitym tle (ewentualnie na czymś w tym stylu) a kiedy robi selfi to ze swoim rękodziełem, ewentualnie czymś do rękodzieła :D

  Normalny człowiek kiedy chce mu się pić pójdzie zrobić herbatę, albo nalać sok- rękodzielnik doprowadzi się do stanu skrajnego odwodnienia i będzie przypominał postacie z sarkofagów faraona, ale nie wstanie jeśli akurat (przez 5 godzin) szyje ważną rzecz :D

 Mogłabym tak wymieniać i wymieniać :) Wierzcie mi przykładów w głowie mam pełno. Marzeń jeszcze więcej i choć miejsca coraz mniej to ciągle chcę coś nowego. Nic na to nie poradzę. A wy jako rękodzielnicy jakie macie marzenia? Czy mieszają się z tymi normalnymi? A Ci którzy nie tworzą co Was pochłania? Jakie pasje? Za co jesteście w stanie oddać ostatnią kostkę czekolady?  :D
A może macie w gronie swoich znajomych walniętych rękodzielników i zauważacie już objawy rękoholizmu? Podzielcie się spostrzeżeniami. Dajcie mi się poznać :)


 żeby nie było że gołosłownie- zabiedzona, odwodniona z własnymi kolczykami :D Selfiii :)


Mokrego lanego poniedziałku kochani :) i przeszukajcie szafy w poszukiwaniu zaplątanych, niepotrzebnych, biedndych, samotnych, szukających nowego domu mulin ;)
A piwnic w poszukiwaniu starych skrzynek :D
(muhahahaha)