Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzieło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rękodzieło. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lipca 2016

Etnomania - kiermasz czy wydarzenie? A może to i to?

Od niedzieli zabieram się za napisanie tego tekstu, bo mam tyyyyle myśli w głowie.
  i teraz zbieram wszystko w całość i postaram się tą etnomanię  ładnie opisać ;) Byłam tam po raz pierwszy więc mam wiele do powiedzenia :)
Tekst jest podzielony na 3 płaszczyzny :)  
1. z poziomu etnologa/etnomaniaka
2. Odwiedzającego
3 wystawcy 
Jeśli przetrwacie przeczytajcie całość :D jeśli nie zajrzyjcie tam gdzie się odnajdujecie :)

1. Zacznijmy od nazwy :D ETNOmania :)  Jako ETNOlog i miłośnik skansenów byłam bardzo zaciekawiona jak przestrzeń potencjalnie tylko muzealno/skansenową przekształcić na jeden dzień w kolebkę handlu pomieszanego z rzemiosłem, jedzeniem, warsztatami. Jak to zrobić żeby nie wiało kiczem i żeby faktycznie pokazać piękno skansenu. Od samego wejścia byłam zauroczona. Wszystkie obiekty były widoczne, opisane na mapce dzięki czemu z łatwością można było odgadnąć gdzie się jest. Stoiska były wzdłuż ścieżki, ale dostęp do budynków nie był odgrodzony, ani zasłonięty. W tle słychać było folkową muzykę na żywo co dodawało temu miejscu jeszcze ciekawszego wrażenia. Człowiek chodząc po skansenie siłą rzeczy, bez przymusu, z ciekawości a czasem za tłumem zajrzy do większości chat :) a to spory plus. Jako etnolog mogę powiedzieć, że zagospodarowanie skansenu na festiwal, który faktycznie podkreśla walory miejsca. Pokazuje jego specyfikę i kulturę regionu to rewelacyjny pomysł. Nie wiało nudą. Wszędzie, na każdym kroku były nowe atrakcje i trzeba było się nieźle uwijać żeby zobaczyć wszystko. Obecnie skanseny odchodzą do lamusa. Dla młodzieży są nudne, dorosłym się nie chce a czasem samo prowadzenie skansenu pozostawia wiele do życzenia...Ale na etnomanii wszystko wyglądało inaczej. Impreza była bardzo etno, bez zbędnego marketowo/chińskiego zaplecza. Organizatorzy uwijali się i starali zrobić wszystko, żeby każdy był zadowolony. Oferta była dostosowana do wymagających znawców folkloru jak i do tzw "wakacyjnych oglądaczy". Każdy mógł znaleźć coś dla siebie i w każdym fragmencie czuć było etno ducha :) I tutaj mogę powiedzieć, że jako etnolog mówię pierwsze TAK dla etnomanii!! Za rok bardzo chcę wrócić :) i wszystkim fanom etno/folko a także tym którzy jeszcze nie są przekonani-polecam!! Nie wiem tylko czy dało się tam złapać pokemona (tak tak jeśli czytasz to później niż 2016 rok, to w te wakacje na świecie łapie się pokemony :D) ale ludzie nie biegali z oczami utkwionymi w komórkach więc raczej nie sądzę :)

2. Odwiedzający
Na początek wspomnę że pogoda straszyła deszczem i strzaszyła, ale w końcu popadało godzinkę a potem było ładnie i wcale nie padało :) ale nawet gdyby, to wystawcy byli przygotowani a parasol każdy w domu ma :) pelerynka to też fajny pomysł. A dodatkowo zawsze można się schować w chacie i ogrzać herbatką z cytryną, lub kawką które na festiwalu można było kupić :)
No ale od początku odwiedzający- płaci 5 zł za wejście. Dostaje mapkę skansenu z numerkami i opisem obiektów, bransoletkę dla uczestników i wszelką informację gdzie co i o której :)
Co można zobaczyć na etnomani?
Cuda, wianki (dosłownie). Nie dość że macie do zobaczenia i zwiedzenia cały piękny skansen. To jeszcze możecie wziąć udział w wielu ciekawych warsztatach. Jeśli jesteście ogarnięci i o etnomanii pomyślicie tydzień wcześniej możecie się zapisać na warsztaty zapisowe (za darmo). Jeśli nie jesteście aż tak ogarnięci i wszystko planujecie na ostatnią chwilę to załapiecie się też na warsztaty bez zapisywania na które może wpaść każdy. Więc uczycie się fajnych, nowych rzeczy. Odkrywacie rzemiosło, rękodzieło, poznajecie nowych ludzi, rozmawiacie, śmiejecie się i idziecie dalej :)
No właśnie dalej. Możecie zwiedzać skansen. wchodzić do wszystkich chat. W tym roku w kościółku była wystawa zdjęć Radosława Biela pokazująca jego podróż do Iranu.
I tak podróżując sobie wzdłuż skansenu mijamy piękne stoiska rękodzielników i rzemieślników. Jest strefa dla dzieci, oraz kulinarna, eko i folko dizajnu oraz rzemieślnicza, a do tego dwie sceny z muzyką. 
A teraz konkrety o 11 zaczął się kiermasz. Nie było stoisk w stylu "kontener z Chin". Wszystko było wykonane z precyzją rękodzielników i rzemieślników. Można było się przechadzać i wybierać i przebierać w towarach różnego typu. Od biżuterii, przez stroje, akcesoria do domu, piękną ceramikę, artykuły dla dzieci, miodki, a nawet żarówki :)  Wszystko piękne, kolorowe i przyciągające uwagę. Trzeba mieć duuużo czasu żeby wszystko zobaczyć, zasmakować (tak były degustacje i pyszne gruzińskie wino)
I tak sobie chodzisz i zwiedzasz i oglądasz i przystajesz. Ja miałam mało czasu na zwiedzanie więc tylko przeleciałam szybciutko. Ale mistrzostwem były dla mnie dwa stoiska. Jedno z ubraniami Łucja Beskid Folk gdzie znajdziecie piękne ubrania i dodatki inspirowane folklorem. A Łucja jest osobą wspaniałą, twórczą, zdolną i po prostu rewelacyjną :) a jej kolekcje zachwycają oko i sprawiają że chce się mieć wszystko :) 
 Gliniana Koniczynka gdzie znajdziecie piękną ceramikę :) kocie broszki, magnesy i wszelkie piękne ceramiczne rzeczy. A do tego przesympatyczni, uzdolnieni, uśmiechnięci, wspaniali ludzie z którymi można sobie porozmawiać, i do których na pewno będę wracać :) bo moje dwie kocie broszki potrzebują trzeciej siostry :D Zachęcam Was do zaglądnięcia na ich strony, bo założę się o wszystko ze się zakochacie :)

No to się pozachwycałam a teraz wracam do programu. Idziemy sobie po warsztatach o 15.30 do amfiteatru gdzie widzimy świetny pokaz mody organizowany przez Pan i Pani Fason - piękne ubrania, dodatki i biżuterię, które potem można sobie obejrzeć i zakupić w popokazowym showroomie. Można się poczuć jak na ekskluzywnych pokazach mody w Mediolanie z tym że jest mniej pompatycznie i faktycznie każdy może poczuć ze jest to coś dla niego ;)
 Potem idziemy jeszcze pospacerować a o 18 w amfiteatrze gra zespół Chwila Nieuwagi, który porywa i zachwyca pięknem utworów i jakością wykonania a także urokiem osobistym całej piątki :) To połączenie folku, poezji śpiewanej, jazzu i ciężko stwierdzić czego jeszcze. Za każdym razem na ich koncertach mam wrażenie że brzmi to inaczej. To zespół który muzykę kocha i bawi się nią, dzięki czemu ciężko (i całe szczęście) go zaszufladkować i przypisać do konkretnej muzycznej kategorii. Potrafią zaprowadzić widzów do krainy łagodności, żeby potem wykurzyć ich do karczmy na imprezę i pogonić groźnym Hanysem. Na ich koncertach można się wzruszyć, troszkę popłakać, popaść w zadumę, pośpiewać, potańczyć, poskakać, a nawet czasem ich wygwizdać (za pozwoleniem uroczej Martyny Czech). Piotr Kotas grający na klawiszach wyczynia na scenie cuda, Andrzej Czech zespala się z gitarami i tworzy niesamowity klimat raz wesoły raz melancholijny, Rafał Kierpiec z kontrabasem i basem a także wokalem potrafi zaczarować widownię a także czasem nieźle rozśmieszyć. Bartłomiej Plewka na perkusji trzyma tempo i potrafi dolać oliwy do ognia kiedy utwór tego wymaga, a kiedy nie tworzy klimat swoimi miotełkami :P No i Martyna Czech głos nr 1 RP. Tej kobiecie mało kto umiałby się oprzeć. To ona jest głosem i sercem zespołu. Uzdolniona, utalentowana wokalistka i rewelacyjna frontmenka, która potrafi zabrać widza w wymienione wcześniej miejsca :) ze swoim głosem wyczynia niesamowite rzeczy a do tego dziewczyna- cud malina :)  Zespół wpisał się przepięknie w konwencję etnomanii i był idealną wisienką na torcie tej pięknej imprezy ;) Także jako odwiedzający (po raz pierwszy) Etnomanię mówię stanowcze TAK. I polecam Wam wybrać się w przyszłym roku. Zabierzcie rodziny, znajomych, dzieci znajomych i wszystkich którzy zmieszczą się do auta lub wypożyczonego busa :P satysfakcja gwarantowana :)

I 3. Wystawca czyli to co w tym roku najbardziej mnie interesowało ;)
Mój kontakt z etnomanią zaczął się po imprezie w Będzinie. Udało mi się jeszcze załapać na jedno z ostatnich stoisk co dodało mi skrzydeł  i sprawiło że zniknęłam na długi czas w sutaszu, sari, osikowej biżuterii i szeroko pojętym hand made :) mój dom zamienił się w jaskinię  groźnego rękodzielnika, gdzie jeśli ktoś chciał wejść musiał udawać że nie przeszkadza mu przeskakiwanie przez pudła do jedynego wolnego fotela w mieszkaniu. Ja sama zajęłam kanapę, stół i większość podłogi i warczałam na każde wspomnienie że może by zrobić trochę miejsca dla odwiedzających :P Moje niespanie i ciągła praca zrodziło pomysł na nowe kolekcje które koniecznie chciałam skończyć i o żadnym sprzątaniu mowy nie było.
Ale moi znajomi jak i chłopak dzielnie to znieśli jedyne co od nich słyszałam to "a może byś trochę odpoczęła, albo pospała?" jak spać jak odpoczywać jak robota w rękach się pali :D
No ale abstrahując od mojego pracoholizmu :D
Kontakt z etnomanią był przesympatyczny. Miałam wrażenie że już się znamy i rozmawiam ze znajomym ustalając szczegóły imprezy :) okazało się, ze zaproponowane przeze mnie warsztaty znalazły poparcie i tak oto stałam się nie tylko wystawcą, ale też warsztatowcem :) co bardzo mnie cieszyło, bo kocham prowadzić warsztaty. Do tego padło pytanie czy chciałabym żeby moja biżuteria wzięła udział w pokazie mody bo się fajnie wpisuje - a tu już eksplozja szczęścia dobiła zenitu :) czy bym chciała? Jasne że bym chciała :D oczywiście że bym chciała :D Z drżeniem serca czekałam na kontakt to organizatorów i tak doczekałam się upragnionego kontaktu od Pan i Pani Fason a ściślej od przesympatycznej Ani. Czekała mnie tu niespodzianka bo miałam (po raz drugi przy tej imprezie) wrażenie, ze Anię znam od zawsze. Mimo początkowej formy Pani/Pani rozmawiało nam się świetnie :) ustaliłyśmy szczegóły mojej kolekcji na pokaz. Ania wykazała się dużym zaufaniem w mojej interpretacji kolekcji. I tak moje szycie i praca nocna zaczęła się ze zdwojoną siłą :) Niespanie 36 godzin przyniosło niespodziewane efekty z których jestem bardzo zadowolona :) Następnie w poniedziałek wieczorem Ania dostała robocze zdjęcia do akceptacji-całe szczęście zaakceptowane a już we wtorek przysłała do mnie Pana kuriera który zawiózł biżuterię do niej gdzie cierpliwie czekała na pokaz :) a ja miałam problem z czekaniem bo już chciałam żeby była niedziela :)
No i właśnie tyle tytułem wstępu :D teraz przechodzę do niedzieli :)
jako że miało padać w ostatniej chwili Bartek zakupił dla mnie namiocik wystawienniczy. mój własny, prywatny namiocik :) 2m x 2m. Czuję się jakbym miała niemal swój sklepik :D
Wcześniej pisałam do Ani organizatorki etnomanii że czuję niepokój iż owego namiotu nie mam a mają delfiny pływać obok nas....
Jakie było moje zdziwienie kiedy przyjechałam na miejsce a tam Ania mówi że udało się załatwić jakiś namiot :) z uśmiechem powiedziałam ze mam własny i może odesłać tam kogoś kto nie ma swojego :) ale jak widzicie organizacja pierwsza klasa. Człowiek który słucha jednego ze 150 wystawców i próbuje jakoś ułatwić mu życie to człowiek, który nie tylko wie co robi ale też stara się robić to jak najlepiej, a tą imprezę i jej ogrom na prawdę musiało być ciężko ogarnąć. Kiedy już zostałam zaprowadzona na miejsce, rozłożyłam się i ogarnęłam grajdołek pobiegłam na swoje warsztaty. Ze względu na deszcz musiały zostać przeniesione z wolnego powietrza do chaty chrzanowskiej :) gdzie wszystkim było wygodnie i mam nadzieję gdzie dobrze się bawili... (no dobra wiem że się dobrze bawili, bo dostałam potem kilka informacji z podziękowaniami a przy okazji mam oczy i uszy i widziałam i słyszałam że było fajnie :D)
Po  godzinach które zleciały niesamowicie szybko pobiegałam na swoje stoisko gdzie zostawiłam nieustraszonego Bartka :) posiedziałam chwilkę a potem o 15.30 pobiegłam na pierwszą część pokazu, na którą tak bardzo czekałam :) pokaz był super, modelki prezentowały się pięknie. Siedziałam niestety troszkę daleko więc z moim sokolim wzrokiem wszystkich konkretów nie widziałam, ale wypatrzyłam moją biżuterię :) szczególnie tą większych rozmiarów :) zrobiłam kilka zdjęć, ale czekam na zdjęcia od Ani Szypuły wtedy pochwalę się bardziej :)
Po pierwszej części pokazu musiałam polecieć z powrotem na stoisko (w końcu byłam też wystawcą a nie tylko celebrytą- projektantem :D)
No i teraz o samym wystawienniczym odczuciu. Ludzi było sporo. Chętnie oglądali, przymierzali, i rozmawiali. Było sympatycznie i ciekawie :) Pewnie gdyby pogoda była lepsza odwiedzających było by raz więcej. Ogólnie polecam etnomanię wystawcom. Osoby które przyjeżdzają na ten festiwal są nastawione na zakupy :) wiedzą, że towary tam sprzedawane są unikatowe. Doceniają rękodzieło i każdy szuka czegoś innego co pozwala mimo dużej konkurencji znaleźć swoje miejsce. 
Jako wystawca muszę powiedzieć, ze organizacyjnie zostałam powalona na łopatki. Bardzo dobry, szybki i konkretny kontakt, fajne rozplanowanie wystawców tak że konkurencja nie stała obok siebie wiec nie musieli się zagryzać (gdyby ktoś był typem zagryzacza) sporo miejsca, mapki z numerkami stoisk gdzie odwiedzający mogą sobie zaznaczyć gdzie chcą wrócić. Punkt informacyjny zaraz obok wejścia do skansenu dzięki czemu wszystko było sprawnie załatwiane. Jako wystawca daję bardzo duży plus i to już moje 3 TAK :)

Ogólnie post jest długi, ale jestem zachwycona etnomanią dlatego poświęciłam mu aż tyle literek :D a teraz macie jeszcze duuużo zdjęć, które jeszcze potem będę uzupełniać zdjęciami od innych ludzików :)
A teraz utopcie się w zdjęciach :D

Warsztaty sznurkowe bransoletki :)




 Są efekty:










Githago Art w swoim żywiole ;)










Pokaz Pan i Pani Fason gdzie zaprezentowały się marki łączące modę z folkiem między innymi wspomniana wcześniej Łucja Beskid Folk







A na stoisku...odwiedziny Marysi i Martyny i dobre rady :D



I nowości :)


Gruzińskie winko


Chwila NIeuwagi i już koncert :)


Martyna i kolczyki łapacze ;)






A tak żegnał nas Wygoełzów ;) dziękuję wszystkim przyjaciołom którzy mnie odwiedzili. A także tym którzy dzwonili i pytali jak tam i czy dalej żyję czy już padłam i śpię :) Wasze wsparcie było nieocenione i wiele dla mnie znaczyło :)



Przygotowania :)


Nowości :)


Etnomanio  dostałaś ode mnie 3 razy tak :) Idealne miejsce dla odwiedzajacyh, wystawców i etno fiolów :D
do zobaczenia za rok :*
 A już dziś zapraszam na GithagoArt :) będą nowości :) niech tylko się ogarne :D



poniedziałek, 28 marca 2016

Marzenia rękodzielnika vs marzenia normalnych ludzi :)

Spałam sobie dzisiaj spokojnie śniąc o mulinach i o obręczach dziewiarskich, które mam w planach zakupić, kiedy nad ranem zbudził mnie sen. Końcówka snu. Zupełnie innego, przerażajacego!!Mianowicie - nie mogłam wbić gwoździa w kawałek deski. Deska amortyzowała jakby była z gumy a ja bardzo, bardzo potrzebowałam wbić ten gwóźdź :) obudziłam się cała zestresowana z kołataniem serca i paniką w oczach. Po ogarnięciu ze to jednak sen i deski, które chcę poprzebijać nie są z gumy i to na pewno nie takiej, w którą nie da się wbić gwoździa włączyłam komputer. Zaczęłam przeglądać sposoby na przechowywanie rękodzielniczych materiałów. Co z tego że mam poukładane koraliki? A gdzie cała reszta?Sznurki, włóczki, kleje, nici, szydełka, druty, bibuły...
Intencje miałam szczere i proste. Popatrzeć jak inni organizują sobie przestrzeń i wymyślić jak najlepiej zorganiozwać ją u mnie, żeby znajomi nie musieli pić herbaty na stojąco,( bo na kanapie leżakują koraliki, a nie dlatego że jej nie mamy )
Niestety z tego przeglądania wyszło tylko stwierdzenie że chcę jeszcze to i to i to :D i jeszcze więcej tego i tamtego :D to wydarzenie dało mi sporo do myślenia. Kiedy ostatni raz chciałam coś normalnego poza szminką z maca?hmmm. no ok może i bym kupiła jakiś kosmetyk. Ale gdyby w sklepie stały obok siebie obręcze dziewiarskie i szminka maca wybrałabym obręcze dziewiarskie. Ten wniosek skłonił mnie do myślenia odnośnie moich marzeń i pragnień. Marzeń i pragnień rękodzielnika!! A także odnośnie życia normalnych ludzi i mojego życia. Wszystkie wnioski są oczywiście wysnute poprzez obserwacje różnych grup społeczno-rodzinno-przyjacielskich, a tekst ten jest trochę z przymrużeniem oka ;)
Zaczynamy od marzeń. Tak więc o czym marzy rękodzielnik? I dlaczego uważam ze nasze marzenia są nieco inne od marzeń normalnych ludzi. (Nie żebyśmy byli walnieci...no może odrobinkę)

 Normalny człowiek chce iść do sklepu i kupić regał. Rękodzielnik chce dostać ze dwie palety, albo 4 skrzynki po winie i sobie go zrobić

 Normalny człowiek marzy o tonie czekolady, ciastek, itp rękodzielnik (w zależności od stopnia zwariowania) marzy o tonie (niepotrzebne skreślić) koralików, nitek, sznurków, bibuł, klejów itp.

 Normalny człowiek marzy żeby wyjść do knajpy napić się ze znajomymi piwa -rękodzielnik marzy żeby móc iść napić się tego piwa i jednocześnie bez wzbudzania emocji i pytań zabrać ze sobą robótkę.

 Normalny człowiek marzy o odpoczynku z książką, kawą, relaksie, spokoju - rękodzielnik marzy o powrocie do zaczętej robótki i skończeniu jej choćby miał nie spać i nie jeść przez tydzień (przy okazji seriale mi się skończyły)

 Normalny człowiek marzy o wakacjach na w górach, nad morzem, w dzikich krajach  na plaży- rękodzielnik o tym zeby tak usiąść żeby można było robótkować i jednocześnie (jeśli się uda) się opalić.

  Normalny człowiek wie ze trzeba w sobotę posprzątać, (wiem ze normalnym ludziom też nie chce sie sprzątać, ale marzą o tym zeby zrobiło się czysto)- rękodzielnik zaczyna gryźć, kiedy ktoś chce ruszyć jego malutkie (cały dom) miejsce robocze :P

 Normalny człowiek wie, ze jak nie ma kasy na tą kieckę/ koszulę/szminkę/puder/zegarek itp to po prostu nie ma na to kasy i może i marzy, ale daje sobie spokój- rękodzielnik postanawia skazać na głód swoją rodzinę (chwała ze żywię tylko siebie i Bartka) i kupić te cholerne włóczki/kamienie/bibuły itp, bo przecież koniecznie muszą dołączyć do tysięcy rzeczy które już ma :D

 Normalny człowiek robi sobie dużo zdjeć z przyjaciółmi, w różnych miejscach, albo selfi w nowej bluzce. Rękodzielnik umie ustawić swój aparat (daj boże) tylko na sfotografowanie czegoś co nigdy nie oddychało i leży na płaskim, jednolitym tle (ewentualnie na czymś w tym stylu) a kiedy robi selfi to ze swoim rękodziełem, ewentualnie czymś do rękodzieła :D

  Normalny człowiek kiedy chce mu się pić pójdzie zrobić herbatę, albo nalać sok- rękodzielnik doprowadzi się do stanu skrajnego odwodnienia i będzie przypominał postacie z sarkofagów faraona, ale nie wstanie jeśli akurat (przez 5 godzin) szyje ważną rzecz :D

 Mogłabym tak wymieniać i wymieniać :) Wierzcie mi przykładów w głowie mam pełno. Marzeń jeszcze więcej i choć miejsca coraz mniej to ciągle chcę coś nowego. Nic na to nie poradzę. A wy jako rękodzielnicy jakie macie marzenia? Czy mieszają się z tymi normalnymi? A Ci którzy nie tworzą co Was pochłania? Jakie pasje? Za co jesteście w stanie oddać ostatnią kostkę czekolady?  :D
A może macie w gronie swoich znajomych walniętych rękodzielników i zauważacie już objawy rękoholizmu? Podzielcie się spostrzeżeniami. Dajcie mi się poznać :)


 żeby nie było że gołosłownie- zabiedzona, odwodniona z własnymi kolczykami :D Selfiii :)


Mokrego lanego poniedziałku kochani :) i przeszukajcie szafy w poszukiwaniu zaplątanych, niepotrzebnych, biedndych, samotnych, szukających nowego domu mulin ;)
A piwnic w poszukiwaniu starych skrzynek :D
(muhahahaha)


środa, 17 lutego 2016

Najlepszy lek na smutki mruczy :)

Dziś światowy dzień kota. Po walentynkach gdzie wszędzie roiło się drażniących mnie serduszek dzisiaj zaroi się od kotów :) zdecydowanie ulubione święto :D
Jestem kociarą od urodzenia. Dosłownie. Nie potrafię sobie przypomnieć momentu w moim życiu w którym nie towarzyszył by nam kot :) a właściwie koty.
Wychowywałam się na wsi w domu z ogrodem. Koty często przychodziły na coś dobrego do zjedzenia i zostawały, czasem odchodziły dalej. Nie zmuszaliśmy na siłę zadnego żeby został. To były wolne duchy, koty które ceniły sobie to że nie mają domu. Oczywiście nasz stał otworem, ale nie do konca chciały z niego korzystać. 
Jednak w domu zawsze pałętało się coś pod nogami (i nie mówię o dogu niemieckim który też się wtedy pałętał :D)
Mam w domu pełno zdjęć małej mnie z kotami :) niestety nie pamiętam ich imion ale pamiętam, że były, mruczały i potem odeszły. 
Sytuacja zmieniła się kiedy przybłąkała się do nas szara, młoda koteczka w ciąży. Była maleńka, młodziutka a juz taka zmęczona życiem. Bez dyskusji przyjęliśmy ją do siebie, a młoda ja zrobiła jej posłanie pod stołem. Wyłożone miękką kołdra i poduszkami. Całe szczęście Mikrusia (od ulubionych ciastek taty-mikrusków) od swojego posłania wolała nasze łóżka :) to był prawdziwy wspomagacz dziecięcych zabaw i smutków. Ufny, kochany kaloryfer złożony ze szczęścia :)
Urodziła kilka kociąt: Apsik został wydany do znajomych. A Łatka, Jeran i Węgiel zostały z nami :)
W międzyczasie kotka znajomych która niedawno urodziła osierociła 5 małych kociąt, które nasza Mikrusia po próbie zapoznania przyjęła i również wykarmiła.
Rok po tym wydarzeniu przybłąkał się strasznie zapchlony Cynamon :) mała ruda puszysta kulka, która również z nami została i mieszka z nami do dzisiaj :) 
Na studiach przygarnęłam pod swój dach Gretę- kota czipsożerce :D musiałam chować wszystko co potencjalnie mogło byc jedzeniem bo ona potrafiła wyniuchać i otworzyć każda rzecz, która wyglądała na jedzenie ;D gryzła nas w nocy w stopy i lizała po powiekach kiedy nie chcieliśmy wstać o 5 rano i dać jej jedzenia :) Całe szczęście w końcu unormował się jej apetyt i sposoby szantażowania zamieniła na wtulanie się i przesypianie nocy :)
Pojawiła się również Zeberka, Mars, Wampirek. Nie zamykaliśmy na siłę żadnych kotów. Mieszkanie na wsi ma swoje plusy
Kilka lat temu pojawiła się kolejna kotka nazwana pieszczotliwie-dzikuska :D nie dało jej się ani dotknąć, ani złapać. Jedynie karmić. Po jakimś czasie zniknęła na kilkanaście dni a potem pojawiła się znowu. Z dwójką kociaków. Niestety jednym poważnie poranionym. Dzięki pomocy wspaniałej weterynarz z Cieszyna- Pani Oli udało się Pirata poskładać :) natomiast drugie kocie zostało u mojej babci. Ich mama dalej nie darzy sympatią przytulania i spoufalania się, ale udało się ją wysterylizować i mieszka sobie w szopce z kurami :)
Pojawił się też teraz puszysty Imbir, który zdecydowanie nie lubi opuszczać domu i preferuje łóżka i fotele niż trawkę i drzewa :)
Dużo tych kociaków prawda?
Każdy z nich przyniósł do naszego domu coś innego. Każdy zaprzyjaźnił się z innym domownikiem. Każdy poprawiał nam humor, rozjaśniał złe dni i dawał sie przytulać kiedy tego potrzebowaliśmy. Cynamon przeżył ze mną wszystkie załamania miłosne i wszystkie przepłakane noce :)
Kiedy ktoś mówi że nie lubi kotów zazwyczaj za powód podaje że sa fałszywe...nie wiem skąd ta opinia. Faktycznie koty są indywidualistami. Nie są tak poddatne na tresurę jak psy. Ale dzięki temu są wspaniałymi kompanami, którzy albo Cię polubią-albo nie :D
Koty są idealne przy pracy :) nie raz pomagały mi zrezygnować z czegoś co wydawało mi się ze pasuje...jeśli miały inne zdanie wyrywały i uciekały :D a ja musiałam zmienić koncepcję :)
Polecam każdemu zastanowienie się nad adopcją. Nie polecam kupowania. Jest tyle cudaków, które potrzebują wsparcia, pomocy i domu. Nie trzeba szukać daleko. Założę się że w waszym mieście czy wiosce jest pełno kociaków do adopcji. Pomyślcie o tym w tym dniu, a także jutro i w marcu i kwietniu i w każdy możliwy dzień bo możecie pomóc nie tylko temu bezimiennemu jeszcze kotu, ale także sobie :)

A niżej kilka zdjęć mojej gromady :) szkoda ze stary komputer został u rodziców tam mam morze zdjęć :)
                                                                           Cynamon
Imbir
                                                                                 Pirat

                                                                             Pirat
Imbir
Imbir
 
Zeberka

Pirat
Cynamon

Węgiel :)


Tak wyglądał Pirat 3 tygodnie po znalezieniu. Wierzcie mi-tu już było bardzo dobrze.
Pirat i Greta :)

Zdjęć mam oczywiście więcej :D ale będzie jeszcze sporo okazji żeby je pokazywać :)
Zachęcam Was do adopcji zwierzaków :)




sobota, 26 grudnia 2015

Rękodzielnik = niewolnik?

Przewrotny, agresywny tytuł. Jako że zakładam własną działalność tekst, który zaraz przytoczę dotyczy mnie osobiście. Przed chwilą podesłała mi go koleżanka z wiadomością "tylko się nie denerwuj, ale powinnaś to przeczytać."

"Artykuł" zobaczcie sobie tutaj. Ale (jeśli jesteście rękodzielnikami) zanim go przeczytacie przygotujcie sobie meliskę, valerin, albo coś do rzucenia o ścianę...jeśli jesteście tak nerwowi jak ja dzisiaj to polecam wszystko na raz...

Sam tytuł  wywołał u mnie spazmy i lekką chęć mordu, potem było już tylko gorzej, bo dowiedziałam się, że jestem domorosłym jubilerem, plagiatorem i babą bez pomysłu na życie...

Autor (szumnie nazwane) swój artykuł zaczął słowami:
Założyciel słynnej firmy sprzedającej kryształowe świecidełka przewraca się w grobie. Właśnie teraz, gdy przed świętami każda marka biżuteryjna zarabia krocie, internet zalewa fala poradników, jak samodzielnie zrobić „biżuterię swarovskiego”.
Świecidełka te jako półfabrykanty są dostępne w sklepach. Gdyby marka nie chciała żeby ktokolwiek korzystał z kryształków i samodzielnego wykonywania biżuterii to nie wpuściłaby  ich na rynek w takiej postaci. Zrobienie kolczyka tzw "składaka" (bigiel i kryształek) nie jest ani trudne, ani nie jest tzw plagiatem. Nie dyskutuję już oczywiście na temat porównywania jakości tych "półproduktów" dostępnych w sklepach a elementów faktycznie wykorzystanych w biżuterii swarovski. Ale to temat na inną imprezę.
Co do tutoriali o których Pan wspomina dostępne one są przez cały rok ale w okresie świątecznym częściej się ich szuka. Prowadzę kanał rękodzielniczy więc wiem jak to działa. (co więcej prowadzę go i nie czuję się ani plagiatorem, ani potencjalną hieną kradnącą czyjeś pomysły)
Bransoletka z siatki jubilerskiej ma być podróbką stardust? Jakim cudem skoro w tej siatce nie ma kryształków swarovskiego? tego typu bransoletki były wykonywane już dawno. Kwestia tylko tego co jest w środku. Produkt z toho, preciosą czy innym myiuki nie będzie nigdy tym samym.

Kolejna sprawa to to, że bransoletki takie. Robione przez powiedzmy taką Panią Joannę, (która została przytoczona w artykule) trafiają do zupełnie innej klienteli. Miłośnik biżuterii swarovskiego nie włoży na siebie tańszej podróbki. Z kolei ktoś kto kupuje tańszą podróbkę nie byłby zainteresowany kupnem oryginału. To tak jak z dresem adidasa i dresem adidosa :) (o rany uruchamia mi się sarkazm)
Ogólnie mogłabym się doczepić niemal do każdej linijki artykułu. I do każdej kłamliwej i bzdurnej wypowiedzi i osądu. A także do wszystkich określeń typu "domorośli jubilerzy" (rany boskie co za bzdura).
Przyczepię się jednak do czegoś co mnie kompletnie zasmuciło, zirytowało, zabolało i odrzuciło.
Jestem rękodzielnikiem. Wielu technik uczyłam się latami. Dochodziłam do pewnego typu rozwiązań. Wpadałam na pomysły, doskonaliłam je. Uczyłam się nowych technik. Ilość pieniędzy które wydałam na uczenie się swojego hobby można przeliczać w tysiącach.

Nigdy nie było to coś w stylu: "o fajne. Kupię sobie to to to i to skleję i będę miała za 20 zł zamiast 300."
Pan w tym artykule myli DIY z rękodziełem. Żeby być rękodzielnikiem nie wystarczy kupić klej i koralik wrzucić to do shakera, zalać i wymieszać. Trzeba mieć wiedzę. Miesiące ćwiczeń, praktyki, kupowanie nowych półfabrykantów, kombinowanie. Wyrywanie sobie czasem włosów z głowy kiedy zmarnowało się kilkanaście godzin i zwaliło na końcu.
Rękodzieło to sztuka twórcza nie odtwórcza.
Nie podoba mi się przytoczenie jakiejś Pani Joanny, która wypowiada się za nas wszystkich.
Nie podoba mi się,że sprowadza nas Pan do poziomu bab których nie stać na bransoletkę za 300 zł więc "se taką zrobią."
Nie podoba mi się, że pomija Pan najbardziej istotny fakt dotyczący rękodzielników czyli to, że wielu z nich ma swoje firmy działające na rynku Polskim i zagranicznym. Pomija Pan to że latami dochodzili do tego by stworzyć swoje kolekcje, które kosztują nie raz więcej niż wspomniany wyżej swarovski.
Nie podoba mi się nazwanie mnie i moich koleżanek domorosłymi jubilerkami. Jest to obraźliwe i nieprawdziwe jednocześnie.
Rękodzielnicy to nie tylko hobbyści szukający promocji na allegro. To artyści, którzy wydają spore pieniądze by jakość ich produktów była jak najwyższa i nie mająca nic wspólnego z chińszczyzną o której także Pan Tomasz wspomina.
Nie wiem czy autor tego tekstu miał kiedyś w rękach jakiekolwiek rękodzieło. Ale zanim napisze kolejny "profesjonalny" artykuł polecam zapoznać się z realiami i porozmawiać z kimś więcej niż jedną Panią Joanną.
A na zachętę do przemyśleń polecam Panu jeszcze film Tender December, który być może otworzy te zamknięte oczka.


Ciekawy jest też dobór marek które są wpisane w artykuł. Na Polskim rynku poza "Qunsztem" (który tak na prawdę jest qnsztem, ale uznajmy, że to literówka), Jolinką i wspomnianą pakamerą jest pełno innych świetnych sklepów z półfabrykantami (np. Pasart, Royal Stone, Kadoro) gdzie ceny kamieni naturalnych i półfabrykantów (np. srebrnych) odbiegają od "drobnych z portfela". Żeby zrobić u nich zakupy trzeba odwalić niezłą pańszczyznę i serio nie sądzę żeby każdego było na to stać bez grubej świnki skarbonki (no bo przecież to tylko hobby więc tanie to i nie idzie z wypłaty czy zasiłku)

Każdemu kto tu trafi i przeczyta moje nieco złośliwe wywody chcę powiedzieć, że wbrew niezrozumiałym dla mnie opiniom rękodzielnik to nie pozbawiona kreatywności i znudzona życiem Pani, która za kilka złotych odwzoruje Gucciego. Lecz człowiek, który stworzy Wam niepowtarzalną biżuterię żebyście mogły się czuć wyjątkowo i oryginalnie. Zrobienie kolczyków z sutaszu czy beadingu nie zajmuje mi 5 minut a kilka do kilkunastu godzin. I czuję się strasznie wkurzona wrzucaniem mnie do worka z 5 minutowymi, klejonymi plagiatami...
 Pana Tomasza proszę o zapoznanie się z przytoczonym filmem i ze znaczeniem słowa stereotyp. Bo mam wrażenie że ten tekst został napisany na targu przez osobę która wyznaje wzniosłą dewizę "nie znam się, to się wypowiem".