Obserwatorzy

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Secesja w Kalendarzu Royal Stone :)

Dawno nie wzięłam udziału w wyzwaniu Royal Stone. I nagle kiedy zobaczyłam secesję stwierdziłam, że przecież secesji nie odpuszczę. Niestety ograniczony czas sprawił, że nie mogłam sobie pozwolić na duży projekt choć prace w kalendarzu zawsze są okazałe i wyszukane w mojej wersji musiał wystarczyć mały grzebień.
Dlaczego grzebień? Pomyślcie o modzie w czasach secesji i o tych poupinanych fryzurach. Oczami wyobraźni widziałam mój grzebyk w pięknych rudych włosach w bujnym upięciu. Stąd też ten kolor. Zieleń i dwa odcienie srebra będą piękne we włosach tego koloru. Mam nadzieję, że spinka doczeka się pięknej sesji na takich właśnie włosach (ulala może nawet moich :D) ale tymczasem pokazuję zdjęcia bez upięcia (nawet nie czuję kiedy rymuję :D)

Tutaj link do mojej pracy jakby ktoś chciał np. skomentować albo zalajkować (będzie mi bardzo, bardziej niż bardzo miło :D)
Ale przede wszystkim zachęcam Was do zobaczenia wszystkich prac. Są piękne, błyszczące i okazałe ;)
Jak widzicie nie rozpisuję się dzisiaj, bo od kilku dni przygotowuję się do kiermaszu, i warsztatów w Będzinie :) szczegóły na GithagoArt. W planach mam jeszcze nowości i dlatego mało czasu na pisanie :) ale, ale mam jeszcze dwie fajne prace w zanadrzu :D więc wkrótce możecie wyczekiwać :)
A tutaj więcej zdjęć mojego grzebyka. Popatrzcie sobie na niego z każdej możliwej strony :)












piątek, 6 maja 2016

Nie umiesz piec? nie masz nawet wagi kuchennej? Ja też nie :D Muffiny które nie mogą nie wyjść.

Jesteście tacy jak ja? Chcielibyście (ja serio chcę) być mistrzem pieczenia i gotowania? Chcielibyście nie podawać pryncypałków i delicji kiedy przychodzą znajomi? Chcielibyście usłyszeć zdanie: "o matko jakie to dobre, dasz mi przepis?" bez obawy, że musicie odpowiedzieć "w Bajce/delicji/ czy innej xxx nie dają przepisów do ciast"?
Otóż nigdy nie umiałam piec, ale ostatnio odkrywam w sobie nową stronę. Kulinarno-cukierniczą.
Te muffiny serio nie mogą się nie udać, bo nie ma w nich nic co by mogło się nie skleić. Prostota i miara "na szklanki". Musicie przestrzegać tylko jednej prostej rzecz. Składniki suche i składniki mokre mieszamy osobno!!! I broń Was Panie Boże używać miksera. Mikserom w tym momencie mówimy stanowcze nie!!

Pierwszy raz zrobiłam te muffiny 5 lat temu i wtedy faktycznie nie wyszły...bo zmieszałam wszystko jak leci mikserem :P

Ostatnio przy przeglądaniu różności książkowych ze studiów znalazłam stare przepisy, które ktoś kiedyś mi polecił, oraz te takie "babci, mamy, cioci". I tak wpadł mi w pazury znowu ten przepis. Otóż kochani od tamtej pory robię te muffiny za często :D te i czekoladowe o których napisze w krótce ;]

Robiłam je w różnej wersji owocowo/jogurtowej i za każdym razem wyszły pyszne, mięciutkie, mokre i owocowe. Znajomi potrafili zjeść całą partię (nie wypominam, cieszę się jak cholera bo osiągnęłam swoje podium, może nie królewskie, ale skończyłam z pechem początkującej cukiernicy :D)

Ale do rzeczy ;)
Bierzecie szklankę, która będzie dla was miarką i wg której będziecie odmierzać składniki.

Składniki mokre:
-2 jogurty po 150g. Może być jeden duży. Grunt żeby było około 300g. Ja używam jogobelli. W zależności jakie owoce dodaję dostosowuję do nich smak. Teraz dodałam jogurt ananasowy i bananowy do bananów i gruszek :) brzmi dziwnie ale w smaku pyszne :D
-1/3 szklanki oleju (i tu serio nie przesadźcie z olejem, bo będzie za tłuste a i tak jest w cholere kaloryczne)
- 2 jajka. Polecam jajeczka od szczesliwej kurki z wolnego wybiegu. Wiem wiem są droższe, ale zastanówcie się dlaczego te klatkowe są takie tanie...zawsze jak o tym pomyślę stwierdzam, że wolę jeść mniej jajek ale kupić te z wolnego wybiegu.

Składniki suche:
-1 i 3/4 szklanki mąki (ja używam tortowej, ale podejrzewam że każda się nada :))
-1/4 łyżeczki soli. Tak tak soli :) i też patrzcie ile jej sypiecie, dosłownie 1/4 łyżeczki małej :P 
-2 łyżki proszku do pieczenia. Nie super kopiate, ale też nie takie jakby cierpiały na anoreksję- w końcu to muffiny!
-1 łyżeczka cukru wanilinowego (niekoniecznie, ja jakoś dodaję bo mi z nim smakuje)

Dodatkowo:
-Owocki: banany, truskawki, gruszki, winogrona (tak też były pyszne, tylko pamiętajcie żeby je przekroić na pół  truskawki, maliny, borówki) generalnie wszystko co tam macie. Około 1,5 szklanki. tylko pamiętajcie żeby je opruszyć mąką!!!! Bardzo ważne ;)

Ja dodałam jeszcze troszkę startej czekolady :D ale to już jest hard core słodkości :P

I teraz do jednej miseczki składniki mokre, do drugiej suche. Miska na suche składniki niech będzie większa bo do niej wszystko będziemy dołączać.

Kiedy już stworzymy sobie nasze dwie miseczki każą osobno mieszamy. Wszystkie suche składniki łączymy ze sobą. Mokre natomiast mieszamy najlepiej trzepaczką do łączenia (trzymajcie się zdala od miksera)

Kiedy już będziecie mieli połączone mokre składniki dodajemy do suchych i mieszamy łyżką do połączenia składników. Ale nie za długo. Kilka  razy. mogą zostać grudki. Byle by nie wysypywała się mąką :P i na to wszystko walimy jeszcze owoce. Mieszamy żeby je rozprowadzić w całej masie, ale też nie za dużo.

Piekarnik nagrzewamy do 180 stopni.
Do formy na muffinki dajemy papilotki. Jeśli nie macie wysmarujcie formę masełkiem.
Do każdej papilotki łyżką (chyba że macie taką fajną łyżkę do nakłądania lodów ;) podobno tym lepiej, nie wiem bo nie mam :D) nakładamy ciasto do 1/3 wysokości.
Kiedy nagrzeje się piekarnik wkładamy muffinki na 25/30 minut. Polecam sprawdzać je co jakiś czas czy się nie przypalają (ja mam specyficzny piekarnik, więc u mnie to niemal trzeba go oglądać jak telewizor kiedy coś się w nim piecze :D)
Po 25 minutach sprawdźcie patyczkiem.

Na koniec możecie posypać cukrem pudrem (aczkolwiek ostrzegam, że muffiny są i tak prze słodkie :) )

I enjoyyyy :) pyszne.

Nie robiłam zdjęć aparatem tylko komórką. Za szybko znikają żebym zdążyła wykorzystać aparat :P ale myślę że smak się broni a zdjęcia mi wybaczycie :)






Dajcie znać czy wam wyszły :)
Miłego weekendu bo pogoda dzisiaj nas rozpieszcza :)


sobota, 23 kwietnia 2016

Panienki z gór morskie opowieści :) wyzwanie szuflady

Panna z gór...chociaż jak to mówi mój przyjaciel Milówka to raczej pagórki a nie góry. Ale jednak bardziej pagórki niż morze. 
W swoim 27 (za 5 dni 28 ;D) letnim życiu nigdy nie narzekałam na brak możliwości przeprowadzek. Na pewnym etapie życia szlag jasny mnie trafiał jak miałam się znowu przenosić :D
Teraz zalęgłam na Śląsku, ale jeszcze do niedawna mieszkałam nad morzem :) Aberdeen w którym dane mi było przebywać to miasteczko portowe. Szkocja zimna, szkocja zła, ale mimo wszystko spacer w pogodny dzień i oglądanie statków, które czekają na pozwolenie wpłynięcia do portu bardzo mnie relaksowało. 
Patrzenie na wzburzone morze (a wierzcie mi często plaża była zalana i poziom wody, oraz fal niebezpiecznie wzrastał) oddawał też czasem mój stan ducha kiedy wkurzyłam się o coś w pracy, albo tęskniłam za przyjaciółmi i rodziną.
Ale generalnie tamto morze wspominam bardzo miło. Szczególnie kiedy tuż przez wyjazdem udało mi się razem z przyjaciółką ten jeden jedyny raz leżeć na plaży i się opalać :)
W poprzednie wakacje wybrałam się też z moją Chwilą Nieuwagi w trasę na kilka koncertów. Odwiedziłam Polskie morze pierwszy raz od bardzo dawna. Wspominam przemiło i śmieję się kiedy przeglądam zdjęcia :)
Zawsze bardzo podobały mi się szanty, chociaż jako góralka nie miałam wielu okazji by być na prawdziwej szantowej imprezie. Ale może jeszcze mi się uda :)
No ale tak zanudzam i zanudzam a miałam pisać o wyzwaniu szuflady. Otóż Gościnna projektantka szuflady Alicja której prace możecie znaleźć na blogu DEKORakcje ogłosiła, że jej tematem będą morskie opowieści. 
Nie mogłabym nie wziąć udziału skoro tak dobrze i miło wspominam morze.
Temat wdzięczny, kolor piękny a możliwości sporo. Do tej pracy postanowiłam użyć shibori, które dalej współpracuje ze mną tylko, kiedy zapomni że mnie nie lubi :D rzadko mu się to zdarza, ale jak widać zdarza :) z pracy jestem niesamowicie zadowolona, chociaż momentami przyprawiała mnie o zawrót głowy, migotanie serca, kilka wyrazów obcych (łacińskich) oraz krwi aby wypełnić całość :D
Niemniej efekt z delikatną falą shibori, marmurem, oponkami jadeitu i drobnymi koralikami toho dał mi pełną satysfakcję. Wisior podszyty jest skórką.
Co myślicie? chcecie coś przygotować na wyzwanie szuflady? Macie jeszcze czas do 26 kwietnia :) jest weekend więc szanse są całkiem spore :)
A teraz utopcie się w morzu zdjęć :)












A tutaj trochę mojego prywatnego morza ;)
Aberdeen








Koszalin z Chwilą Nieuwagi

Mój prywatny bębniarz :) 

ale się wtedy naskakałam :D

 mniam mniam :)



środa, 20 kwietnia 2016

Starożytne cywilizacje koralikami naznaczone :)

Nie nie. W starożytności nie mieli toho ani preciosy. Całe szczęście my żyjemy w czasach kiedy o półfabrykanty jest dużo łatwiej...acz czasem trochę drogo. Bije po kieszeni jak cholera kiedy chce się kupić milionową rzecz, która kiedyś będzie potrzebna :D ale przynajmniej mamy służbę zdrowia i dentystę (czy to faktycznie powód do radości?) no i nie ma niewolnictwa (hmm poniekąd).
Szkoda tylko że kultura troszkę nam upada. Chociaż podobno nie można mówić o upadku kultury bo to twór który ciągle ewoluuje i jest zmienny. Ale może nie wchodźmy w tematy etnologiczne, bo Was zanudzę :D

Starożytne cywilizacje mają w sobie coś magicznego. Kiedy uczyłam się o nich w szkole szczególnie interesowała mnie cywilizacja chin i egiptu. Dlatego kiedy zobaczyłam wyzwanie szuflady wiedziałam, ze wezmę w nim udział. Pozostał jedynie wybór A lub B :D
Wygrał egipt. A to dlatego że do wykonania pracy inspirowanej Chińską cywilizacją musiałabym zużyć przedmiot, który ciągle mam przy sobie. od kilku lat. Moneta którą dostałam bardzo dawno temu. Nie jestem jeszcze gotowa na rozstanie więc Egipt zwyciężył. Zobaczcie co z tego powstało. Zapraszam Was także na mojego funpagea GithagoArt :)





Zajrzyjcie do szuflady zobaczyć inne cudne prace :)
Miłęgo dnia :)





środa, 30 marca 2016

Pomóżmy schroniskowym psom za darmo :)

Dzisiaj będzie trochę refleksyjnie acz krótko bo dopadło mnie choróbsko i głowa chce przylepienia się do poduszki a nie pisania :) jednak cel jest szczytny więc naskrobię kilka słów.
Często biorę udział w akcjach charytatywnych. Uważam, że to wspaniały sposób żeby dzięki temu czym i tak się zajmuję pomóc tym którzy tego potrzebują. Kiedy sprzeda się coś co wystawiam na aukcję charytatywną jestem nie tylko zadowolona, ale i wzruszona, że właśnie ja i ten ktoś dołożyliśmy cegiełkę do budowania czyjegoś zdrowia, szczęścia.
Jestem też miłośnikiem zwierząt. Każda forma atakowania ich, każda forma przemocy wobec nich jest dla mnie nie tylko niezrozumiała. Jest zbrodnią za którą Polskie sądy wydają śmieszne, nic nie znaczące kary. Jednak przemoc (jak to przemoc) wobec zwierząt wzbudza sprzeciw większości ludzi (tych rozumnych) a co z zamykaniem zwierząt w klatkach? Ludzi zamyka się w więzieniach za dokonanie czynów karalnych? A zwierzęta za co tam trafiają? Za to że jesteśmy nieodpowiedzialni, niezdolni do przyjaźni, miłości, do bezinteresowności? Za to że szybko się nudzimy i chcemy co nowego? Za to ze nagle stwierdzamy że już się nam nie chce i balast trzeba wyrzucić?
Zobaczyłam dzisiaj wspaniałą rzecz mającą sporo wspólnego z Tworzeniem. Toyota wypuściła nowy samochód. Przy okazji sesji zdjęciowej postanowili "zatrudnić" psa :) psa ze schroniska. Jednocześnie dzięki udostępnianiu nagrania które powstało "przy okazji", schronisko w Korabienicach otrzyma 1 złotówkę od każdego udostępnienia. Dlatego piszę ten post. To nie jest kolejna akcja w stylu "udostępnij a pies dostanie miskę". To prawdziwa akcja wspierana przez toyotę potwierdzona przez schronisko. Dlatego bardzo ładnie was proszę zbudujcie świat dla tych sierotek i udostępnijcie u siebie ten film.

Jesteśmy rękodzielnikami, rękami tworzymy kolory, magię, nowe piękne przedmioty. Dzisiaj dołączmy się do akcji Toyoty :)

poniedziałek, 28 marca 2016

Marzenia rękodzielnika vs marzenia normalnych ludzi :)

Spałam sobie dzisiaj spokojnie śniąc o mulinach i o obręczach dziewiarskich, które mam w planach zakupić, kiedy nad ranem zbudził mnie sen. Końcówka snu. Zupełnie innego, przerażajacego!!Mianowicie - nie mogłam wbić gwoździa w kawałek deski. Deska amortyzowała jakby była z gumy a ja bardzo, bardzo potrzebowałam wbić ten gwóźdź :) obudziłam się cała zestresowana z kołataniem serca i paniką w oczach. Po ogarnięciu ze to jednak sen i deski, które chcę poprzebijać nie są z gumy i to na pewno nie takiej, w którą nie da się wbić gwoździa włączyłam komputer. Zaczęłam przeglądać sposoby na przechowywanie rękodzielniczych materiałów. Co z tego że mam poukładane koraliki? A gdzie cała reszta?Sznurki, włóczki, kleje, nici, szydełka, druty, bibuły...
Intencje miałam szczere i proste. Popatrzeć jak inni organizują sobie przestrzeń i wymyślić jak najlepiej zorganiozwać ją u mnie, żeby znajomi nie musieli pić herbaty na stojąco,( bo na kanapie leżakują koraliki, a nie dlatego że jej nie mamy )
Niestety z tego przeglądania wyszło tylko stwierdzenie że chcę jeszcze to i to i to :D i jeszcze więcej tego i tamtego :D to wydarzenie dało mi sporo do myślenia. Kiedy ostatni raz chciałam coś normalnego poza szminką z maca?hmmm. no ok może i bym kupiła jakiś kosmetyk. Ale gdyby w sklepie stały obok siebie obręcze dziewiarskie i szminka maca wybrałabym obręcze dziewiarskie. Ten wniosek skłonił mnie do myślenia odnośnie moich marzeń i pragnień. Marzeń i pragnień rękodzielnika!! A także odnośnie życia normalnych ludzi i mojego życia. Wszystkie wnioski są oczywiście wysnute poprzez obserwacje różnych grup społeczno-rodzinno-przyjacielskich, a tekst ten jest trochę z przymrużeniem oka ;)
Zaczynamy od marzeń. Tak więc o czym marzy rękodzielnik? I dlaczego uważam ze nasze marzenia są nieco inne od marzeń normalnych ludzi. (Nie żebyśmy byli walnieci...no może odrobinkę)

 Normalny człowiek chce iść do sklepu i kupić regał. Rękodzielnik chce dostać ze dwie palety, albo 4 skrzynki po winie i sobie go zrobić

 Normalny człowiek marzy o tonie czekolady, ciastek, itp rękodzielnik (w zależności od stopnia zwariowania) marzy o tonie (niepotrzebne skreślić) koralików, nitek, sznurków, bibuł, klejów itp.

 Normalny człowiek marzy żeby wyjść do knajpy napić się ze znajomymi piwa -rękodzielnik marzy żeby móc iść napić się tego piwa i jednocześnie bez wzbudzania emocji i pytań zabrać ze sobą robótkę.

 Normalny człowiek marzy o odpoczynku z książką, kawą, relaksie, spokoju - rękodzielnik marzy o powrocie do zaczętej robótki i skończeniu jej choćby miał nie spać i nie jeść przez tydzień (przy okazji seriale mi się skończyły)

 Normalny człowiek marzy o wakacjach na w górach, nad morzem, w dzikich krajach  na plaży- rękodzielnik o tym zeby tak usiąść żeby można było robótkować i jednocześnie (jeśli się uda) się opalić.

  Normalny człowiek wie ze trzeba w sobotę posprzątać, (wiem ze normalnym ludziom też nie chce sie sprzątać, ale marzą o tym zeby zrobiło się czysto)- rękodzielnik zaczyna gryźć, kiedy ktoś chce ruszyć jego malutkie (cały dom) miejsce robocze :P

 Normalny człowiek wie, ze jak nie ma kasy na tą kieckę/ koszulę/szminkę/puder/zegarek itp to po prostu nie ma na to kasy i może i marzy, ale daje sobie spokój- rękodzielnik postanawia skazać na głód swoją rodzinę (chwała ze żywię tylko siebie i Bartka) i kupić te cholerne włóczki/kamienie/bibuły itp, bo przecież koniecznie muszą dołączyć do tysięcy rzeczy które już ma :D

 Normalny człowiek robi sobie dużo zdjeć z przyjaciółmi, w różnych miejscach, albo selfi w nowej bluzce. Rękodzielnik umie ustawić swój aparat (daj boże) tylko na sfotografowanie czegoś co nigdy nie oddychało i leży na płaskim, jednolitym tle (ewentualnie na czymś w tym stylu) a kiedy robi selfi to ze swoim rękodziełem, ewentualnie czymś do rękodzieła :D

  Normalny człowiek kiedy chce mu się pić pójdzie zrobić herbatę, albo nalać sok- rękodzielnik doprowadzi się do stanu skrajnego odwodnienia i będzie przypominał postacie z sarkofagów faraona, ale nie wstanie jeśli akurat (przez 5 godzin) szyje ważną rzecz :D

 Mogłabym tak wymieniać i wymieniać :) Wierzcie mi przykładów w głowie mam pełno. Marzeń jeszcze więcej i choć miejsca coraz mniej to ciągle chcę coś nowego. Nic na to nie poradzę. A wy jako rękodzielnicy jakie macie marzenia? Czy mieszają się z tymi normalnymi? A Ci którzy nie tworzą co Was pochłania? Jakie pasje? Za co jesteście w stanie oddać ostatnią kostkę czekolady?  :D
A może macie w gronie swoich znajomych walniętych rękodzielników i zauważacie już objawy rękoholizmu? Podzielcie się spostrzeżeniami. Dajcie mi się poznać :)


 żeby nie było że gołosłownie- zabiedzona, odwodniona z własnymi kolczykami :D Selfiii :)


Mokrego lanego poniedziałku kochani :) i przeszukajcie szafy w poszukiwaniu zaplątanych, niepotrzebnych, biedndych, samotnych, szukających nowego domu mulin ;)
A piwnic w poszukiwaniu starych skrzynek :D
(muhahahaha)


wtorek, 1 marca 2016

Warsztaty bibułkarskie i pierwsze oficjalne użycie GithagoArt :)

Oh kochani dzieje się :)
Niedawno miałam okazję przeprowadzić warsztaty dla dzieciaków  w ECD Słoneczna Kraina.
Było głośno, zabawnie i bardzo ruchliwie jak na rękodzieło :)
Chciałam Wam zakomunikowac że funpage który znacie pod szyldem wiedźma, został przechrzczony na GithagoArt :) po latach prób i błędów, nauki, zaciskania zębów, wydawania ostatnich pieniędzy na koraliki, filce, kleje, druty itp :) czas na popłynięcie w stronę marzeń i budowanie swojej piramidki :) zaczęłam budować i mimo że ciągle chce mi się narzekać na wszystko- szczególnie na to czego nie rozumiem, to chcę dać sobie szansę :)
Zapraszam Was na GithagoArt :) polubcie mnie też tam. Blog oczywiscie zostaje :) zastanawiam się tylko na zmianę nazwy...ale boję się że jak poknocę to zniknie w czeluściach blogera...zmieniał ktoś coś kiedyś w tak ważnej kwestii jak zmiana nazwy czy adresu? Jeśli tak to chętnie posłucham opinii :)
Tutaj macie fotkę z Panią nauczycielką (ulala) na zachętę :) wpadnijcie do GithagoArt, rozgośćcie się i zostańcie na dłużej :)

A może macie pomysł żeby u siebie w mieście/na wsi urządzić warsztaty? Jestem bardzo elastyczna w kwestii podróży :D

środa, 17 lutego 2016

Najlepszy lek na smutki mruczy :)

Dziś światowy dzień kota. Po walentynkach gdzie wszędzie roiło się drażniących mnie serduszek dzisiaj zaroi się od kotów :) zdecydowanie ulubione święto :D
Jestem kociarą od urodzenia. Dosłownie. Nie potrafię sobie przypomnieć momentu w moim życiu w którym nie towarzyszył by nam kot :) a właściwie koty.
Wychowywałam się na wsi w domu z ogrodem. Koty często przychodziły na coś dobrego do zjedzenia i zostawały, czasem odchodziły dalej. Nie zmuszaliśmy na siłę zadnego żeby został. To były wolne duchy, koty które ceniły sobie to że nie mają domu. Oczywiście nasz stał otworem, ale nie do konca chciały z niego korzystać. 
Jednak w domu zawsze pałętało się coś pod nogami (i nie mówię o dogu niemieckim który też się wtedy pałętał :D)
Mam w domu pełno zdjęć małej mnie z kotami :) niestety nie pamiętam ich imion ale pamiętam, że były, mruczały i potem odeszły. 
Sytuacja zmieniła się kiedy przybłąkała się do nas szara, młoda koteczka w ciąży. Była maleńka, młodziutka a juz taka zmęczona życiem. Bez dyskusji przyjęliśmy ją do siebie, a młoda ja zrobiła jej posłanie pod stołem. Wyłożone miękką kołdra i poduszkami. Całe szczęście Mikrusia (od ulubionych ciastek taty-mikrusków) od swojego posłania wolała nasze łóżka :) to był prawdziwy wspomagacz dziecięcych zabaw i smutków. Ufny, kochany kaloryfer złożony ze szczęścia :)
Urodziła kilka kociąt: Apsik został wydany do znajomych. A Łatka, Jeran i Węgiel zostały z nami :)
W międzyczasie kotka znajomych która niedawno urodziła osierociła 5 małych kociąt, które nasza Mikrusia po próbie zapoznania przyjęła i również wykarmiła.
Rok po tym wydarzeniu przybłąkał się strasznie zapchlony Cynamon :) mała ruda puszysta kulka, która również z nami została i mieszka z nami do dzisiaj :) 
Na studiach przygarnęłam pod swój dach Gretę- kota czipsożerce :D musiałam chować wszystko co potencjalnie mogło byc jedzeniem bo ona potrafiła wyniuchać i otworzyć każda rzecz, która wyglądała na jedzenie ;D gryzła nas w nocy w stopy i lizała po powiekach kiedy nie chcieliśmy wstać o 5 rano i dać jej jedzenia :) Całe szczęście w końcu unormował się jej apetyt i sposoby szantażowania zamieniła na wtulanie się i przesypianie nocy :)
Pojawiła się również Zeberka, Mars, Wampirek. Nie zamykaliśmy na siłę żadnych kotów. Mieszkanie na wsi ma swoje plusy
Kilka lat temu pojawiła się kolejna kotka nazwana pieszczotliwie-dzikuska :D nie dało jej się ani dotknąć, ani złapać. Jedynie karmić. Po jakimś czasie zniknęła na kilkanaście dni a potem pojawiła się znowu. Z dwójką kociaków. Niestety jednym poważnie poranionym. Dzięki pomocy wspaniałej weterynarz z Cieszyna- Pani Oli udało się Pirata poskładać :) natomiast drugie kocie zostało u mojej babci. Ich mama dalej nie darzy sympatią przytulania i spoufalania się, ale udało się ją wysterylizować i mieszka sobie w szopce z kurami :)
Pojawił się też teraz puszysty Imbir, który zdecydowanie nie lubi opuszczać domu i preferuje łóżka i fotele niż trawkę i drzewa :)
Dużo tych kociaków prawda?
Każdy z nich przyniósł do naszego domu coś innego. Każdy zaprzyjaźnił się z innym domownikiem. Każdy poprawiał nam humor, rozjaśniał złe dni i dawał sie przytulać kiedy tego potrzebowaliśmy. Cynamon przeżył ze mną wszystkie załamania miłosne i wszystkie przepłakane noce :)
Kiedy ktoś mówi że nie lubi kotów zazwyczaj za powód podaje że sa fałszywe...nie wiem skąd ta opinia. Faktycznie koty są indywidualistami. Nie są tak poddatne na tresurę jak psy. Ale dzięki temu są wspaniałymi kompanami, którzy albo Cię polubią-albo nie :D
Koty są idealne przy pracy :) nie raz pomagały mi zrezygnować z czegoś co wydawało mi się ze pasuje...jeśli miały inne zdanie wyrywały i uciekały :D a ja musiałam zmienić koncepcję :)
Polecam każdemu zastanowienie się nad adopcją. Nie polecam kupowania. Jest tyle cudaków, które potrzebują wsparcia, pomocy i domu. Nie trzeba szukać daleko. Założę się że w waszym mieście czy wiosce jest pełno kociaków do adopcji. Pomyślcie o tym w tym dniu, a także jutro i w marcu i kwietniu i w każdy możliwy dzień bo możecie pomóc nie tylko temu bezimiennemu jeszcze kotu, ale także sobie :)

A niżej kilka zdjęć mojej gromady :) szkoda ze stary komputer został u rodziców tam mam morze zdjęć :)
                                                                           Cynamon
Imbir
                                                                                 Pirat

                                                                             Pirat
Imbir
Imbir
 
Zeberka

Pirat
Cynamon

Węgiel :)


Tak wyglądał Pirat 3 tygodnie po znalezieniu. Wierzcie mi-tu już było bardzo dobrze.
Pirat i Greta :)

Zdjęć mam oczywiście więcej :D ale będzie jeszcze sporo okazji żeby je pokazywać :)
Zachęcam Was do adopcji zwierzaków :)