Obserwatorzy

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Album ciążowy- bardzo bardzo duuużo zdjęć :)

Jak mówiłam wczesniej moją pierwszą karteczkę zrobiłam dla Uli :) a dalej poleciało lawinowo :D moja bardzo dobra koleżanka zaszła w ciążę. To niezwykły czas, więc chciałam jej pokazać jak neizwykle się cieszę. Kiedyś w pewnym candy wygrałam album ciążowy...pomyslałam sobie, ze pewnie nieprędko go użyję :D a tu jednak okazało się, ze prędzej niż przypuszczałam :) więc od razu poprosiłam Jolcie o pomoc w kwestii "gdzie co kupić". Jola od razu zasypała mnie litnkami, i wyciągnęla cały deszcz pomocnych dłoni. Jak to Jola jak już pomaga to na całego :) zakupiłam co było potrzebne, poczekałam i zabralam się do pracy :) trochę mi to zajęło. Pierwsza tak nowa, duża i pracochłonna praca :)
zużyłam 5 tubek kleju magic i cały komplet papierów, które zamówiłam :) ale warto było dla tego karolciowatego usmiechu i "dziękuje". A teraz...zrobiłam milion zdjęć tego albumu :D chcę Wam go dokładnie pokazać. Bo po 1 to moja pierwsza tego typu praca i jestem ciekawa Waszej opinii, a po 2...jestem z niej trochę dumna :D dlastego zdjęć będzie baaaaaardzo dużo, mam nadzieję, że Was nie zanudzę :D
















Aha :) kochane wybaczcie że Was ostatnio zaniedbuję..mam wspaniałego gościa i spędzam z nim cały czas :) Marysia to koleżanka ze studiów, która przyjechala w odwiedziny i miałyśmy ostatnio pracowity czas :D jak to na wakacjach :D
Gratuluję Tym którzy dotrwali do końca ;) jesteście niesamowicie wytrwali :D



niedziela, 14 sierpnia 2011

wielki powrót fimo :D buteleczki i decoupage jak zwykle :)


Od kilku miesięcy poszukiwałam małych buteleczek do biżuterii. Kiedy już znalazłam, okazało się, ze jedna mała buteleczka kosztuje 4 zł..cóż stwierdziłam, ze to troche za dużo i odpuściłam. Jednak ostatnio znalazłam takie maleństwa na allegro za 2 zł :) radość moja była niezmierna :) doszły do mnie w ciągu 2 dni i są taaaakie maciupkie :)

Ostatnio bawiłam się troszkę fimo i modeliną, bo było mi żal, ze zaschnie i zmarnuje się sporo pieniążków, które na nie wydałam. No i tak powstały arbuzy i małe kwiatuszki :) jestem zaskoczona, że tym razem tak latwo mi to poszło, bo ze zrobieniem cytryny męczyłam sie kiedyś strasznie...o róży nie mówiąc :D






No i skończyło sie na tym, że te male twory połszy sobie do buteleczek :) i wyglądają uroczo :)
Pokazuję jeszcze komódkę decoupage z makami. Która ze mną chyba zostanie, bo przez tą bejce przypadła mi bardzo do gustu :)





Na koniec jeszcze trochę kotów  i psa :) i ciasto jogurtowe, którego przepis, możecie znaleźć tutaj. Ciasto jest rewelacyjne i mega mega proste :) zniknęło w ciągu 2 godzin :)
 i jeszcze kawał licznikowy jaki zrobił mi blogger :)
Zimne lato, kot chce się ogrzać :)

Koło kominka za gorąco :D

Nikt nie siedzi, nikt nie patrzy...siup na wersalkę :D




Każedmu kto dotarł do końca-konia z wozem :D ale przygotowuję Was bo niedługo chce Wam pokazać pewien Twór, który zajął mi ostatni czas...to specjalna okazja i ma być niespodzianką, więc narazie ciiisza ;) ale zdjęć będzie w cholere :D Ula i Jola już to wiedzą :D

środa, 10 sierpnia 2011

Prezent od kiciuli, prezent dla Janeczki i Uli, Woodstock, pies i szpinak :D

Jak w tytule :) nie było mnie tylko tydzień a tyle rzeczy trzeba napisać
Dziekuję Wam za tak liczny odzew na informacje o wyjeździe na woodstock:) bawilam się cudownie, i naprawde o Was myslałam :) gdyby nie akcja z pociągami...i the prodigy, które grało z play backu i kazało sobie zamontować barierki, mogłabym powiedzieć, że było najlepiej na świecie :D ale nie może być najlepiej na świecie, bo to jednak Polska, zawsze cos musi pójśc nie tak :) Z Milówki wyjechałam dosyć wcześnie żeby się dostać do Katowic i spotkać z Olą, znaną Wam z tego bloga.Kupiłam bilet..jak się później okazało zly;/ a raczej o 25 zł droższy, czego nie zauwazyłam;/ ale spotkanie z Olą było wspaniałe :) zakochałam się w jej pieskach, urzekła mnie jej córeczka, no i sama Ola jest cudowną kobietą :) spędziłyśmy przemile popołudnie :)
o 22.50 wyruszyliśmy z ekipą na Woodsctock :) ledwo wleźlismy do pociągu, część stała, część siedziała półdupkiem :D nie było gdzie szpilki wlożyć :) ale z perspektywy czasu stwierdzam, ze to była bardzo komfortowa jazda w porównaniu z powrotem...Sam woodstock, jak zawsze świetny, choc dobrze że przyjechaliśmy w środe rano, bo w czwartek nigdzie bysmy się już razem nie rozbili... najbardziej przypadł mi do gustu "przystanek Republika", bo uwielniam Republike. Zaśpiewało sporo świetnych wokalistów, upamiętniając wspaniałego artystę Grzegorza Ciechowskiego. Gentelmani tez dali świetny koncert. U krisznowców w tym roku zaskoczyli mnie ceną za jedzenie...6zł...zawsze było tak, ze kiedy ktoś był głodny, nie miał pieniedzy to mógł dostać cokolwiek do zjedzenia...w tym roku już tak nie było. Świetną akcję uświadamiającą zrobił monar. Na spokanie z Markiem Belką się  nie wbiłam :D, ale udało mi się posłuchac Andrzeja Grabowskiego i Jana Nowickiego, którzy rozbawiali tłum do łez :) 
W niedziele rano przyszło nam się spaokowac i wyruszyć na dworzec...gdzie od 8 do 13.50 modlilismy się, zeby wsiąśc we wszystko jedno jaki pociąg :D no i udało się. Dotarliśmy do Wrocławia. I o 23.05 mieliśmy pociąg do krakowa...z tysiącem innych osób..znowu ledwo wleźliśmy do pociągu, i spoędziliśmy urocze 5 godzin w toalecie :D i na korytarzu. Ja akurat miałam miejsce w toalecie ;D
Po powrocie czekała na mnie paczuszka od Kiciuli :) za wygraną w candy :) bardzo się ucieszyłam :) i to co zobaczyłam w środku mnie zachwyciło :)



 dowiedziałam się też że prezent do Janeczki już doszedł. Do Uli także :) prezent dla Uli jest dla mnie bardzo istotny...bo to moja pierwsza w życiu kartka :) więc zalezy mi bardzo na ocenie :) może macie jakies porady? Z prezentami  jeszcze tylko Kasia mi została :) kochana jeszcze troszkę cierpliwości i paczuszka będzie u Ciebie :)

Dziękuję Wam za troskę o Rexa :) dostałam od was sporo maili z różnymi pomysłami :) sprawa jednak okazała się banalna :) Rex się zakochał...i to niestety nie w jednej panience :D w dwóch sąsiadkach na raz :D więc cierpi biedaczek, po Panienki też są nim zainteresowane, a źli rodzice nie pozwalają :D więc Reksiu spędza teraz czas na patrzeniu z balkonu na swoją wybrankę z podwórka na przeciwko :D ona czyni to samo tyle że patrzy w górę i tak sobie poszczekują i pojekują z nieszczęścia :) a tak na powaznie to bardzo mi ulżyło, bo z nieszczęśliwej miłości da się jakoś wyleczyć a z tęsknoty za wolnością...chyba nie.

No i szpinak :D zrobiłam dzisiaj pyszny makaron ze szpinakiem,pomidorkami i pieczarkami :D uwielbiam szpinak w każdej postaci :) mialo byc też ciasto, ale tak się dobrze bawiłam w kuchni tańcząc i śpiewając, ze zapomniałam dodac oleju :D do ciasta jogurtowego :D o dziwo wyszło :D ale nie jest takie puszyste jak powinno być, więc nie pokazuję :D taki ze mnie buraczek jak widzicie :D no...to chyba wszystko...tym którzy dotarli do końca tych opowieści serdeczne gratulacje :D teraz trochę zdjęć na odreagowanie :D

Woodstock


Prezent od Ani :)

Prezent dla Uli



Prezent dla Janeczki





Szpinak :)










poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Woodstock :)

No i nadszedł w końcu ten czas ;) Jutro ruszam na woodstock :) przez Katowice :) więc spotkam się z blogową Olentą :) czy któras z was tez się wybiera na najpięknieszy festiwal świata? :) może sie tam spotkamy? :)
Cieszę się niezmiernie, bo uwielbiam ten klimat, choć w mediach krążą niesamowite legendy o Kostrzynie, woodstockowiczach i Owsiaku. Mam nadzieję, że pogoda nas nie wykończy :) jak wrócę to zdam relację :) 
w tamtym roku byłam pierwszy raz, spełniłam marzenie nastolatki, która we mnie mieszka :) w tym roku jadę już na stare śmieci :) do zobaczenia po niedzieli :D





niedziela, 31 lipca 2011

magnesiki i pies...pies z problemem ;( pomocy :(

To nie jest dobry dzień :( nie spaliśmy całą noc...coś niedobrego dzieje się z Rexem. Jest u nas 2 miesiące...zna nas 3 miesiące...wczoraj od rana był jakiś smutny, apatyczny, siedział pod drzwiami, i tak delikatnie piszczał...sprawdzilismy- nic go nie boli, merda ogonem...poszlismy na dłuuuugi spacer, pobiegaliśmy..było chwilę dobrze, a potem znowu...tak jakby gwizdał noskiem :( ale tak smutno, mimo merdania ogonkiem...całą noc nie spaliśmy, na zmiane siedzielismy z nim, gadalismy do niego, wypuszczalismy go na podwórko...dzisiaj rano pomyśleliśmy że może...może on tęskni za życiem włuczykija? cały ranek zastanawialismy się co zrobić.W końcu dostał swoje szeleczki z imieniem, adresem i numerem telefonu..i bramka zostala otwarta...a Rex stanął i nie bardzo wiedział co robić, pochodził, ale szybko wrócił...i piszczał dalej :( znowu pobawił się piłeczką, poskakał, wygłaskałam go tak, że aż mnie ręce bolą i teraz śpi...ale widać po nim, że ma po prostu taka...hmm chandrę :( doła? Najgorsze, ze on nie lubi żadnych psich przysmaków, nigdy ich nie jadł :( nie ma go czym pocieszyć...włuczęgą chyba być nie chce, bo nawet nie merdał ogonkiem jak został "wypuszczony"...czy któraś z Was miała taką sytuację?  Możecie mi coś doradzić? :( nie wiem już co robić. Jutro pojedziemy do weterynarza...ale obawiam się, ze on nam nic nie pomoże..ma któraś z was pieska przybłędę? Ja wiem że to tylko 3 miesiace, ale bardzo Rexa pokochaliśmy i naprawdę nie wiemy co robić :(

a tu magnesiki, które jeszcze zostały